Kiedyś, dawno temu, w sercu Krakowa, mój świat rozpadł się na milion kawałków moja mama zmarła, miałam wtedy zaledwie osiem lat. Ojciec, zrozpaczony, z dnia na dzień coraz częściej zaglądał do kieliszka. W naszym mieszkaniu przy ulicy Starowiślnej bywało pusto nie było ciepła, nie było jedzenia. Chodziłam głodna do szkoły, wstydziłam się swoich znoszonych ubrań, coraz bardziej się zamykałam. Brakowało mi sił choćby na naukę, a koledzy patrzyli na mnie z litością lub niechęcią.
Niedługo potem, do drzwi naszego mieszkania zaczęli pukać pracownicy opieki społecznej. Z każdą wizytą sytuacja stawała się groźniejsza. Jeszcze jedna interwencja i ojciec mógłby stracić do mnie prawa rodzicielskie. To wstrząsnęło nim tak mocno, iż któregoś dnia wyrzucił wszystkie butelki do śmieci i przysiągł, iż już nigdy nie tknie wódki. Przestał pić, a w domu znów pojawił się porządek.
Któregoś ciepłego, jesiennego popołudnia ojciec usiadł obok mnie i cicho powiedział: Zosiu, chciałbym, żebyś poznała kogoś ważnego. Zaprowadził mnie do mieszkania pani Marii, swojej dawnej koleżanki z pracy. Byłam nieufna, zraniona, bo pamięć o mamie ciągle mnie bolała. Patrzyłam na Marię z dystansem i skrywanym żalem.
Ale już po chwili utonęłam w ciepłej aurze jej głosu. Pachniała ciastem drożdżowym i miętową herbatą. Jej syn, Tomek, starszy ode mnie o rok, nie krył euforii z nowej znajomości. Od następnego tygodnia zaczęliśmy razem chodzić na stadion, trenować biegi. Ojciec patrzył na nas i pierwszy raz od dawna widziałam, jak się uśmiecha.
Kilka miesięcy później zamieszkaliśmy razem u pani Marii na Bronowicach, a nasze stare mieszkanie ojciec postanowił wynająć parę dodatkowych złotych zawsze się przyda.
Szczęście okazało się kruche jak cienka porcelana. Pewnej zimowej nocy, kiedy śnieg jeszcze nie zdążył rozpuścić się na ulicach Krakowa, ojciec wracał z pracy. Pijany kierowca nie zauważył go na przejściu dla pieszych. Zginął na miejscu.
Prawnie dla pani Marii byłam tylko znajomą dziewczynką. Sąd rodzinny zabrał mnie do Domu Dziecka na Prądniku. W pośpiechu pakowałam stare rzeczy, a Maria trzymała mnie za rękę i szeptała: Zosiu, obiecuję zabiorę cię do siebie, postaraj się wytrzymać.
Przysięgi dotrzymała. Dwa miesiące walk z urzędami, podpisywanie niezliczonych papierów aż któregoś dnia, wśród zimowego światła, Maria przyszła po mnie. Tych kilkanaście tygodni wystarczyło, bym poczuła smak chłodu i obojętności Domu Dziecka. Powrót do domu Marii był jak przebudzenie z długiego koszmaru. Spojrzałam jej w oczy, a ona objęła mnie bez słowa.
Dziś jestem dorosła. Mam męża, dzieci, swoją rodzinę. Ale Maria Maria jest dla mnie prawdziwą Mamą. Tomek zawsze powtarza, iż nie ma lepszej siostry niż ja, a nasze dzieci mówią do niej Babciu Marysiu. Czułość, jaka się między nami narodziła, przetrwała lata. Dwukrotna teściowa, nigdy nie usłyszała słowa teściowa mój mąż i żona Tomka zwracają się do niej Matko Mario, bo wszyscy bez wyjątku widzą w niej człowieka o złotym sercu. Za każdym razem, gdy ktoś tak się do niej odezwie, w oczach Marii zalśni łza cichej wdzięczności.
W cieniach i blaskach życia, Maria pozostała dla mnie najbliższym człowiekiem. Wiem, iż drugi raz dostałam matkę i na zawsze jestem jej dzieckiem.





![Aneta Zając pierwszy raz tak szczerze o macierzyństwie: Nie wciągam synów w sprawy dorosłych [PODCAST "BLIŻEJ"]](https://m.mamadu.pl/5740752912354bdc3aba5d1deb3fd381,1920,1080,0,0.webp)


![Orszak przeszedł przez Gowarczów! Nie zabrakło konnych! [wideo, zdjęcia]](https://tkn24.pl/wp-content/uploads/2026/01/IV-Orszak-Trzech-Kroli-w-Gowarczowie-11.jpg)


