Już by się chciało za mąż – czyli jak Małgorzata oświadcza w domu, iż wychodzi za mąż za Olega z ucz…

polregion.pl 5 godzin temu

Bartek, daleko jeszcze jesteś?
Już niedaleko, praktycznie pod drzwiami.
No, pośpiesz się, musimy pogadać.
Coś się stało? Bartek poczuł się zaniepokojony.
No może jeszcze się nie wydarzyło, ale lepiej pogadać, głos Agnieszki wyraźnie drgał, ale nie wyglądało na życiowy dramat.

Po piętnastu minutach był już w domu. Zrzucił buty w przedpokoju, wszedł ostrożnie do kuchni.
To co, już masz dla mnie jakieś wieści? spytał lekko ironicznie żonę.
Przebierz się, umyj ręce, nic się tu nie pali. cmoknęła go w policzek i pogoniła do łazienki.

Bartek, już w domowych ciuchach, przeszedł do salonu. Agnieszka zaprowadziła go do pokoju ich córki.
Marysia siedziała skulona na kanapie, oczy czerwone od płaczu.
No, co się tu dzieje? Bartek próbował zachować spokój.
Niech sama powie prychnęła Agnieszka. No, Marysia, sama tacie opowiedz, co wymyśliłaś!
Marysia odwróciła się do okna, zacięcie milcząc.

Bartek zapukał energicznie w blat biurka.
Dziewczyny, albo mówicie spokojnie i bez dramatów, o co chodzi, albo idę się położyć, bo miałem ciężki dzień.

A więc się tu za mąż wybieramy sarknęła Agnieszka. Najlepiej jeszcze dziś, bez zwłoki!
Że co?! Bartek aż się zatkał. Tak na już, tak od razu? Za kogo, jeżeli można spytać?

Ponieważ Marysia uparcie milczała, dalej musiała ciągnąć Agnieszka:
No ten jej Kamil Wróblewski, taki z tych okularników, ostatnio często się tutaj kręci.
Tak, Wróblewski Bartek spojrzał pytająco na córkę.

Marysia przez cały czas cisza jak makiem zasiał.
Marysia, kończ partyzantkę, bo nie zamierzam cię błagać o prawdę, tylko by dowiedzieć się co się tu dzieje Bartek już poważnie podniósł głos.
My się z Kamilem kochamy! wyrzuciła z siebie Marysia. I się pobierzemy!
Przynajmniej już coś wiemy westchnął Bartek. Kamil z tobą chodzi do tej samej klasy?
Tak, do jednej grupy na pierwszym roku.
Pierwszy rok studiów dzieciaki Bartek niby wszystko rozumiał, ale był wyraźnie zrezygnowany.
Nie jesteśmy dzieciakami! oburzyła się Marysia. Mamy osiemnaście lat, jesteśmy pełnoletni!
No dobrze, jak dorośli, to porozmawiajmy jak dorośli.

Ja nie chcę gadać! Bo teraz będzie: musicie poczekać, nabrać doświadczenia, zdobyć stabilizację, a uczucia to za wcześnie Marysia zaczęła narzekać. Wy wszystko wiecie lepiej, a my po prostu się kochamy!

Ja ci, córciu, niczego nie chcę zabijać, tata westchnął ciężko chcę tylko zrozumieć sytuację. Kochacie się, jasne. Chcecie się pobrać oboje? Pytam, bo nie wiem, czy tylko ty.

Nie rób tak, iż poniżasz Kamila. On też chce ślubu!
No dobrze, chęci są. A gdzie zamierzacie mieszkać, z czego się utrzymywać?
To nie ważne! Najważniejsze, iż jest miłość! Marysia rozgrzała się do czerwoności.

Marysia, ile ty masz lat? Bartek już bardzo spokojnie. Wiesz, iż choćby największa miłość musi jeść i gdzieś spać? Po co ta cała presja, co was tak nagli? Przecież nikt nie atakuje Kamila. Niech przyjdzie, poznamy się, porozmawiamy z jego rodzicami Prawda, Aga?
Dokładnie tak. Ale z tą waszą nagłością może być coś na rzeczy
Kamil do wojska idzie? Przecież studenci są zwolnieni.
Nie, nie o wojsko chodzi, i nie o Kamila. No, Marysiu?
Sama powiem burknęła córka. Z Kamilem spodziewamy się dziecka.

Bartek zamarł na moment.
Oho, zaczyna się Ciekawe, interesujące I co planujecie?
Ślub! Urodzić! I nie próbujcie żadnych namawiań na wiecie co! Nasze dziecko będzie żyło!

Uspokój się, Marysiu. Nikt cię do niczego nie namawia. Trzeba to na spokojnie przemyśleć. A rodzice Kamila wiedzą?
Mieliśmy się dzisiaj oboje naradzić z rodzicami
I co? Dzwonił już?
Nie jeszcze nie
Jak zadzwoni, powiedz mi zaraz. A teraz dajcie mi zjeść kolację, bo przy tych waszych rewelacjach to można paść z głodu.

Agnieszka podgrzała kolację, postawiła przed mężem.
To co robimy? spytała cicho.
Nie wiem, szczerze mówiąc. Poczekajmy, co powiedzą jego rodzice, może razem coś wymyślimy.

Ledwo skończyli jeść, zadzwonił Kamil: jego rodzice są absolutnie przeciwni, doszło do kłótni. No pięknie

Jeszcze kwadrans i Marysia przyszła do salonu z telefonem:
Kamilowej mamie zależy, żeby z wami porozmawiać

Agnieszka skrzyżowała ręce.
Kochany, odbierz, proszę. Ja nie dam rady

Bartek westchnął, ale odebrał, włączył głośnik i uciszył wszystkich w pokoju.
Dobry wieczór, mówi Bartek, tata Marysi.
Dobry wieczór. Z tej strony Anna Wróblewska, mama Kamila. Dzisiaj syn powiedział, iż jest w związku z waszą córką. I, sądząc po sytuacji, nie poprzestali tylko na randkach. Ich wielkie plany. Państwo o tym wiedzą?
Tak, rozmawialiśmy z Marysią.

No to uprzejmie proszę przyjąć do wiadomości, iż jesteśmy absolutnie przeciwni ich wielkim tu była wyraźna ironia planom. Nasz syn musi dokończyć studia, zdobyć zawód, budować karierę. Żadne ślubowanie na pierwszym roku, a już dziecko… absolutnie nie ma mowy!
Wie pani, nam ślub córki na gwałtownie też nie był w planach. Ale jest, jak jest Marysia naprawdę jest w ciąży, z waszym synem. I co teraz, mamy udawać, iż nic się nie stało?
To, proszę pana, państwa kłopot. Po pierwsze, nie mam pewności, iż to dziecko Kamila. Po drugie: choćby jeśli, to ten stary numer zaszłam w ciążę, to się hajtamy u nas nie przejdzie. Marysia chciałaby się dobrze ustawić Kamil to nie byle kto, dobry dom, mieszkanie, pozycja rozumiem to po kobiecemu, ale jako matka zrobię wszystko, żebyście zostawili Kamila w spokoju. Mąż myśli tak samo. Kamil już się z nami zgodził, prosi przekazać Marysi, żeby dała mu spokój. Na aborcję czy donoszenie, to nas już nie obchodzi. Żegnam.
W słuchawce zagrana cisza.

Bartek spojrzał ciężko na swoje kobiety.
Wszystko słyszałyście? Powiem jedno: żadnych aborcji niszczyć niewinne życie nie pozwolę, zdrowiu też nie można zaszkodzić. Nic strasznego! Przyjdzie pora, weźmiesz urlop dziekański, potem wrócisz. Damy radę finansowo, przy dziecku też pomożemy. A z tymi jeszcze pogadamy. O matko, co za ludzie No, popłaczcie, napijcie się melisy, ale niedługo, bo musimy iść dalej.

Wziął Agnieszkę na bok.
Zabierz Marysię dziś do siebie do sypialni, żeby jej czego nie odbiło. Pogadacie, uspokój ją. Ja pośpię w jej pokoju.

Minęła godzina. Dzwonek do drzwi.
Kto to o tej godzinie? Bartek mruknął pod nosem i poszedł otworzyć.
Pojawił się z Kamilem w salonie.
Kamil! Marysia rzuciła się mu na szyję. Przyszedłeś po mnie?
Przyszedłem. Panie Bartku, pani Agnieszko, przyjechałem zabrać Marysię.
Gdzie, jeżeli wolno spytać?
Jeszcze nie wiem, wynajmiemy mieszkanie. Jesteśmy dorośli, proszę nam nie przeszkadzać! Marysiu, idziesz ze mną?
Oczywiście! Gdziekolwiek!

Stop, dzieciaki Bartek uniósł dłoń. Parę pytań mam. Twoja mama powiedziała, iż cała wasza rodzina, ty też, jest przeciwna waszemu pomysłowi.
Nie do końca, panie Bartku. To decyzja mamy. Tata zawsze stoi po jej stronie powiedział to tak naturalnie, jakby mówił o kanapce na śniadanie. Ja tylko udawałem, iż się zgadzam, żeby nie robić wojny w domu. Schowałem dowód, kartę, spakowałem się i jestem tu.
No, ładnie! Bartek był pod wrażeniem. Chcesz z Marysią mieszkać, wynająć coś a za co, jeżeli można spytać?
Trochę odłożyłem, pracowałem wieczorami, mam też kanał na YouTube, trochę zarabiam. Na parę miesięcy wystarczy na czynsz i żarcie, a potem zobaczymy.

No cóż, Agnieszka, co myślisz? Młody chyba nie jest taki, jak myśleliśmy.
Sama nie wiem, ale gdzie ich puścić po nocy
No właśnie. Nigdzie na noc się nie wychodzi. Teraz podejmijmy decyzje bierzecie ślub?
Tak! odpowiedzieli razem.
I dziecko zostawiacie?
Tak samo!

To dobrze. My wam pomożemy, ale stawiamy warunki. Po pierwsze szukacie kontaktu i ugody z rodzicami, Marysiu, ty go wspierasz. Kamil dziś śpi u nas, nie tułasz się nigdzie w nocy, zgoda? Po drugie, daj znać rodzicom, iż nocujesz u znajomych. Powoli przygotujesz ich na całą prawdę, ale bez kłótni! Studiów nie rzucać, zwłaszcza ty, Kamil. Marysia pójdzie na urlop, później nadrobi. My wam pomożemy, i finansowo, i przy dziecku, ale za was pracować nie będziemy. I jeszcze jedno ślub na szybko, raczej po cichu, żeby kasę oszczędzić. Później, jak będzie okazja, urządzicie wesele z prawdziwego zdarzenia. Zgoda?
Tak, Kamil bez wahania.
No ale ja chciałam wesele, z welonem, bryczką, z gośćmi westchnęła Marysia.
Teraz nie czas! uciął Kamil. Potem zrobimy większą imprezę.
No dobrze, jak chcesz

No, dzieciaki, plan jasny, wiadomo co robić. Szykujcie się do spania, jutro wszyscy wcześnie wstają.

Agnieszka złapała Bartka w kuchni, gdy nalewał sobie wody.
Słuchaj, chciałam cię zapytać jak to się stało, iż tak nagle zmieniłeś zdanie?
Wiesz, po rozmowie z tą jego matką aż mnie trzęsło. Przyszedł tu ten, myślałem, maminsynek a to chłopak z jajami, nie przeraził się, nie uciekł, tylko przyjechał po Marysię. Za takiego faceta to i córkę można oddać za mąż!
Masz rację, jak zwykle! uśmiechnęła się Agnieszka i ruszyła rozkładać wszystkich na spanie.

Idź do oryginalnego materiału