Jesteś pomyłką mojej młodości: Poruszająca historia chłopca wychowanego przez dziadków, odrzuconego przez matkę, który po latach musi zmierzyć się z rodzinnymi więzami i trudnym wyborem między lojalnością a przebaczeniem

newsempire24.com 10 godzin temu

Dziś wieczorem, siedząc w moim salonie na warszawskim Mokotowie, znów wróciły do mnie wspomnienia, których nigdy nie chciałem poruszać. Często zastanawiam się, dlaczego wszystko ułożyło się właśnie w taki sposób. Może gdyby mama była starsza, a tata dojrzalszy, moje dzieciństwo nie byłoby tak skomplikowane.

Mama urodziła mnie, gdy miała zaledwie szesnaście lat. Tata także był w tym wieku. W domu w Radomiu wtedy było dużo szeptów i niedopowiedzianych rozmów. Obydwoje prawie natychmiast po moim narodzeniu wybrali własne drogi osobne, bez siebie i bez mnie. Pamiętam, iż dziadkowie od początku przejęli całą odpowiedzialność. Mama zupełnie straciła zainteresowanie moją osobą, jakby moją obecnością przypominałem jej tylko o błędach młodości. Ojciec pojawiał się jeszcze rzadziej, jak listonosz nieoczekiwany i nieproszony gość.

Dziadkowie Urszula i Tadeusz tak bardzo mnie kochali. I choćby jeżeli w głębi serca czuli ból na myśl o tym, jak ich córka może porzucić własne dziecko, nigdy mi tego nie okazali. Wychowali mnie z ogromną troską. Nigdy nie czułem się przez nich odtrącony. Zapewnili mi wszystko dobrych nauczycieli, wyjazdy do Zakopanego i ataki śmiechu przy domowych kolacjach. Za dzieciństwo jestem im wdzięczny najbardziej na świecie.

Dwa lata po uzyskaniu dowodu osobistego, czyli mając osiemnaście lat, mama wyjechała z nowym chłopakiem do Łodzi. Nie dzwoniła, nie pisała, nie podtrzymywała żadnego kontaktu. Dziadkowie przestali o niej rozmawiać. W domu narastało poczucie zawodu i gniewu. Babcia wyznała mi kiedyś przy ciepłej herbacie z sokiem malinowym, iż nie potrafi zrozumieć, jak można tak się zapomnieć i porzucić własne dziecko. Wstyd i ból, iż wychowała kogoś takiego.

Gdy skończyłem osiemnaście lat, pojechałem na wesele mojej kuzynki Martyny pod Piasecznem. Uroczystość była duża, cała rodzina zjawiła się przy stole choćby moja biologiczna matka. Przyszła już po trzecim ślubie, z dwoma córkami. Najstarsza Zuzia miała dziesięć lat, a najmłodsza Małgosia niespełna dwa. Serce biło mi mocno w piersi na myśl, iż może teraz, w dorosłości, pokaże mi trochę matczynej miłości. Że może wreszcie usłyszę Przepraszam. Chciałem też poznać siostry.

Podszedłem do niej nieśmiało. Kobieta śmiała się przy stole, opowiadając kuzynce, jak cudowne ma dziewczyny, jaką Zuzia zdobyła nagrodę z matematyki. Odważyłem się:

A ja? Co ze mną, mamo?

Spojrzała na mnie z obojętnością, zimniejszą niż lutowa noc.

Ty? Jesteś moim błędem młodości. Ojciec miał rację, powinnam była usunąć ciążę.

Odwróciła się i skupiła na najstarszej córce. Przez chwilę stałem obok jak zbłąkany widz, a potem wróciłem do dziadków. Tego dnia po raz ostatni próbowałem dowiedzieć się czegoś o niej.

Siedem lat później, kiedy z Magdą, moją żoną, i synem Antkiem zamieszkaliśmy na Żoliborzu w dwupokojowym mieszkaniu, zadzwonił telefon. Wyświetlił się nieznany numer serce mi zamarło. Odbieram.

Michał, cześć. Udało mi się zdobyć twój numer od wujka. Tu twoja matka. Wiem, iż mieszkasz niedaleko Politechniki, tam gdzie studiuje Zuzia. Czy mogłaby się u ciebie zatrzymać na kilka tygodni? Nie lubi akademika, ceny wynajmu są absurdalne, a przecież mąż mnie opuścił. Jedna córka studentka, druga licealistka, Małgosia niedługo idzie do przedszkola… Pomóż rodzinie.

Odparłem krótko:

Przepraszam, chyba pomyliła pani numer.

Rozłączyłem się.

Potem podszedłem do Antka, wziąłem go na ręce i powiedział:

Przygotuj się, w weekend jedziemy do babci i dziadka na wieś. Jak zawsze, nie złamiemy rodzinnych tradycji!

Synek rozpromienił się:

Pojedziemy wszyscy razem? A może zostaniemy na noc?

Nie ma nic ważniejszego niż nasze wspólne chwile.

Wiem, iż niektórzy krewni uznali moje zachowanie za niewłaściwe twierdzą, iż powinienem był pomóc siostrze. Ja jednak cały czas myślę, iż moim obowiązkiem jest dbać o tych, którzy się mną opiekowali i naprawdę mnie pokochali babcię Urszulę i dziadka Tadeusza. Nie dla kobiety, dla której jestem tylko pomyłką i z której pamięci najchętniej zostałbym wymazany.

Idź do oryginalnego materiału