Jesteś żoną, musisz znosić – Po tych słowach mojej teściowej poczułam się jeszcze gorzej.

polregion.pl 6 godzin temu

Kiedy w rodzinie odbywa się wesele, emocje sięgają zenitu. Małżeństwo wywołuje u wszystkich ekscytację i radość.

Ludzie jednak, z sobie tylko znanych powodów, zawsze patrzą na wszystko jednostronnie, chociaż przecież każdy medal ma dwie strony.

Nie, nie uważam, iż małżeństwo to jakaś tragedia. Po prostu wiele kobiet wciąż wierzy, iż szczęście kryje się tylko w zawarciu związku i założeniu rodziny. Często młode dziewczyny zupełnie nie rozumieją, czym naprawdę jest małżeństwo i z czym się to wiąże.

Ich plan na życie to: najpierw ślub, a potem jakoś to będzie.

Pozwólcie więc, iż opowiem Wam o moim doświadczeniu. Wydawało mi się, iż jeżeli wyjdę za mąż za ukochanego i będziemy mieli razem dziecko, to od tego momentu będę najpełniej szczęśliwa na świecie.

Szkoda tylko, iż rzeczywistość małżeńska przyniosła mi lawinę nowych kłopotów. choćby nie zdążyliśmy odłożyć złotówki na własne mieszkanie, kiedy okazało się, iż jestem w ciąży. W tych czasach posiadanie dziecka to luksus na miarę wygranej w totka.

Byliśmy z mężem wniebowzięci, gdy się dowiedzieliśmy, iż zostanę mamą. On próbował prowadzić własny biznes, a ja cieszyłam się urokiem urlopu macierzyńskiego, jednocześnie wiecznie martwiąc się każdym groszem. O żadnych oszczędnościach na mieszkanie nie było choćby co marzyć. Macierzyństwo też nie wyglądało tak różowo, jak pokazują na Instagramie. Synek był niespokojny, ciągle coś mu dolegało, ja ledwo patrzyłam na oczy ze zmęczenia, a moje nerwy stanowiły tykającą bombę zegarową. Czasem marzyłam, żeby po prostu uciec. Nie każda kobieta nadaje się na strażniczkę rodzinnego ogniska.

Gdybym ja to wiedziała wcześniej! Mały miał dwa lata, kiedy mój mąż z hukiem zbankrutował. Zamiast się zmobilizować, popadł w głęboką depresję. A jak wiadomo, tam gdzie depresja, gwałtownie pojawia się też kieliszek albo i dwa wódki. Nie zostało mi nic innego, jak wziąć byka za rogi: zapisałam syna do żłobka i zaczęłam pracować na dwa etaty. Zasuwałam jak mrówka, podczas gdy mój mąż urządzał maraton spania po pijaku. Było tak ciężko i tak przytłaczająco, iż miałam ochotę wyć do księżyca. Sama byłabym zadowolona, przynajmniej nie miałabym problemów ani z pieniędzmi, ani z psychiką, ani ze zmęczeniem.

W końcu poprosiłam teściową, żeby przemówiła mu do rozsądku i postawiła na nogi. No bo nie wypada facetowi tak się załamywać i rezygnować z zarabiania. Przy okazji wylewałam przed nią swoje żale: iż ledwo daję radę, iż już nie mam siły, iż balansuję na granicy wytrzymałości.

Myślałam, iż otrzymam wsparcie albo chociaż ciepłe słowo. A moja teściowa na to: Wiesz co, nie tylko ty masz ciężko. Ale jako kobieta musisz to znosić, bo nie wypada być słabą.

Zazwyczaj to kobieta jest klejem, który wszystko trzyma. Więc jak masz ochotę ryczeć, to zamknij buzię, a jak chcesz rozpaczać, to weź chusteczkę i otrzyj oczy, żeby nikt nie widział. Los taki idź dalej, nie narzekaj!

Szczerze? Te słowa zabolały mnie bardziej niż zastrzyk z witaminy C.

Przecież ona też jest kobietą i doskonale wie, jak to jest. Jej własny mąż jest największym leniem na dzielnicy, a zamiast od siebie wymagać i wspierać się nawzajem, usłyszałam, żeby zacisnąć zęby i wytrzymać. Ale jak długo można wytrzymywać? Mamy tylko jedno życie i nie po to, żeby wiecznie się zamartwiać i trwać w smutku. Oczywiście, przeszkody będą, ale nie o takiej gehennie marzyła żadna kobieta. Chciałabym po prostu żyć pogodnie i być kochana.

Idź do oryginalnego materiału