Jestem przy Tobie

newsempire24.com 1 dzień temu

Jestem z Tobą

Paweł, ja już nie wiem, co robić! Ona nikogo nie słucha! Uparła się, iż będzie rodzić! Jakie dziecko, Pawleczku? No jakie? Ma dopiero dziewiętnaście lat! Całe życie przed nią! Teraz rzuci studia i co? Pójdzie pracować jako sprzątaczka? Musimy jakoś rozwiązać ten problem! Ty musisz mi pomóc!

Ale czym, mamo?

Głos Pawła był tak lodowaty, iż Irena ledwo nie upuściła telefonu. Syn nigdy do niej tak nie mówił! Zawsze był jej miłym, dobrym chłopcem A teraz? Co, zrobiła nie tak? Przecież to nie ona jest winna tej sytuacji to Lidka! Zakochała się, proszę bardzo! Głupia dziewczyna! A gdyby chociaż matki posłuchała! Cóż, teraz nie ma co narzekać. Sama jest sobie winna! Rozpieszczała ją, na wszystko pozwalała, chciała być jak koleżanka No to masz, Ireno Pietrowna! Całe wychowanie dało taki plon! Ale dlaczego?! Przecież Paweł jest wspaniałym synem! Mądry, kulturalny, posłuszny! Zawsze pomoże i wesprze! Choć teraz już mieszka osobno. Ale tak trzeba w końcu dorosły już facet, samodzielny, tylko jeszcze nie ożeniony. Ile to już razy mówiła mu, iż czas założyć rodzinę, a on wciąż nie i nie No a tak chciałaby już mieć wnuki! Ile można czekać? Dobrze, iż kiedyś Lida była mała. Zajęcia, treningi, wyjazdy na zawody nie było czasu w rozmyślania o starzeniu się. A dziś? Córka dawno już samodzielna. Mimo iż porzuciła sport, w domu prawie jej nie ma. Wciąż gdzieś biegnie, coś załatwia. A to studia, a to znajomi, a to grupa poszukiwawcza, a teraz jeszcze ten on! No kogo ona sobie znalazła, to niepojęte! Przecież to lebiega! Irena od razu przejrzała go na wylot, a Lidka się zakochała! Nigdy nie umiała ludzi czytać! Każdy był dla niej dobry! Co nie próbowała tłumaczyć, iż takich dobrych to na świecie tylko paru nie rozumiała. I do czego to doprowadziło? Jak teraz wszystko odkręcić? Święta za pasem, a u niej jeden wielki ból głowy. No i teraz jeszcze Paweł ten ton! Jak on do niej mówi?!

Paweł, jak ty się do mnie odzywasz?!

Gdzie ona jest, mamo? Paweł skręcił gwałtownie w boczną uliczkę, zaparkował. Spokój, tak dla niego typowy, skończył się na słowie dziecko. Ręce mu drżały na kierownicy, w oczach ściemniało, miał ochotę wykrzyczeć wszystko jak wtedy Tylko, iż wtedy nic to nie dało, więc teraz też nie pomoże. Musi się po prostu uspokoić i zrobić cokolwiek, by ten mały, jeszcze nienarodzony, przynajmniej ten, Lidki przeżył. Ach, mamo! Co ty wyprawiasz! Zawsze Lidkę kochałaś bardziej niż mnie. Jak by nie patrzeć późne dziecko, córka! Jak tu nie zachwycać się niebieskooką, jasnowłosą lalą? Od pierwszych dni Lida była piękna. W dużej rodzinie Paweł widział już mnóstwo noworodków wszystkie Matczyńskie: szare oczy, mocna, krępa budowa, grubiutkie nóżki, rączki w bandażach do pokazania rodzinie im grubsze, tym lepiej. A tylko Lidka zadziwiła wszystkich. Oczy rodzinne, ale reszta Ta łabędzia szyja, dłonie i stopy do rzeźbienia w marmurze, delikatne, jakby najlepszy artysta ją stworzył. Mamy się wtedy wstydziła, później była dumna i podziwiała Lidę, kiedy ta fruwała po sali gimnastycznej niczym motyl. Dziewczyna rzucała się w oczy dorosłym, odróżniając się od reszty sióstr.

Takie piękności się rodzą! wzdychały ciotki, poprawiając kokardy swoim córkom.

Gdy Lida pierwszy raz wyszła na matę w ślicznym kostiumie i zaczęła tanecznie rozciągać palce, wiadomo było, iż jest stworzona do czegoś więcej niż przyjemność dla oka.

Mama wczuła się w karierę Lidki gimnastyczki, Paweł odetchnął mieli z głowy rodzicielskie zainteresowanie. Kochała go, ale taka była z niego dumna, iż aż raziło innych. Każdemu i wszędzie przypominała:

Pawełek wygrał olimpiadę z fizyki, największą! Przyszłość ma już zapewnioną, rośnie geniusz! Chwilę i wyniki z matmy i tam pewnie to samo! Ach, wychowanie? Nic trudnego. Trzeba się po prostu dziećmi zajmować.

Nie zauważała, jak jej rozmówczynie marszczą brwi i przygryzają usta. Żyła w swoim świecie idealnym piękne mądre dzieci, kochający mąż, robiła to, co lubiła. Uczyła angielskiego na poziomie, za stawkę niemal dwukrotnie większą niż reszta w Krakowie, bo przygotować do studiów potrafiła choćby dziecko z marną bazą.

To zależy, co kto ceni wynik czy grosze. Jak ktoś nie szczędzi dziecku, wie, iż ja je doprowadzę, gdzie trzeba.

Paweł mógł się tylko dziwić, jak matka wszystko ogarnia treningi Lidki, domowe sprawy, pracę. Była genialnym organizatorem rozplanowała czas ścisłutko co do minuty. Tego nauczyła też syna, teraz mu się to bardzo przydawało.

Tego dnia również dzień miał rozplanowany, na szczęście był już wieczór, więc szokujące wieści od matki powaliły go, nie mógł zebrać myśli.

Ile już czasu minęło od tamtego Jestem w ciąży. Nie chcę rodzić. Jestem za młoda. Odpowiadasz za to ty więc teraz wszystko załatw. Klinikę znalazłam, reszta należy do ciebie. Zapłać.

Boże, jak się wtedy pokłócili ze Svitą Przez trzy lata nie kłócili się ani razu, tu Paweł wrzeszczał, aż szyby się trzęsły. Nie rozumiał winy przecież oświadczał się, chciał założyć rodzinę, był mieszkanie, auto, całkiem niezły dochód. Czego jeszcze? Nie był bogaczem, ale i ona nie księżniczką Dziewczyna z małej wsi z dziwną nazwą, przyjechała studiować. Poznali się na korytarzu AGH, gdy Paweł rozwiązywał coś na ścianie ołówkiem, ona wpadła na niego, złamała obcas.

Stoisz tu jak słup! Papieru w kraju brakuje? Po co po ścianach bazgrzesz? W domu też tak masz?

Burknęła, z jednej nogi na drugą, rozgniewana, zdarła buta i pobiegła boso na egzamin. Paweł jak zahipnotyzowany poszedł za nią. Gdy wyszła z sali machając indeksem pod nosem, krzyknęła:

Piątka! Trzeba uczcić! Masz jakiś pomysł?

Randkowali ponad rok, zanim zamieszkali razem. Wtedy Paweł mieszkał z dziadkiem, opiekował się nim, bo mama podróżowała, a ojciec pracował po godzinach. Rok po śmierci dziadka rodzice stwierdzili, iż kawalerka za mała, choć Pawłowi miejsca wystarczało. Tęsknił za dziadkiem, a gdy nie było już jego porannych mruknięć (Studiujesz, ale śniadanie ci zrobiłem!), zapadła cisza. Dziadek był twardy jak rzeczny holownik dopóki nie umarła babcia.

Długo nie pociągnę. Bez niej po co mi żyć?

Dziadku, a ja? Lida?

Dla was pożyję jeszcze trochę. Zobaczę, co z was będzie. Ale za nią tęsknię

Babcię nazywał gołąbeczką od dnia poznania.

Delikatna była Takie kobiety już nie istnieją, Paweł. Głupek byłem, a ona tylko się uśmiechnęła, głową pokiwała: Pawełku, poszalałeś troszkę. I koniec! Ani pretensji, ani awantur! Przebaczać łatwiej, gdy jest co wybaczać wtedy później mniej boli.

Paweł widział, jak dziadek gasł. Wtedy zrozumiał, co to prawdziwa miłość taka pełna, nieprzemijająca. Pragnął takiej ze Svitą, ale w chwili, gdy wyciągnęła do niego rękę chcąc dostać kartę, by zapłacić za zabieg wszystko odeszło.

Karta zniknęła razem z Svitą. Po kłótni, wrzuciła w pośpiechu rzeczy do walizki, wyciągnęła portfel Pawła, trzasnęła drzwiami. Ocknął się, dopiero kiedy przyszło powiadomienie z banku o podejrzanie wysokiej transakcji. Zablokował kartę i pojechał do rodziców.

Matka lamentowała, ojciec przerwał histerię, poklepał Pawła po ramieniu:

Pomoc będzie potrzebna jesteśmy blisko.

O tym, co się stało, Paweł rodzicom nie mówił. Powiedział tylko, iż rozstał się z Svitą. Miał świadomość, iż matka się zapłacze, naobrzydza Svitę rodzinie na sto lat. Po co? Lepiej powiedzieć, iż Pawłowi się nie ułożyło tak prościej.

W swoim dawnym pokoju Paweł długo siedział na starym tapczanie (nie chcieli wymienić na nowoczesny), w duszy czarna smuta, myśli jak gęsty syrop zalepiają rozum, nie dawały światła.

Światło nadeszło samo. Lidka zjawiła się w drzwiach pokoju, popatrzyła, potem usiadła na dywanie, nogi i dłonie powykręcane w cudownym balecie, otarła palcami jego łzy, przełknęła gorzką wodę i powiedziała tylko:

Źle ci, bratku Co mogę zrobić? Tak bym chciała pomóc, a nie wiem jak

Po prostu posiedź tu. Żebym głupstw nie narobił.

I została. Siedziała z nim do rana, aż zadzwonił budzik i mama zauważyła, iż Lidki nie ma w łóżku. Uznała, iż wstała wcześniej przez nerwy przed zawodami, nie wiedziała, iż siedzieli w ciszy przez pół nocy, a potem już rozmawiali do świtu. Młodsza siostra-nieporadna zamieniła się dla Pawła w osobę głęboko i czule rozumiejącą. Otworzyła z niego wszystko, co czuł, a potem prostymi słowami wyjaśniła mu, jak dalej żyć. Nie było banałów ale Paweł nagle zrozumiał, iż jeszcze coś może być przed nim. Coś dobrego.

Lida, powinnaś studiować psychologię!

Gdy ujrzał, jak się zarumieniła, wiedział, iż to jej marzenie. Ale zupełnie nie po myśli mamy, która widziała w córce mistrzynię sportu i starała się to realizować. Teraz też, wpadając jak burza do pokoju, nakrzyczała, iż córka nieuczesana, rozwichrzyła włosy synowi (choć wiedziała, iż tego nie znosi), potem pognała do kuchni.

Lidka wygrała wtedy zawody. Latała po macie tak, iż sędziowie nie wiedzieli, jak to możliwe. Z Habanerą oddała całą nocną rozmowę z bratem ból, brak zrozumienia, i siłę, której już prawie brakło. Tę siłę, która przyjdzie i w końcu przyniesie odnowienie.

Te zawody mogły Lidce otworzyć drogę były rozmowy o przeniesieniu do Warszawy. I wtedy wydarzyła się tragedia. Wracając do domu pieszo po treningu, nie zauważyła, iż idą za nią dwaj mężczyźni. Miała iść krótko przez podwórka, dziesięć minut.

Proszę pani, czeka na panią piesek, zobaczy pani jaki miły!

Niski, groźny warkot Lidka przyspieszyła.

Zadzierasz nosa? Nieważne. Rex, bierz ją!

Bojąc się psów od dziecka, nie odwróciła się nawet. Wiedziała, by nie biec, by psa nie sprowokować. Wejście ze światłem było dwa kroki przed nią. Pospiesznie ruszyła do schodów, zupełnie zapominając, iż pod wieczór przymrozek zrobił lód na stopniach. Nie zdążyła się złapać poręczy przeleciała pół schodów, upadła, ślizgając się na szronie.

Ocuciła się w szpitalu. Obok siedziała blada jak trup mama, patrząc w jeden punkt i kiwając się przódtył. Głowa kręciła się, nogi bolały potwornie.

Mam

Obudziłaś się? Irena odwróciła wzrok, z twarzy widać było, iż długo płakała. Jak to możliwe, Liduniu

Lidka nie zrozumiała wtedy czy mama bardziej żałuje, iż poważne złamania zniszczą karierę sportową, czy iż będzie masa pracy i wyrzeczeń dla uzyskania sprawności. Ani cienia współczucia zresztą nigdy tego nie lubiła, ale teraz bardzo zabrakło objęcia, słowa: Wytrzymaj malutka, wszystko będzie dobrze i ból minie!

Ale matka tego nie dała. Dał jej to Paweł.

Mała, trzymaj się! Wiem, boli. Przyćwiczę tobie ogromny tort! I zjesz ile chcesz! Albo wezmę cię na ręce, pójdziemy na spacer zrobisz mi śnieżki i będziesz we mnie ciskać! A teraz kupię ci piękne kule, przygotujemy się do matury! Wciąż chcesz być psychologiem?

Objął ją, a ona w jego ramionach czuła się bezpieczniej, ból słabł.

Leczenie trwało długo, ale pod koniec pierwszego roku studiów Lidka chodziła już niemal jak dawniej, choć kroki nie miały już tej lekkości, czasem czuła się jak Syrenka. Ale przeszłość to już kule i laska, a to nie było mało. Różowe, perłowe kule, które brat specjalnie dla niej przemalował gdzieś w warsztacie, chciała zostawić, ale potem poznała grupę poszukiwawczą i zrozumiała, iż innym jest trudniej. Oddała je Lenie, jednej z koordynatorek tej, która miała od dziecka niepełnosprawność, ale organizowała całe dowodzenie na swoim mieszkaniu.

Lena, nie znasz odpoczynku powiedziała Lidka robiąc herbatę i krojąc kolejną już kiełbasę.

A po co mi spokój? Chciałabyś, żebym gniła jak dziwak w norze? Potrzebują mnie, żyję, to najważniejsze, prawda?

Właśnie tam, w grupie, Lidka poznała Maksymiliana.

I tu Irena trochę miała racji Maks nie był efektowny. Taki bez wyrazu, jak cień, a umiał zdziałać tyle, co trzech ludzi naraz. Lidka znała już jego historię, ale matce nie opowiadała. Wiedziała, iż nie zrozumie i nie wybaczy. Według niej Maks nie był odpowiedni dla Lidki.

Do grupy trafił, szukając ojczyma. Chodził sam, aż w końcu zadzwonił do wolontariuszy, gdy na policji powiedziano, iż przyjmą zgłoszenie, jak miną trzy doby.

On jest chory na cukrzycę! Coś się stało, nie zaginąłby sam! wołał, ale nikt nie słuchał.

Ojcowie kolejni nie byli bliscy, ale Gienek, trzeci mąż matki, był dla niego prawdziwym tatą. Pierwszego partnera matki Maks nie znał zostawił ją, gdy była w ciąży. Chłopca zabrali ze szpitala dziadkowie.

Pierwsze lata matka mieszkała z rodzicami, potem wyjechała za chlebem. Maks został z dziadkami, którzy byli dla niego rodziną. Matka wróciła z mężem, ale własnej rodziny nie umiała zbudować. Ojczym był twardy jak głaz, z pierwszego konfliktu Maks uciekł z domu, został u dziadków. Tam był jego dom. Gdy nowy mąż odszedł, matka już nie próbowała zabierać syna.

Gienek pojawił się pół roku później wdowiec, dużo starszy, ale z sercem na dłoni, cichy, spokojny. Dla Lidki, która nie akceptowała ojczyma, przełomem była wycieczka na ryby. Cały dzień milczeli w łódce. Te godziny przy wschodzie słońca, gdy poznawał rozbudzający się świat, spowodowały, iż przestał się zamykać. Potem rodzinę trzymał się już Gienka, z każdym pytaniem.

Kiedy dziadek i babcia zmarli niemal rok po sobie, przeprowadził się do matki, ale to już nie było takie trudne był Gienek. Ustalono opiekę, a po śmierci matki Gienek adoptował Maka.

jeżeli się zgodzisz powiedział niepewnie chłopcu, wtulając go niezgrabnie. Nie jesteś sam! Będę z tobą, ile mi starczy czasu.

Zaginął Gienek wieczorem, jadąc z pracy. Mak szukał go zawzięcie, natrafił na kierowcę autobusu, który rozpoznał podobnego mężczyznę.

Wszyscy mają ciemne kurtki i czapki. Jak rozpoznasz? Co się stało?

To mój tata. Zaginął.

Czemu na policję?

Byłem, nie chcą przyjąć zgłoszenia.

Wskazał plakat na szybie dzwoń tu, pomogą.

I, rzeczywiście, grupa poszukiwała, ale staremu ojczymowi nie pomogła Zamarzł kilka kroków od ścieżki w parku. Może ludzie nie chcieli podejść, może było ich za mało Można go było uratować, gdyby ktoś szybciej zauważył. Dlaczego wysiadł za wcześnie, dlaczego skrócił przez park? Tak już pozostało tajemnicą.

Po pogrzebie Mak drugiego dnia przyszedł do Leny i spytał:

Co teraz mogę zrobić? Chcę pomagać.

Pawła Mak poznał gwałtownie Lidka przedstawiła go:

Bardzo mi się podoba, Paweł. A może choćby bardziej.

To dobrze?

Chyba tak.

Jaki to człowiek?

Myślę, iż dobry

Poznawszy go lepiej, Paweł przyznał siostrze rację. Wyglądali razem dziwnie wysoka, jakby z innego świata piękność i skromny Mak. Rodziców to zaskoczyło Paweł gwałtownie siostrę poparł.

Najważniejsze, by to dobry człowiek był, prawda?

Irena prychła, ojciec poprawił na nosie okulary i po chwili namysłu kiwnął głową:

Zobaczymy.

“No, zobaczyli”

Paweł ponownie odpalił silnik i ostrożnie wyjechał z zaułka. Musi znaleźć Lidkę. Pewnie po kłótni z matką nie rzuci się do Wisły, ale Bo Irena zupełnie nie chciała słuchać, Paweł był tego pewien, a nie wie nawet, iż Maka już nie ma. A dziecko przecież ma być

Głupia, zupełnie przypadkowa tragedia kosztowała życie cichego, ale pięknego chłopaka. Wracając późno, rozmawiając z Lidką przez telefon, Mak wszedł nagle na jezdnię kilka kroków przez przejściem, zapominając, iż zamiast jasnej kurtki, nosi ciemną grubą. Kierowcy nie można winić Paweł sam niejednokrotnie jeździł tym odcinkiem w Krakowie, wiedział, iż oświetlenie jest fatalne, człowiek w ciemnych rzeczach znika całkiem

To było dwa dni temu. Jutro pogrzeb, a Lidka dalej nie powiedziała rodzicom. Zatonęła po tej wieści, nie chciała rozmawiać, nie potrafiła płakać.

Nie mam łez, Pawuś. Nie mogę Tylko po cichu szlocham w poduszkę, żeby rodzice nie słyszeli

Nie powiedziałaś im?

Nie mogę. Mama zacznie Znasz ją Tego chyba bym nie zniosła

Dlaczego Lida nic nie mówiła o ciąży, Paweł nie wiedział. Może sama nie była pewna? Albo nie potrafiła zadzwonić? Za dużo pytań.

Drzwi do mieszkania Leny były otwarte, jak zawsze. Paweł zapukał w próg kuchni i, gdy Lena się odwróciła, zapytał:

Gdzie Lida, Anielko?

U mnie, idź. Czekała na ciebie.

W pokoju ciemno Paweł odsunął rękę od światła, by nie rażić Lidki, jeżeli płakała.

Pawle

Jestem tu.

Dobrze

Westchnęła tak cicho, iż Paweł podszedł do łóżka, przytulił ją razem z kocem.

Nie bój się, maleńka. Jestem z tobą! Damy radę! Teraz myślisz, iż nie będzie już niczego dobrego, ale to nieprawda! Będzie dzieciątko, będzie nowe życie! Ono będzie wspaniałe, bo ma takich mamę i tatę, iż lepszych nie znajdziesz!

Lidka cicho zaszlochała, wtulając się w ramię brata.

Ty też powinieneś być psychologiem, Pawuś Tobie by wyszło Tak mi źle teraz! Gdybyś wiedział, jak bardzo.

Tego wieczora Paweł zabrał siostrę do siebie. Rodzicom powiedział, iż Lida odtąd mieszka z nim i jeżeli nie chcą stracić obojga dzieci, muszą pogodzić się z tym, iż ona sama będzie decydować o swoim życiu.

A potem wcale nie było łatwo. Ciąża Lidki z wykańczającymi mdłościami aż do końca, pertraktacje z rodzicami, którzy niechętnie przełykali, iż dzieci są dorosłe. Rozmowy głównie z Ireną, bo ojciec przyjeżdżał potajemnie, wspierał córkę, przygotowywał do roli mamy i znalazł znakomitego lekarza, które ułatwił Lidce jej stan.

Mała Wiktoria urodziła się bladym świtem, wykończywszy mamę, krzyknęła tak gromko, iż położna się roześmiała:

Ależ głos! Mama łania, a córka z basem! Po kim to?

Po tacie Lida spojrzała na czerwone, niezadowolone oblicze, uśmiechnęła się. Oto nowe życie I Maks będzie żył dalej, bo dziewczynka ma chyba nie Matczyńskie oczy. To znaczy, iż ich ród przekaże Paweł, a nie ona. A Wika to dalszy ciąg Maksa

Trzy lata później.

Wikusia! Chodź tu, mam prezent!

Pawełku! Kolejny? Lida wyjrzała z kuchni, wymachując rękami w mące. Przecież teraz są święta, a nie jej urodziny. Przestań rozpieszczać moją córkę!

Mogę! Od tego są wujkowie i chrzestni! Tamten był od wujka, ten od chrzestnego!

Wika przestała ciągnąć kota za ogon. Kot rozłożony na podłodze w jednym pokoiku wszak mieszkanie jednopokojowe kupił Paweł dla Lidki, by mieć ich blisko. Swoje sprzedał, dobrał kredyt, kupił dwie identyczne w nowym bloku jedna dla niego, jedna dla siostry i siostrzenicy.

Spojrzenie, takie samo jak u Maksa, zawisło na pudełku. Otworzył je Paweł i oczy dziewczynki rozbłysły jak światełka na choince.

Podoba się?

Dziewczynka ostrożnie dotykała palcem bombek ze szkła.

Można?

Oczywiście! Przecież dla ciebie przywiozłem. Powiesimy je?

Lida, ocierając ręce o fartuch, przyszła do pokoju, gdy Paweł pomagał siostrzenicy powiesić Dziadka do Orzechów.

Ależ bajka! Pawełku, jakie śliczne! Ale to szkło! Jak się stłucze?

Nic nie szkodzi! Wiem, gdzie kupić. A Wice tak się podoba!

Mała siedziała pod choinką tuląc kota i coś mu szepcąc, połowę liter pożerając, śpiesząc się. Bajka była długa, Wika się bała, iż kot ucieknie i nie dowie się, jak kończy się ta piękna historia. Wczoraj byli przecież w teatrze, Paweł ich zabrał, cały dzień tańczyła potem jak baletnica.

My tu już niepotrzebni! Widzisz, a ty mówiłaś, iż jej się nie spodoba.

Mówiłam, iż jest za mała na teatr. Myliłam się. Skąd mogłam wiedzieć, iż taka cierpliwa?

Paweł uśmiechnął się.

Przypomnę ci te słowa, gdy będziesz kładła ją spać. Wtedy zobaczymy, kto spokojny, kto ma zdrowe dziecko! Nakarmisz mnie? Muszę jeszcze do pracy przed wieczorem zdążyć.

Nie zostaniesz? Rodzice zaraz przyjadą!

Niech się nacieszą wnuczką. Wieczorem wrócę. Ktoś musi kota zastąpić, bo zaraz go wymęczy.

Wiesz, iż mama dla Wiki znalazła baletową szkołę?

Oj!

No właśnie. Co zrobić?

Coś wymyślimy. Skierujemy energię kochającej babci w pokojowe tory.

A jak nie wyjdzie?

Wtedy przypomnisz sobie, iż jesteś mamą, a ja będę cię wspierać. Z nami dwiema nie da rady.

Myślisz?

Pewny jestem! Daj już coś zjeść!

Dam! Kiedy ty się ożenisz? Żona by ci gotowała!

Lida wywinęła się spod czułego klapsa i ze śmiechem wybiegła z pokoju.

Ty z mamą się zmówiłyście? Choć ty nie zaczynaj!

Takiego skarbu szkoda, muszę mówić! Doczekam się kiedykolwiek bratanków?

Oj, kobiety

Figura Marii zadrżała na choince dotknięta paluszkiem. Wika mruczała pod nosem, potem zerwała się tanecznie. choćby kot ustąpił jej miejsca kto wie, może rośnie polska Plisiecka…

Idź do oryginalnego materiału