Kiedy Wiara przyszła odebrać syna z przedszkola, ten rzucił się jej na szyję i namiętnie wyszeptał do ucha:

polregion.pl 10 godzin temu

Gdy Aniela przyszła odebrać synka z przedszkola, ten rzucił się jej na szyję i rozemocjonowany wyszeptał do ucha:
Mamusiu, mamusiu, a może weźmiemy do siebie babcię Franka?
Kogo? Jaką babcię? Co ty opowiadasz? nie zrozumiała syna Aniela. Ubieraj się szybko, tata już czeka na nas w samochodzie.
Tamtą babcię! Staś wskazał palcem starszą panią, która powoli wyprowadzała jakieś dziecko z przedszkola. Babcię Franka! Przecież mówię!
Nie opowiadaj głupot. To nie jest nasza babcia.
I co z tego? jęknął syn. Poproś ją, może będzie też moją babcią. Proszę.
Przecież masz swoje babcie. I to dwie! Po co ci jeszcze jedna? Przestań marzyć i wkładaj spodnie.
Ech, mamusiu Staś zrobił minę bardzo nieszczęśliwą i zaczął naciągać na siebie ciepłe spodnie. Moje babcie to takie nieprawdziwe babcie. A Franka babcia jest prawdziwa. Taką na serio.
Dlaczego myślisz, iż twoje babcie nie są prawdziwe? Aniela uśmiechnęła się trochę niepewnie. Są jak najbardziej prawdziwe! W końcu to one nas z tatą urodziły, a nie ta pani. Nie babcia Franka.
No i co z tego? chłopiec ze smutkiem spojrzał na mamę. Urodziły, ale babciami nigdy nie zostały.
Jak to nie zostały? Co ty opowiadasz?! Ty jesteś naszym synem, więc nasze mamy są automatycznie twoimi babciami!
A ja nie chcę mieć babć automatycznych! Chcę, żeby były prawdziwe uparcie powtarzał Staś.
No a jak mają być te babcie prawdziwe?
Takie właśnie jak babcia Franka.
A co takiego ona robi, czego twoje babcie nie robią? Nie rozumiem cię, Stasiu.
Babcia Franka pozwala, żeby ją głośno nazywać babcią zaczął wyjaśniać Staś. Jedna moja babcia każe mi mówić do siebie Janeczka, a druga się złości, jak wołam przed blokiem: babciu!.
Jak się złości?
No mówi: Jaka ja tam babcia? Jeszcze jestem młoda, nie rób mi siary przed sąsiadami!.
To moja mama ci tak mówi?
Tak. I powiedziała jeszcze, iż zrzucasz mnie na nią, a babcia Franka mówi, iż Franek to jej największy skarb. Też bym chciał być czyimś największym skarbem.
Niemożliwe, żeby moja mama coś takiego mówiła Aniela spojrzała zmartwiona na synka, a jej głos złagodniał. No już, szybciutko się ubieraj, bo tata się zdenerwuje. A Janeczka, ona też nie chce, byś ją babcią nazywał?
Nie krzyczy, pokręcił głową Staś ale się nie odzywa. A jak powiem Janeczka, to się cieszy. Mamo, a powiedz mi czemu moje babcie nie umieją gotować prawdziwego jedzenia?
Co takiego? Aniela spojrzała na syna z niedowierzaniem. O czym ty mówisz? Przecież ci nie dają głodować, kiedy tam jesteś!
Dają, odpowiedział Staś krótko. Głoduję.
Jak to? Czemu tak mówisz? Przecież dostajesz tam same najlepsze rzeczy!
No skrzywił się Staś. Parówki, pierogi ze sklepu, sałatki Czy to jest najlepsze jedzenie?
A jakie byś chciał?
Racuszki.
Racuszki? powtórzyła mama.
No racuszki, albo naleśniki. Wiesz, dzisiaj babcia Franka powiedziała Frankowi, iż jak wrócą do domu, to zrobi mu cieplutkie racuszki. Ze śmietaną i konfiturą. I wspominała, jak razem latem robili dżem Franek się aż przytulił do niej z radości. A z moimi babciami nigdy nie robimy dżemu.
Ojej, Stasiu spojrzała na synka z czułością. A może dziś wieczorem wypijemy herbatę z konfiturą? Zatrzymamy się do sklepu i kupimy jakąś fajną.
E tam Ze sklepu jest niesmaczna
Skąd wiesz?
Bo już próbowałem. Prosiłem babcie, one taką już kupiły
A o racuszki prosiłeś, żeby ci zrobiły?
No Staś, smutny, wciągnął kurtkę. Powiedziały, iż dużo zachodu. Wolą zabrać mnie do kawiarni na naleśniki. Ale tam są zimne i dżem za słodki. A babcia Franka mówi, iż racuszki prosto z patelni to najlepsze na świecie.
To prawda rozmarzonym głosem powiedziała Aniela, wzięła syna za rękę i powoli wyszli z przedszkola. Najlepsze na świecie. Mnie też moja babcia racuszkami karmiła
W drodze na parking, gdzie w aucie czekał na nich tata Stasia, Aniela wyciągnęła telefon.
Święta? Jesteś w domu? spytała przepraszającym tonem.
Tak, odezwała się przyjaciółka.
Mogę o coś cię prosić? Tylko się nie śmiej
Co się stało?
Kiedyś chwaliłaś się, iż umiesz robić świetne racuszki. I mówiłaś, iż twój syn zjada tyle, ile zdążysz zrobić.
No i co?
Daj mi przepis na to ciasto Kiedy przyjaciółka zaczęła się śmiać, Aniela krzyknęła: Przecież prosiłam, żebyś się nie śmiała! Bardzo mi zależy.
Wiesz co, lepiej przyjedź do mnie, nauczę cię zrobić je od ręki.
Kiedy mam przyjechać?
Choćby właśnie teraz.
No nie mogę, zawahała się Aniela. Odbieram synka z przedszkola, mąż czeka w aucie.
To przyjedźcie wszyscy. Twój synek pozna się z moim. Czekam! i przyjaciółka się rozłączyła.
Następnego dnia Aniela specjalnie wzięła wolne w pracy. Pojechała do mamy i zaczęła ją uczyć piec racuszki. Mama próbowała się obruszyć i coś mówić o tym, jak to nowoczesne kobiety starszego pokolenia żyją intensywnie, ale Aniela stanowczo powiedziała:
Mamo, jeżeli ci przeszkadzamy, więcej nie przywiozę ci Stasia. Wiesz w ogóle, czym się różni prawdziwa babcia od tej nieprawdziwej? I czemu nigdy latem nie gotujesz żadnego dżemu? Przecież masz już wnuka!
Mama chciała odpowiedzieć jej coś złośliwego, ale widząc jej zdecydowaną minę, zamilkła na wszelki wypadek.

Idź do oryginalnego materiału