Magdalena wychowała się w zamożnej rodzinie. Ojciec spełniał każde jej życzenie. Jednak spędzał z córką bardzo mało czasu. Prowadził własny interes i był nieustannie zajęty. Gdy wracał wieczorami do domu, robił to głównie po to, by odwiedzić swoje kochanki. Szeptano, iż miał kobietę starszą od Magdaleny zaledwie o kilka lat. Magdalena rozpoczęła studia pedagogiczne, chociaż ojciec namawiał ją, żeby została dentystką. Ona jednak stanowczo postawiła na swoim.
Dorastając, nie chciała przyjmować pieniędzy od ojca i utrzymywała się z własnego stypendium. Latem podjęła staż jako opiekunka w kolonii dla dzieci, mimo iż ojciec proponował jej zagraniczne wakacje. Magdalena odmówiła, bo kochała dzieci i chciała im pomagać. Pewnego wieczoru przyjechał na kolonie autobus z grupą dzieci z domu dziecka w Łodzi. Maluchy gwałtownie zajęły wyznaczone pokoje, jednak na końcu została jedna dziewczynka. Była chudziutka, jakaś cicha, a w jej oczach brakowało dziecięcego blasku.
Wkrótce potem dzieci zaczęły się skarżyć, iż w pokoju śmierdzi. To przez tę dziewczynkę. Magdalena weszła do środka, by sprawdzić, co się dzieje. Okazało się, iż dziewczynka chowała pod poduszką schabowe z obiadu. Leżały tam od kilku dni.
Dziecko spuściło wzrok, a potem powiedziało cichutko:
Te kotlety są dla mojego brata.
A gdzie jest twój brat? spytała Magdalena.
On został w innym domu dziecka.
Słysząc to, Magdalena od razu zadzwoniła do swojego ojca i poprosiła o pieniądze.
W końcu moja córka prosi mnie o pomoc, może się pogodziła! pomyślał ojciec.
Córko, po co ci tyle pieniędzy? Chcesz sobie kupić samochód?
Nie, tato. Chcę kupić jak najwięcej jedzenia dla dzieci z domu dziecka.
Jesteś taka dobra, Magdaleno powiedział wzruszony ojciec, uśmiechając się szeroko.











