Ostatnie dwadzieścia lat spędziłam mieszkając razem z córką, jej mężem i ich gromadką dzieci, ale naprawdę nie wiem, ile jeszcze wytrzymam.
Mam już 65 lat, zostałam babcią aż siedmiu wnucząt. Wiele osób mogłoby mi zazdrościć i ja sama dawniej powiedziałabym, iż to ogromny dar od losu gdyby nie fakt, iż muszę stale ich pilnować, znosić nieustanny harmider i hałas. Moja córka Zdzisława chyba nie do końca zdaje sobie sprawę, ile tych dzieci adekwatnie ma
Gdy na świat przyszła szósta wnuczka, odbyłam z Zdzisławą poważną rozmowę. Nie sądziłam, iż będę musiała tłumaczyć mojej trzydziestopięcioletniej córce kwestie antykoncepcji, a kiedy zdecydowali się z Krzysztofem na kolejne, siódme dziecko, aż zakręciło mi się w głowie. Dom mamy spory, bo aż pięć pokoi, ale dziewięć osób pod jednym dachem to więcej, niż potrafię znieść.
Zdzisława ma sporo szczęścia razem z moim świętej pamięci mężem przez lata pracowaliśmy, by móc zbudować dom większy od tych typowych pod Poznaniem, kupić ziemię na wsi. Teraz zięć korzysta z tego i z dumą mówi o sobie rolnik. Na gospodarstwie pomaga mu Zdzisława, a ja całymi dniami stoję przy garach w kuchni, bo całą tę szkołę podstawową trzeba przecież nakarmić. Dzieci rosną, mają coraz większe apetyty, a starego jedzenia nikt nie chce ruszyć musi być codziennie świeżo.
Przy szóstej wnuczce miałam cichą nadzieję, iż córka zacznie mnie rozumieć, da mi odpocząć od wiecznego przewijania, krzyków i psot, ale niestety nic się nie zmieniło.
Całe szczęście utrzymuję stały kontakt z bratem, który mieszka samotnie w Kaliszu jego córka wyjechała do Niemiec i nie zamierza wracać. Brat poprosił mnie ostatnio, żebym przyjechała do niego na trochę, bo podupadł ze zdrowiem. Oczywiście zmartwiłam się, ale przyznam szczerze poczułam ulgę na myśl, iż wyrwę się z tej młynarki. Teraz brat ma się już lepiej, a ja nie wiem, czy będę w stanie wrócić do domu po tych wakacjach, gdzie znów czekają na mnie dziecięce wrzaski, pieluchy i codzienny kocioł.
Przez ostatnie tygodnie przypomniałam sobie, jak bardzo kocham czytać książki, słuchać muzyki z radia, oglądać filmy wieczorami. Po raz pierwszy od wielu lat naprawdę cieszę się swoim wiekiem, zamiast czekać, aż wnuki dorosną i da się chwilę odetchnąć. Tyle tylko, iż nie wiem, jak powiedzieć o tym mojej rodzinie
A teraz Zdzisława dzwoni zdecydowanym tonem i żąda, żebym wróciła, bo nie radzi sobie sama. Co mam zrobić? Nie potrafię jej odmówić, ale nie chcę już wracać do tego bez końca powtarzającego się dnia.












