Kochamy nasze wnuki, ale nie mamy już siły być pełnoetatowymi dziadkami: Historia rodziców, którzy poświęcili wszystko dla córki, a los wystawił ich na kolejną próbę

newsempire24.com 8 godzin temu

Mówi się, iż dzieci to największa euforia w życiu podobnie jest z wnukami. Zgadzam się z tym, ale pod warunkiem, iż człowiek ma dość sił i środków, by im poświęcić należytą uwagę. Razem z mężem, Stanisławem, mamy jedyną córkę Grażynę. Wszystko zaczęło się, kiedy Grażyna w wieku dziewiętnastu lat oświadczyła nam, iż spodziewa się dziecka. Urodziła bliźnięta, a niedługo potem wyszła za mąż za Pawła. Myślałam wtedy, iż chociaż nie było łatwo, to poukładają sobie życie.

Nie da się ukryć, iż wszystko z dnia na dzień spadło na nasze barki. Młoda matka z dwójką dzieci, zięć ledwo wiązał koniec z końcem na niskiej pensji. Zdecydowana większość obowiązków i wydatków spadła na nas. Musieliśmy ze Staszkiem podjąć dodatkowe prace, żeby móc opłacić rachunki i wesprzeć naszą rodzinę. Pracowaliśmy od świtu do nocy.

Przez pewien okres Grażyna z Pawłem i dziećmi mieszkali razem z nami, w naszym krakowskim mieszkaniu. Budzik dzwonił bladym świtem, a ja czasami byłam nieprzytomna po nieprzespanej nocy, bo to przecież ja doglądałam wnuków, żeby córka choć trochę odpoczęła. W końcu zaczęłam czuć, iż zdrowie odmawia mi posłuszeństwa.

Tak minęły trzy długie lata. Z czasem młodzi stanęli na nogi, dzieci podrosły, życie stawało się prostsze. I wtedy Grażyna oświadczyła, iż spodziewa się kolejnego dziecka. Otworzyłam szeroko oczy, bo wiedziałam, ile nas wszystkich to kosztowało. Sugerowałam jej nawet, iż może lepiej byłoby powstrzymać się od kolejnego dziecka, bo przecież wychowanie dwójki już nie jest proste. Ale ona była nieugięta urodziła drugiego synka. Znowu wszystko się powtórzyło potrzebne były kolejne pieniądze, kolejna mała buzia do wykarmienia. Zapracowani z mężem, choć zięć zaczął coraz lepiej zarabiać, trudno było wyżywić pięć osób przy tych cenach w sklepach.

Staszek przeszedł udar, ja zaczęłam mieć poważne kłopoty z sercem. Dotarło do mnie, iż nasze organizmy już nie wytrzymują tego ciągłego stresu i zmęczenia. W końcu zebrałam się na odwagę i powiedziałam córce, iż teraz muszą sami znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Wtedy Grażyna oświadczyła mi niespodziewanie, iż spodziewa się czwartego dziecka.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Czy oni naprawdę liczyli, iż będziemy ich wspierać bez końca? Przecież zrobiliśmy dla nich naprawdę wiele. Nasza pomoc miała granice, choć serce do dziś boli, gdy widzę, jak się zmagają. Wiem jednak, iż nie możemy poświęcać własnego zdrowia, bo pewnego dnia zabrakłoby nas dla nich na zawsze.

Życie nauczyło mnie jednego: pomaganie rodzinie to rzecz piękna, ale trzeba pamiętać, iż każdy powinien być odpowiedzialny za swoje wybory. Miłość do dzieci i wnucząt nie może prowadzić do poświęcenia siebie bez reszty. W końcu szczęście i zdrowie nas wszystkich zależą od tego, czy nauczymy się rozpoznawać własne granice.

Idź do oryginalnego materiału