Słuchaj, kochana, opowiem Ci, co się u mnie ostatnio wydarzyło. Byłam w pracy, a mój mąż, Marek, miał odebrać dzieci z przedszkola. Kiedy podeszłam do drzwi, on po prostu nie otworzył.
Mieszkam teraz z rodzicami w Warszawie, a moje dzieci Kacper i mała Łucja są z Markiem. Nie dlatego, iż go bardzo kocha, ale dlatego, iż postanowił mnie tak ukarać.
Poznaliśmy się świetnie przez wspólnego znajomego. Od razu nam się podobało, więc nie zwlekaliśmy z weselem. Rok później wzięliśmy ślub i już spodziewałam się pierwszego dziecka. Rodzice pomogli nam szukać mieszkania kupiliśmy skromną kawalerkę w kamienicy. Była mała, ale nasza własna przystań.
Bezpośrednio po narodzinach Kacpra zaczęły się problemy. Marek nie był przygotowany na to, iż noworodek potrafi płakać całą noc, iż po domu leżą zabawki i wieszają się pieluchy. Nie podobało mu się, iż ciągle muszę zajmować się synkiem.
Rok później dostałam kolejną dobrą wiadomość znów spodziewałam się dziecka. Urodziła się Łucja. Wtedy nasz związek naprawdę się rozjechał. Życie w tej małej kawalerce stało się nie do zniesienia, on ciągle się irytował, jaśniej niż woda w kociołku, ciągle się sprzeczamy.
Marek obarczał mnie winą za wszystko: iż rodzice nie zapewnili nam lepszego mieszkania, iż po dwóch ciążach przybrałam na wadze, iż jestem złą mamą i iż nasze dzieci są hałaśliwe. Widziałam, jak rodzina powoli się rozpada.
Postanowiłam posłać dzieci do przedszkola i szukać pracy. Do tej pory byłam w domu. Marek coraz częściej wracał pijany, a jego żądania wobec mnie i dzieci rosły. Wzięłam decyzję odejdę i znajdę własne mieszkanie, jeżeli sama zacznę zarabiać.
Znalazłam pracę i poznałam miłego faceta. Zaczęliśmy się spotykać, to było takie odciążenie. W domu czekało mnie tylko sprzątanie, pranie, gotowanie, prasowanie i pijany mąż. Pewnego dnia nie wytrzymałam i podjęłam decyzję.
Zabrałam Kacpra i Łucję i wyjechałam. Na kilka dni zamieszkałam u rodziców, a potem wynajęłam małe mieszkanie w Krakowie. Pewnego dnia, kiedy byłam w pracy, Marek przyszedł do przedszkola po dzieci i zabrał je do domu. Poszłam do drzwi, a on po prostu ich nie otworzył, choć był w domu.
Teraz wymaga ode mnie wyboru: albo wrócę, albo złoży pozew o rozwód, a dzieci zostaną u niego i będę płacić alimenty. Boję się, iż tak się stanie ma znajomości, a sąd może go poprzeć. Najgorsze jest to, iż nie przejmuje się dziećmi, używa ich tylko, by manipulować mną. W głębi serca wiem, iż jeżeli nie spełnię jego warunków, dzieci w końcu go znudzą i wrócą do mnie. Ale jak mam czekać, nie wiem





