Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć. Przeżyłam z Markiem ponad piętnaście lat, zaczynaliśmy wspólną drogę od zera. Po ślubie zamieszkaliśmy z jego mamą w Katowicach i razem chodziliśmy do pracy do fabryki. Dostaliśmy pokój w akademiku pracowniczym i wtedy przenieśliśmy się od teściowej. Wyglądało na to, iż życie się układa. W pewnym momencie zauważyłam, iż Marek musi zrobić studia, żeby mieć szansę na awans. Zapisałam go na politechnikę, ale to ja odwaliłam całą robotę pisałam mu referaty, prace semestralne, wszystko. Jak skończył studia i przyniósł do pracy dyplom, od razu dostał awans. Cieszyłam się z jego sukcesu. Ja niestety nie miałam takiego szczęścia w karierze, bo choć skończyłam uniwersytet, to ciągle tkwiłam na urlopie macierzyńskim.
Najpierw syn, potem wpadłam w kolejną ciążę i urodziła się córka typowo polskie imię, Zosia. Jak dzieci podrosły, wróciłam do pracy, ale często musiałam brać zwolnienia, bo dzieciaki non stop chorowały.
Nie przejmowałam się tym wszystkim. Może nie zrobiłam kariery, ale miałam fajną rodzinę. Marek ciężko pracował, często zostawał dłużej w pracy. Po paru miesiącach kupiliśmy duże mieszkanie w Gliwicach. Dzieci były szczęśliwe, bo każdy miał swój własny pokój. Stopniowo zaczęłam widywać Marka coraz rzadziej, bo ciągle znikał w pracy. Wtedy spotkałam się z moją dawną koleżanką z fabryki, Elżbietą. Opowiedziała mi, iż jej mąż romansuje ze swoją podwładną. Mówiła: W ogóle się nie kryją, czasem zamykają się w gabinecie choćby za dnia. Podarunki, objęcia przy wszystkich… Porzuć go, nie ma wstydu. Wtedy postanowiłam, iż pójdę do firmy Marka, pogadam z tą dziewczyną. Popsuło mi to humor, ale uznałam, iż muszę chronić swoją rodzinę.
Poszłam tam i powiedziałam jej, żeby się odczepiła od mojego męża. Marek ma rodzinę, dzieci. Ona oczywiście mnie wyśmiała, na oczach innych, poniżyła mnie. Opowiadała, iż jej mąż zdradza ją z jakąś pięknością, a ona szlocha i radzi mi się ogarnąć, schudnąć.
Wtedy Marek wyszedł z gabinetu, zobaczył mnie i wkurzył się: Co Ty tu robisz? Wszystko już wiesz, to choćby lepiej, bo mam dosyć podwójnego życia. Jutro składam papiery rozwodowe. Wynajął najlepszych prawników w Katowicach, zabrał nam wszystko mieszkanie, oszczędności, choćby meble. Wyrzucił mnie i dzieci na ulicę. Dla niego nie miało znaczenia, gdzie zamieszkamy, z czego będziemy żyć. On z nową dziewczyną, zachwycony, a my bez niczego. Rodzice mi pomogli, dzięki nim udało mi się kupić malutkie mieszkanie za resztkę oszczędności, raptem za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pracę znalazłam, powoli wszystko się stabilizowało. Cały rok nie było go w naszym życiu.
I nagle, po roku, telefon od Marka. Nie miał zamiaru przeprosić za zdradę, był taki sam jak zawsze. Żądał ode mnie pomocy, bo stracił pracę, nowa żona go zostawiła, a potem miał wypadek i jest w szpitalu. Odmówiłam mu bez żalu. Powiedziałam wprost: zostawiłeś nas, zabrałeś wszystko, nie interesowałeś się dziećmi. Teraz musisz sobie radzić sam. Czas, żebyś poczuł to, co my przeżyliśmy.
