Kilka dni temu mój mąż wrócił do domu i powiedział mi, iż mnie nie kocha i nie chce już ze mną żyć. Nie wiedziałam, jak zareagować na takie słowa. Ale dla dobra naszego syna przełknęłam to wszystko, choć nie potrafię opisać, co czuję w środku

przytulnosc.pl 1 tydzień temu

Kiedy spotykałam się z Pawłem, nie widziałam – a może po prostu nie chciałam widzieć – tych cech, które ujawniły się teraz, w życiu małżeńskim. Przeżyliśmy razem cztery lata, mamy syna, który ma dwa lata. Dopiero w małżeństwie zrozumiałam, iż mój mąż troszczy się tylko o siebie. Interesują go wyłącznie jego własne potrzeby i zachcianki, a odkąd urodził się nasz syn, przestał całkowicie zwracać na mnie uwagę.

Kiedy poszłam na urlop macierzyński, musiałam prosić męża o pieniądze choćby na najpotrzebniejsze rzeczy. Czułam się w tej roli, delikatnie mówiąc, bardzo niekomfortowo. Dlatego, kiedy dziecko miało zaledwie półtora roku, byłam zmuszona wrócić do pracy, a syna zapisać do przedszkola. Mężowi to było obojętne – nie przejmował się, iż nasz syn budzi się o 5:30, bo o 8:00 musiałam być już w pracy.

A potem zaczęły się dziwne rzeczy – Paweł przestał zwracać na mnie uwagę. A kilka dni temu przyszedł i powiedział, iż mnie nie kocha i nie chce ze mną żyć. Nie wiedziałam, jak zareagować. On niby odejść nie chce, ale żyć ze mną też nie. Ale dla dobra syna przełknęłam to wszystko, choć nie potrafię wyrazić, co dzieje się w mojej duszy.

– Jesteśmy z dwóch różnych planet, nigdy mnie nie zrozumiesz, a ja ciebie! Nie zamierzam się do ciebie dostosowywać, jeżeli chcesz – to ty się dostosuj! – powiedział mi Paweł. – Za dużo wymagasz, trzeba było za jakiegoś bogatego sponsora wyjść, a nie za mnie – wylewał żale podczas kolacji.

Coś we mnie pękło. Nie chciało mi się już płakać, rozpaczać, analizować siebie i zastanawiać się, co znowu zrobiłam źle. Nie wiem już, jak się zachowywać, co jeszcze zrobić. Jak wytrzymać, przetrwać, znaleźć kompromis?

Mamy dwuletnie dziecko, ja pracuję, a dziecko chodzi od półtora roku do prywatnego przedszkola niedaleko domu. Teraz dostaliśmy skierowanie do państwowego przedszkola, ale jest ono dość daleko i pojawiła się potrzeba kupna samochodu. Mam prawo jazdy, mąż nie – i nie zamierza go robić.

Jeśli chodzi o jedzenie i rzeczy – Paweł sobie niczego nie odmawia. Ubrania kupuje nie z potrzeby, tylko bo ma ochotę, z jedzeniem tak samo – kupuje to, na co ma ochotę, nigdy ze mną się nie konsultując. Wiedziałam, iż samochód możemy wziąć tylko na kredyt. Sama go nie udźwignę, a mąż swoje pieniądze wydaje lekkomyślnie.

Kiedy powiedziałam, iż przy takich wydatkach nie starczy nam pieniędzy, a ja jeszcze muszę iść do dentysty, kupić ubrania dla dziecka do przedszkola – bo gwałtownie rośnie i zużywa rzeczy – a choćby zwykłe minimum: fryzjer, brwi, paznokcie – mąż odpowiedział, iż to moje sprawy.

Paweł powiedział, iż za dużo chcę – iż jeszcze samochodu mi się zachciało. Choć jakoś trzeba dziecko do przedszkola wozić – rano jeszcze się da, ale wieczorem w godzinach szczytu nie da się wcisnąć do autobusu. A wychodzić z dzieckiem o 6:30 rano, żeby zdążyć do pracy – to też absurd.

O siebie też muszę dbać – mąż mówi, iż tylko marnuję pieniądze, chociaż sam kiedyś powiedział, iż powinnam pofarbować włosy. Do domu zasłony? Po co nam, przecież i bez nich żyliśmy. Za dużo wydajemy na jedzenie? Gotuj mniej, oszczędzaj budżet.

Ale sam nie zamierza gospodarować pieniędzmi rozsądnie! Zarabiamy prawie tyle samo, czasem choćby mam większą pensję niż on. Mieszkanie, w którym mieszkamy, kupili moi rodzice. Nie wiem, co dalej robić. Jak żyć z tą świadomością, iż mąż mnie nie kocha? Czy taki związek ma jeszcze przyszłość? Może wszystko jeszcze się ułoży…

Idź do oryginalnego materiału