Kochamy nasze wnuki całym sercem, ale nie mamy już siły ich utrzymywać – historia babci, która z mężem poświęciła wszystko dla córki i jej dzieci, aż zabrakło jej zdrowia i cierpliwości

polregion.pl 5 godzin temu

Nasze wnuki są dla nas skarbem, ale nie mamy już sił, by nimi się zajmować.

Śniło mi się, iż dzieci są szczęściem tak samo, jak wnuki. W tym śnie wszystko było zamglone, jakby świat przykryty był grubą warstwą gęstej krakowskiej mgły. Tak, zgadzałam się z tym szczęściem… ale tylko, gdy dzieci i wnuków nie jest zbyt wiele, a ręce nie słabną od dźwigania codzienności.

Mam z mężem córkę, która nazywa się Małgorzata. Gdy Małgosia skończyła dziewiętnaście lat, pewnego zimowego dnia, gdy śnieg osiadał na dachach wrocławskich kamienic, powiedziała, iż spodziewa się dziecka. Tamtej nocy wszystko wiruje rodzą się bliźnięta, chłopiec i dziewczynka, choć w śnie ich twarze ciągle się zmieniają. Potem nagle wychodzi za mąż, jej wybranek, Paweł, też młody, z wąsikiem i czapką z daszkiem, zarabiał tyle, co wdowi grosz.

Musieliśmy znaleźć dodatkowe zajęcia. Mój mąż, Stanisław, pracował we śnie w piekarni, choć rano pachniał mu tylko stary chleb, a ja sprzątałam mieszkania obcych ludzi na przedmieściach Warszawy. Wszystko po to, by utrzymać Małgosię, Pawła i te dzieci, które ciągle się dwoiły i mnożyły w ciemnych snach.

Młodzi mieszkali z nami w ciasnym, trzypokojowym mieszkaniu. Poranki zaczynały się wcześnie dzwonił budzik, a ja snułam się niczym duch, bo całą noc biegałam wkoło łóżeczka bliźniąt, żeby moja córka mogła się przespać choć chwilę. W krzywych lustrach snu odbijała się moja zmęczona twarz, a serce ćmiło coraz mocniej.

Tak minęły trzy lata, przesuwające się w śnie jak zaspy śniegu na ulicach Lublina. Dzieci podrosły, a Małgosia wreszcie zdołała stanąć na nogi. I wtedy, nagle, znów: mówi, iż jest w ciąży. Powiedziałam jej w moim śnie, żeby może zrezygnowała przecież choćby dwoje trudno wychować. Ale ona patrzyła na mnie oczami szerokimi jak jezioro Wigry i mówiła, iż chce urodzić.

Znów się zaczęło kolejne dziecko, kolejna porcja kaszy, jeszcze jedna para bucików, jeszcze jeden świst pieniędzy wypływających z portfela. My z mężem znowu szukaliśmy dodatkowych prac, a jego ręce coraz słabsze, aż pewnej nocy w śnie wszystko zatrzymało się na chwilę Stanisław miał wylew. Ja sama poczułam, jak ściska mnie w mostku, serce tłukło się jak ptak zamknięty w puszce po śledziach.

Powiedziałam Małgosi: teraz sami musicie sobie radzić. Wasz dom to już nie nasze królestwo. A ona, w tym dziwnym śnie, powiedziała kolejne słowa, które zamieniły noc w czerń iż znów jest w ciąży, po raz czwarty.

Stałam w tym śnie pod pomnikiem Adama Mickiewicza na rynku w Krakowie i nie wiedziałam, co powiedzieć. Wszystko wirowało, a wokół odgłosy hejnału z wieży mariackiej zdawały się tłumić moje myśli. Czy naprawdę myśleli, iż będziemy z ojcem zawsze ich trzymać za rękę, zawsze wyciągać złotówki spod poduszki?

Czuję, iż już nie potrafię. Nie chcę, by ktoś nas potępiał za to, iż nie pomagamy naszej jedynej córce. Ale daliśmy już wszystko. I we śnie nie mam więcej do oddania.

Idź do oryginalnego materiału