Kiedyś dawno temu, żyła sobie dziewczyna o imieniu Wioletta, pochodząca z zamożnej rodziny. Jej ojciec spełniał niemal każdą jej zachciankę, kupując jej najdroższe zabawki i ubrania. Jednak mimo tej hojności, nie znajdował zbyt wiele czasu dla córki. Prowadził własną firmę i cały dnie spędzał w pracy. choćby gdy wracał do domu, czynił to raczej po to, by spotkać się ze swoimi kochankami niż z rodziną. Mówiono o jednej z nich, kobiecie starszej o kilka lat od Wioletty.
Wioletta dostała się na uniwersytet pedagogiczny, choć ojciec pragnął, by została stomatologiem. Upierał się przy swoim, ale dziewczyna była stanowcza i konsekwentnie podążała własną drogą.
Dorastając, Wioletta nie chciała przyjmować pieniędzy od ojca. Żyła skromnie, utrzymując się z uczelnianego stypendium. Każde lato spędzała jako wychowawczyni na koloniach dla dzieci, choć ojciec proponował jej wyjazdy za granicę. Odmawiała, ponieważ największą euforia dawała jej opieka nad dziećmi.
Pewnego wieczoru przyjechał autobus z dziećmi z domu dziecka. Wszyscy gwałtownie zajęli swoje miejsca w pokojach, jedynie jedna dziewczynka schodziła powoli po schodkach. Była drobnej budowy i bardzo chudziutka, a spojrzenie jej oczu zupełnie nie przypominało spojrzenia dziecka. Po niedługim czasie wśród dzieci rozniosły się skargi, iż w domku coś brzydko pachnie.
Okazało się, iż przyczyną była właśnie ta dziewczynka. Wioletta postanowiła sprawdzić, co się stało. Ku swojemu zaskoczeniu odkryła, iż dziewczynka po kolacji chowała kotlety pod poduszkę. W międzyczasie zdążyły się już zepsuć.
Dziewczynka spojrzała na Wiolettę niepewnie i cicho powiedziała:
To dla mojego brata.
A gdzie jest twój brat? zapytała łagodnie Wioletta.
On jest w innym domu dziecka.
Poruszona tą historią, Wioletta natychmiast chwyciła za telefon i zadzwoniła do ojca prosząc go o pieniądze.
Ojciec, słysząc po raz pierwszy taką prośbę, pomyślał w duchu: Wreszcie córka potrzebuje mojej pomocy. Może w końcu się zmieniła?
Córciu, na co ci tyle pieniędzy? Chcesz sobie kupić samochód? zapytał, nie kryjąc zdziwienia.
Nie, tato. Chciałabym kupić jak najwięcej jedzenia dla dzieci z domu dziecka.
Ojciec zamilkł na chwilę, po czym z dumą i wzruszeniem powiedział:
Masz dobre serce, Wioletta.
I uśmiechnął się do siebie, być może po raz pierwszy w życiu naprawdę dumny ze swojej córki.





![Dorota Deląg: Bycie mamą, zwłaszcza samodzielną, to istna harówa [PODCAST "Bliżej"]](https://m.mamadu.pl/aaffc119db54f7efc2a0cc6ca7d81ecb,1920,1080,0,0.webp)





