Kobieta usiadła na tylnym siedzeniu i zauważyła, iż jej syn już się tam nie zmieści.

polregion.pl 9 godzin temu

Bogna usiadła na tylnym siedzeniu i z przerażeniem zauważyła, iż jej syn nie zmieści się w tym miejscu.

Mój mąż Marek, nasze dwa chłopczyki Rafał i Kacper oraz ja wybraliśmy się na wakacje za granicę. Pewnego dnia przydarzyła nam się nieco nieprzyjemna przygoda.

Zarezerwowaliśmy wycieczkę, której program obejmował zwiedzanie kilku wyjątkowych zakątków, do których nie da się dojść pieszo. Postanowiliśmy poświęcić jej cały dzień.

Kupiliśmy cztery bilety, po jednym na każde miejsce siedzące. Tuż po nas do autobusu wsiadła dość zaokrąglona pani z małym chłopczykiem, który miał podobną posturę. Z trudem wciśnęli się między rzędy. Bogna usiadła na tylnym siedzeniu i od razu stwierdziła, iż jej synek nie mieści się w tej przestrzeni. Wstała i zaczęła szukać innego wolnego miejsca dla dziecka.

Spojrzała na naszych szczupłych chłopców i postanowiła posadzić swojego syna obok nich.

Marek wtrącił się, mówiąc, iż zapłaciliśmy za te siedzenia i nie ma powodu, by zmuszać dzieci do przestawiania się. Bogna nie dała za wygraną, zaczęła choćby kłócić się z przewodnikiem Tomaszem.

Twierdziła, iż mamy obowiązek współżycia z innymi turystami. Dlaczego mielibyśmy tak robić? Zaproponowała nawet, żebyśmy odwołali wycieczkę i zwrócili bilety. I co dziwne, reszta grupy włączyła się w dyskusję, zaczynając nam robić selfie i komentować.

Dzieci w końcu wstały, żeby w końcu ruszyć dalej, a kierowca czekał, aż ten mały konflikt zostanie rozwiązany. Nastrój oczywiście się popsuł.

Zastanawiam się: czy mamy rację? Po co zmuszać moje dzieci do jazdy w tak ciasnym miejscu, skoro już zapłaciłem za bilety? Co o tym myślicie?

Idź do oryginalnego materiału