Kiedy wróciłam do domu, drzwi były otwarte. Pierwsza myśl – ktoś się włamał, pewnie liczył na pienią…

polregion.pl 4 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć! Wróciłam niedawno do mojego domku pod Warszawą i co się okazuje drzwi otwarte na oścież. Pierwsza myśl? Ktoś się pewnie włamał, może liczył, iż trzymam w domu jakieś oszczędności czy biżuterię. Jestem Halina Kowalska, mam już sześćdziesiąt dwa lata. Od pięciu lat jestem wdową. Dzieci dorosłe, rozjechały się po Polsce, każde ma swojej życie. Dopóki nie zrobi się zimno, mieszkam na działce za miastem, a na zimę wracam do mieszkania w bloku, w centrum. Ale jak tylko zrobi się cieplej, zaraz pakuję walizki i wracam do mojego ogrodu.

Uwielbiam to życie na wsi oddycham pełną piersią, dbam o jabłonie i maliny. Zaraz za płotem mam mały las, gdzie latem zbiera się kurki i borówki.

No i właśnie, musiałam wyjechać na tydzień w pilnych sprawach do Krakowa. Po powrocie widzę, iż drzwi zostawiłam ktoś otwarte. Myślę: No, pewnie liczyli na gotówkę albo drogie zegarki, ale w domu żadnych śladów włamania, wszystko na swoim miejscu. Tylko na stole stoi talerz, a zawsze zmywam przed wyjściem, tym bardziej jak wiem, iż długo mnie nie będzie.

Dopiero wtedy dotarło do mnie, iż ktoś tu spał i mieszkał pod moją nieobecność. Trochę się zagotowałam. Wchodzę do pokoju, a tam na kanapie śpi chłopiec. Od razu zrozumiałam, co się dzieje!

Obudził się, patrzy na mnie zaspanym wzrokiem i w ogóle nie ucieka, tylko siada i mówi:

Przepraszam, iż tak się włamałem.

Od razu widziałam, iż to dobrze wychowany i grzeczny dzieciak. Naprawdę zrobiło mi się go żal.

Jak długo tu siedzisz? pytam.

Dwa dni.

Nic nie jadłeś? Głodny jesteś?

Miałem bułki z serem, jeszcze mi trochę zostało. Może Pani chce?

Podaje mi woreczek z resztkami bułek stare, zwietrzałe już.

Jak masz na imię?

Stasio.

A ja jestem Halina Kowalska. A gdzie Twoi rodzice, Stasiu? Zgubiłeś się?

Mama często zostawiała mnie samego. Jak wracała, zawsze była zła i wyładowywała się na mnie. Ciągle powtarzała, iż jestem jej kłopotem, i iż bez mnie byłaby szczęśliwsza. Dwa dni temu znowu krzyczała i miałem tego dość uciekłem.

Może Cię już szuka?

Raczej nie. Czasem nie ma mnie tydzień, choćby tego nie zauważa. Bez ze mnie jej lżej. choćby nie wygląda na szczęśliwą, kiedy wracam.

Okazało się, iż chłopiec żyje z mamą, która zamiast się nim zająć, woli imprezy i towarzystwo różnych mężczyzn. Czasem mieszkała u znajomych, a Stasia zostawiała samemu sobie.

Żal mi się go zrobiło, ale co mogłam zrobić? Sama jestem już na emeryturze, żadne urzędy nie pozwolą mi być jego opiekunką, a do domu dziecka chłopak za nic iść nie chciał. Nakarmiłam go i pozwoliłam, żeby został jeszcze jedną noc. Przynajmniej tu miał ciepło i spokój.

Całą noc krążyłam po domu i myślałam, co robić. Przypomniałam sobie jednak, iż moja znajoma, Pani Grażyna Nowak, pracuje w opiece społecznej. Rano zadzwoniłam do niej i wszystko opowiedziałam, prosiłam o radę.

Grażyna obiecała pomóc, ale trzeba było trochę poczekać. Minęły trzy tygodnie i udało mi się zaadoptować Stasia. Chłopak był naprawdę szczęśliwy, a jego mama wręcz z ulgą podpisała zrzeczenie się praw jak tylko usłyszała, iż ktoś chce zaopiekować się jej synem.

Teraz żyjemy razem, tylko we dwoje. Stasio wszystkim w szkole opowiada, iż jestem jego babcią, a ja się cieszę, iż los zesłał mi takiego wnuka.

Jest bardzo sprytny, bystry, a w tym roku poszedł właśnie do pierwszej klasy. Miło mi, kiedy nauczycielka opowiada, jak gwałtownie łapie nową wiedzę. Stasio już świetnie czyta i lubi liczyć, daje sobie radę z każdym zadaniem.

A ja… jestem szczęśliwa, bo życie znowu nabrało sensu.

Idź do oryginalnego materiału