Kiedy naprawdę kochasz, tracisz rozum szepnęła Jadwiga, a w jej oczach błysnęło niepokojące światło.
Jadź, może wrócimy na wieś? Nie mogę się przyzwyczaić do miejskiego zgiełku, już trzy lata tu żyjemy, a ja czuję się obcym. Na świeżym powietrzu jest lepiej, a co jeżeli urodzisz tu dziecko? zapytał Marek, patrząc na żonę.
Wiesz, wczoraj też o tym myślałam. Znowu podjąłabym pracę w szkole, a może zmiana miejsca naprawdę nam pomoże? odpowiedziała Jadwiga, trzymając dłonie w kieszeniach.
Aniu, kochanie, decyzja podjęta! odparł Marek, po czym ich uśmiech rozświetlił się nadzieją.
Marek i Jadwiga pobrali się cztery lata temu. Po ukończeniu studiów Jadwiga przyjechała do domu wierszowego w Wólce Kłosowej, gdzie uczyła w miejscowej szkole. Między nimi zapłonęła wielka miłość, po czym wzięli się pod dźwięk dzwonów kościelnych.
Rok po ślubie musieli opuścić wieś, gdy ciężko zachorowała matka Jadwigi w Warszawie. Przeprowadzili się do stolicy, a rok później matka zmarła. Mieszkali razem szczęśliwie, kochając się, ale cień braku potomstwa ciążył nad ich domem. Badania lekarskie nie wykazywały przyczyny, więc para trzymała się nadziei.
Zebrali rzeczy w pośpiechu, wynajęli samochód i wyruszyli do domu matki Marka, samotnie mieszkającej w Wólce Kłosowej.
Dzięki Bogu! wykrzyknęła Helena, teściowa, chwytając walizki. Mówiłam Bogu, żeby nas tu przywrócił. Pokój jest wolny, weźcie go, miejsc będzie pod dostatkiem. Nasz ojciec, Kacper, odszedł rok temu Tęsknię, więc błagałam, byście wrócili. I proszę
Marek odnowił pracę w lokalnym warsztacie samochodowym, przyjęto go z radością, a Jadwiga znowu stała się nauczycielką.
Dzień dobry, Pani Anno Stefanowna przywitał się dyrektor szkoły, Paweł Piotrowicz, z uśmiechem. Cieszę się, iż wróciliście; mamy wolne miejsce, bo nie każdy chce przyjechać na wieś.
W piątkowy wieczór Helena przygotowała ucztę w domu, zapraszając sąsiadów, przyjaciół Marka i uczniów Jadwigi. Wszyscy cieszyli się z powrotu ukochanej Anki. Najbardziej ucieszył się Szymon, który kiedyś był w bagno czyli w kłopotach ale dzięki Jadwi pomógł wyjść na prostą.
Nikt w wiosce nie wierzył, iż Szymon przestanie pić, ale Jadwiga postawiła na to rękę. Gdy Szymon wpadł na podwórko Heleny, zobaczył Marka i jego brata, objął ich mocno, zapominając przywitać się.
Kacper, naprawdę? Wieś rozeszła się wieścią, iż wróciliście z Anką. Rozumiem, iż jesteś miejscowcem, a ona nauczycielka z miasta!
Wracamy na stałe odparł Marek, klepiąc Szymona po ramieniu.
Gdzie ona, nasza Anka, w domu?
Marek skinął głową, a Szymon rzutem wpadł do domu, zobaczył Jadwigę, podniósł ją, potrząsnął kilka razy i położył na podłodze.
Anka, Anka Stefanowna, jak się cieszę!
W drzwiach stał Marek, uśmiechnięty, i dodał:
W końcu wszystko jasne, czekam na was w naszym domu. Verusia będzie szczęśliwa. Muszę już iść, obiecałem żonie i córce pomóc, Verusia ma sprawy. Spotkamy się jutro machnął ręką i wybiegł.
Nie pije? zapytała Anka Helenę.
Nie, od tamtego dnia ani jednego kieliszka. Kocham swoją córkę, ma już prawie dwa lata.
Jak się nazywa?
Ania, nie tak łatwo zgadniesz zaśmiała się Helena. Pytasz jeszcze?
Ania? Tak jak ja?
Nie tak jak ty, ale na cześć ciebie odpowiedział Szymon. Zapomniałeś, jak się nią opiekowałeś… Nikt nie wierzył, iż z niego zrobisz człowieka.
Następnego dnia Anka i Marek pojechali w gości do Szymona. Jego żona Weronika już przyklejała naczynia na stole, a z małego pokoju wyszła maleńka lalka z kręconymi włosami, niebieskimi oczkami i pulchnymi policzkami, nieśmiało podchodząc.
Patrz, córeczko, kto przyszedł rzekł Szymon. Wujek to Marek, a ciocia jak ty, Ania.
Witaj, Aniu usiadła przed nią Anka i podała lalkę.
Dziewczynka przytuliła lalkę, wzięła Ankę za rękę i poprowadziła ją do swojego pokoju.
No więc, Marek, zgubiłeś żonę zaśmiał się Szymon. Naszej córeczce się spodobała. Ukrywasz się przed wszystkimi, a tu czujesz dobrą duszę.
Do domu weszło jeszcze rodzeństwo Szymona i Weroniki, przy stole zebrali się osiem osób, później dołączyli przypadkowi sąsiedzi w wiosce przy ognisku przybywa każdy. Przynosili ciasta, domowe konfitury, kiszonki, kieliszki wódki i rozkładali harmonijki. W domu Szymona panowała wesoła atmosfera.
Szymon wstał, uniósł kieliszek, choć nie wypił wszyscy wiedzieli, iż nie pije.
Ja, jako jedyny świadek tego, co tu się dzieje wszystko, co mam, zawdzięczam Aninie Stefanownej, naszej Ance. Wszyscy znają jej rolę w moim bezwartościowym życiu. Kiedyś szepczano za moimi plecami, iż chodzę do domu nauczycielki w biały dzień. Znowu do nauczycielki, nie wstyd się, małe wykształcone dziecko, a z kim się związał? Czy to prawda? rozejrzał się po zgromadzonych i sam odpowiedział. Było Widzieliśmy to, ale nie wiedzieliśmy, iż między mężczyzną a kobietą może być nie tylko romans, ale i prawdziwa, czysta przyjaźń. A w sercu miałem jeszcze miłość do Weruni Nikt o tym nie wiedział.
Było, było odparli przy stole wieśniacy, słuchając Szymona. Wtedy wiele się rozmawiało
Nigdy nie zapomnę, jak po raz pierwszy podeszła do mnie Ania Stefanowna, spojrzała tak łagodnie, uśmiechnęła się i powiedziała: Szymonie, pomóż moim uczniom zrobić karmniki, a przy tym upomniała, żebym był trzeźwy. Chciałem wypić, ale obiecałem. Zrobiłem dwa karmniki i pomyślałem, iż to nie zaszkodzi. ale bałem się, iż jeżeli znowu mnie poprosi, nie spełnię jej oczekiwań Byłem zły, ale nie piłem odwrócił się, wciągając wszystkich w swoją opowieść.
Potem Ania znów podeszła i poprosiła o pomoc, a ja chętnie pomogłem. Poczucie użyteczności rosło, a ona namówiła mnie na kursy kierowcy, po których znalazłem pracę. Od tego dnia kręcę kierownicą i żyję trzeźwo mrugnął do towarzyszy przy stole.
Dopiero gdy Ania wyjechała do miasta, zdałem sobie sprawę, iż każdy mógłby zrobić te karmniki, ale ona zawsze przyciągała mnie do światła, krok po kroku wyciągając z tunelu. Wierzyłem, iż mam anioła stróża, a mój anioł to Ania. Przez kilka miesięcy przyglądała się mi, uwierzyła w mnie. Dziękuję jej z całego serca pochylił się i podziękował, a Ania się uśmiechnęła, a mieszkańcy przyklasnęli.
Gdy stałem na nogi, Bóg postanowił, iż muszę zrobić wszystko sam. Mogę iść na dwóch nogach, inaczej będę raczkować aż do końca… Nie mogłem się poddać. Ach, Aniu, brakowało mi Ciebie. Dzięki Veruni i naszej córeczce, wszystko się ułożyło. To wszystko jest zasługą Anny Stefanownej. Musimy ją kochać i chronić, bo ma serce pełne dobroci. A Ty, Marku, świetny człowieku, podziwiam Cię. Kochaj ją, a ona Cię odwzajemni. Wszystko będzie w porządku.
Czas mijał. Marek pracował w warsztacie, Anka zajmowała się dziećmi w szkole. Pewnego dnia wróciła z lekcji blada, nogi osłabione. Położyła się na kanapie.
Aniu, co się stało? zdziwiła się Helena. Nie widziałam, żebyś w dzień leżała. Czy coś cię trapi?
Nie wiem, czuję słabość, mdłości, coś nie tak.
Helena po chwili pomyślała i uśmiechnęła się.
To może dziecko? zapytała. Nie trać nadziei, jutro rano idziemy do lekarza w okręgu.
Kilka dni później lekarz potwierdził:
Gratulacje, będziecie mieć dziecko.
Marek, leżąc w drogim pociągu, przyspieszył do domu, wiedząc, iż żona już w drodze.
Kochanie, już widać euforia na twojej twarzy rzucił, przytulając ją mocno. Nie musisz nic mówić, wszystko rozumiem.
Później, nocą, przywieźli Ankę do szpitala okręgowego. Wydobyła na świat syna. Rankiem Helena podeszła do szpitalnej ławeczki, spojrzała na noworodka i usiadła.
Mamo, nie mogę uwierzyć, iż to się dzieje. Kocham Anę tak bardzo, iż czasem sam się boję. Czy to normalne?
Normalne, synku. Kiedy naprawdę kochasz, tracisz głowę odpowiedziała matka, uśmiechając się.
Zabraliśmy Annę i synka do domu, pomogę im, a matka patrząc na chłopca pomyślała: Zewnętrznie mężczyzna, a w środku wciąż dziecko.
Wszystko było w porządku, wszyscy szczęśliwi. Po pewnym czasie Anka urodziła jeszcze córkę, co przyniosło rodzinie nieopisane radości.
Marek ukończył studia zdalnie i został głównym agronomem. Jadwiga dostała propozycję dyrektora szkoły, ale nie chciała przyjąć tej roli.














