Kochanka mojego męża
Milena siedziała w samochodzie, wpatrując się w ekran nawigacji. Adres się zgadzał, więc nie miałem już wątpliwości, iż jestem na miejscu. Pozostało tylko zebrać się w sobie i zrobić to, co sobie postanowiłem. Wziąłem głęboki oddech i zdecydowanym ruchem opuściłem samochód. Przeszedłem około pięćdziesięciu metrów i stanąłem przed wejściem do niewielkiej kawiarni. Na szyldzie widniał napis Raj Kawosza. No pięknie, jaki raj… przeszło mi przez myśl. Wiedziałem, iż zaraz muszę wejść do środka, choć w tym momencie cała wola walki nagle mnie opuściła. Wahałem się chwilę może po prostu odpuścić, wsiąść do auta i odjechać jak najdalej stąd? Nie, nie po to tu przyjechałem.
Szarpnąłem za klamkę i wszedłem do środka. Już za moment miałem zobaczyć JĄ kochankę własnego męża, kobietę, która zburzyła mój dom. Co wiem o tej dziewczynie? W zasadzie niewiele. Mój mąż mówi na nią Koteczka, przynajmniej tak widziałem zapisane w jego telefonie, a ona pracuje tu jako kelnerka. Usiadłem przy stoliku przy oknie i czekałem, aż ktoś podejdzie po zamówienie. Wtem jest, to ona! Od razu ją poznałem po zdjęciu z telefonu męża. Ruszała właśnie moją stronę. Zanim podeszła, przez głowę przebiegły mi setki myśli wystarczyłoby na grubą powieść.
Dzień dobry! przywitała się kelnerka, a ja zerknąłem na przypięty identyfikator: Katarzyna. No pięknie mój mąż nie popisał się wyobraźnią, nazywając ją Koteczką. Katarzyna, nieświadoma burzy, jaką wywołała, spokojnie kontynuowała:
Mogę podać kartę? Gdy będzie pan gotów, proszę zawołać.
Odwdzięczyłem się jej najserdeczniejszym uśmiechem, ale uważnie jej się przyglądałem jakby badałem pod mikroskopem. Jak to się stało, iż siedzę twarzą w twarz z kochanką własnego męża? To długa historia. Ale po kolei.
Milena od dziesięciu lat jest żoną Andrzeja. W zasadzie była szczęśliwa a przynajmniej tak sądziła. Mają córkę, Karolinę, ośmiolatkę, oczko w głowie Andrzeja. Jak Karolka czegoś zapragnie, on od razu kupuje. Na moje milczące wyrzuty, iż to już dwudziesta lalka, tylko się uśmiechał. Dziewczynka jest prawdziwą córeczką tatusia, czasem miałem wrażenie, iż kocha ojca bardziej niż matkę. Nie mam do niej o to żalu. Jako psycholog i terapeuta wiem, jak ważna jest dla dziecka miłość ojca to fundament przyszłych relacji z mężczyznami.
Ze swojej strony zawsze starałem się rozmawiać z Andrzejem o problemach, nie tłumiłem emocji, dlatego nigdy nie było między nami poważnych kłótni. Żyliśmy zwyczajnie mieszkanie na kredyt, samochód, skromny domek letniskowy czterdzieści kilometrów od Warszawy.
I nagle jak grom z jasnego nieba kochanka!
Dowiedziałem się przypadkiem. Kilka dni wcześniej Andrzej brał prysznic, gdy zadzwonił jego telefon. Krzyknął do mnie z łazienki:
To pewnie ojciec, miał zadzwonić wieczorem, możesz odebrać?
Nigdy wcześniej nie odbierałem w imieniu Andrzeja jego telefonów, ale skoro sam poprosił, czemu nie? Już miałem podnieść aparat, gdy zauważyłem, iż dzwoni nie ojciec, a… Koteczka, a przy kontakcie widniało zdjęcie młoda dziewczyna przytulająca się do mojego męża. Dosłownie zakręciło mi się w głowie. Przez moment nie wiedziałem, co robić. Odbierać? Odezwać się? W końcu telefon przestał dzwonić.
Odsunąłem się od tego przeklętego aparatu, miałem ochotę wyrzucić go przez okno. Wtedy przyszła wiadomość: Andrzejek, za tydzień mam dniówki 2/2 od poniedziałku. Wpadnij do »Raju Kawosza« na koniec zmiany, chcę Cię poczęstować najlepszą kawą pod słońcem. Kocham, tęsknię. I seria słodkich emotikonek. Cofnąłem rękę jak oparzony jakbym dotknął żmii.
Dalej nie wierzyłem, choć przecież nie było tu miejsca na domysły. Zdjęcie, kontakt, wiadomość. Wyglądało na to, iż mój mąż ma romans. Od kiedy to trwa? Jak bardzo poważne to jest? Tak czy siak, to szok muszę to sobie wszystko poukładać.
Andrzej wyszedł z łazienki i zapytał, czy rozmawiałem z jego ojcem. Odpowiedziałem, iż nie zdążyłem odebrać. Potem wymówiłem się migreną i powiedziałem, iż muszę pójść do apteki.
W rzeczywistości pobiegłem do parku pod blokiem, żeby się zastanowić. Przewijałem w głowie nasze wspólne lata, próbowałem odnaleźć moment, gdy wszystko się popsuło. Ale rzeczywistość była jasna nie będę udawał, iż nic się nie stało, choć równie daleki byłem od scen i awantur. Chciałem spokojnie porozmawiać i zadecydować, co robić. Pierwszym odruchem było zapytać Andrzeja wprost o Koteczkę, ale musiałbym zdradzić, iż przeglądałem jego wiadomości. To nie w moim stylu.
Oczywiście za tydzień świętowaliśmy dziesiątą rocznicę ślubu. Planowaliśmy pójść na rodzinny obiad z Karoliną, a potem odwiedzić nas w weekend miała moja teściowa. Po tym, co odkryłem, świętowanie wydało mi się absurdem graniczącym z okrucieństwem. Chciałem już spakować rzeczy Andrzeja i wyrzucić je przed drzwi. Niech idzie do swojej Koteczki. Ale potem pomyślałem o córce. Jak ona to zniesie? Co z kredytem? Co powiem rodzicom? Jak się rozstać z kimś, kogo się wciąż kocha? Bolała mnie już z tego wszystkiego głowa.
Wtedy przypomniałem sobie, iż znam nazwę kawiarni, w której pracuje Koteczka, jej grafik i wygląd. Może pojechać tam i zobaczyć ją na własne oczy? Może choćby zamienić z nią kilka słów?
Nocami nie mogłem spać, przez kolejne dni udawałem, iż wszystko gra, choć córka i Andrzej zauważyli, iż jestem nieobecny duchem. Usprawiedliwiałem się trudną sytuacją w pracy ciężki przypadek w poradni, czeka mnie superwizja. Karolina tylko mnie przytulała, nie wiedząc jak pomóc, Andrzej patrzył podejrzliwie.
W końcu postanowiłem: jadę tam i koniec.
***
Poproszę latte i jakiś deser. Co pani poleca? zapytałem.
Mamy bardzo dobry miodownik odpowiedziała Katarzyna.
Niech będzie miodownik.
Gdy przyniosła zamówienie, ledwie spróbowałem. Kawa przeciętna, miodownik zwyczajny, żadnych cudów. Lokalu niemal pusty. Właśnie na to liczyłem, licząc na okazję do rozmowy z kelnerką. Po dziesięciu minutach podeszła i zapytała taktownie:
Jakoś nie smakuje panu deser? Może przynieść coś innego?
Nie, nie o to chodzi. Po prostu nie mam apetytu. Różne myśli chodzą mi po głowie.
Nie będę więc przeszkadzać…
Ależ proszę zostać, Katarzyno. Właśnie rozważam poważną sprawę co dalej robić: dojeść ten deser czy może złożyć pozew rozwodowy? Co by pani na moim miejscu wybrała? patrzyłem jej prosto w oczy.
Zawsze opanowana, wyczułem iż się niepokoi.
Nigdy nie musiałam dokonywać takiego wyboru
A gdyby pani musiała? Powiedzmy, pani dowiaduje się, iż mąż panią zdradza.
Katarzyna zamilkła, ale widać było, iż jest zdenerwowana. Zmieniłem więc temat:
Pracuje tu pani długo?
Około roku odpowiedziała ostrożnie.
Studentka?
Tak.
Jaki kierunek?
Uniwersytet Muzyczny, śpiew odparła po chwili.
Ciekawe. Zakładam, iż ma pani rozwiniętą wyobraźnię?
Nie rozumiem…
Zastanawiam się, czy łatwo jest wczuć się w rolę na przykład zdradzonej żony, albo… kochanki?
Nie odpowiedziała, ale widać było jej napięcie. Skończyłem tę grę. W końcu pojąłem, iż przyjazd tutaj nie miał sensu. Zobaczyłem Koteczkę i co z tego? Mam ją szarpać za włosy albo oblać chłodną kawą? Nic mi to nie da. Westchnąłem tylko ciężko.
Poproszę rachunek.
Kiedy wróciła, już mnie nie było. Na stole zostawiłem gotówkę, choćby z porządnym napiwkiem. Katarzyna spojrzała przez okno i westchnęła smutno.
***
W kawiarni podjąłem decyzję. Uczcimy z Andrzejem naszą rocznicę zgodnie z planem. Nie odbiorę Karolinie święta, skoro tak bardzo się cieszyła. Sama robiła dla nas plakat na ten dzień. Po uroczystości zamierzałem porozmawiać z Andrzejem otwarcie.
Tak więc świętowaliśmy całą trójką w naszej ulubionej restauracji dziesięć lat razem. Jaka to rocznica? Cynowa, porcelanowa? A raczej szklana: mój związek zaraz się rozpadnie na kawałki, a ja udaję, iż wszystko w porządku pomyślałem.
Pod koniec kolacji Andrzej uśmiechnął się do Karoliny i powiedział:
Ale chyba nie ma imprezy bez tortu!
Karolka aż zakrzyknęła z radości:
Chcę największy kawałek!
Andrzej skinął do obsługi i zaczęli wnosić tort. Spojrzałem na osobę, która go niosła i zamarłem. To była Katarzyna Koteczka, kochanka mojego męża. Nie mogłem się pomylić.
Kasia postawiła tort na stole, została obok. Andrzej uśmiechnął się do niej i zwrócił się do mnie:
Kochanie, z okazji rocznicy! Ten tort jest dla ciebie!
Animatorka zaprosiła Karolinę na zabawę. Zostałem z Andrzejem i Kasią.
Nie mogłem wydusić słowa, wtedy Andrzej przejął inicjatywę:
Jak się domyślam, znasz już Kasię.
Ta uprzejmie skinęła głową.
Żadna zdrada nie zniszczy naszej miłości, Milena. Dziękuję, iż jesteś. Chciał mnie pocałować, ale się odsunąłem.
O co w tym wszystkim chodzi? w końcu spytałem.
To był żart. Tak, głupi może też niesmaczny, ale żart. Andrzej rozłożył ręce.
Żart? powtórzyłem.
Tak. Wynająłem do tego agencję eventową. Wszystko odbywa się wg indywidualnego scenariusza, grają aktorzy. U nas motyw rzekomej zdrady. Ale tak dużo w tobie siły, iż mnie podziwiasz! próbował mnie objąć, ale znowu się odsunąłem.
Czyli nie masz kochanki?
Oczywiście, iż nie!
A Katarzyna to aktorka?
Jeszcze się uczę odezwała się kochanka. Pracuję tu dorywczo, a obsługę eventów polecono mi w szkole. Pana zachowanie było naprawdę kulturalne, nie tak jak innych żon. Jedne wylewały na mnie kawę, inne urządzały awantury. Pan zostawił napiwek.
Byłem oniemiały. Gapiłem się to na Andrzeja, to na Katarzynę.
Andrzeju, uważasz, iż taki żart jest zabawny? Odpowiedni? Akceptowalny?! głos mi się załamał, niemal krzyczałem. Za co?!
Kasia próbowała się wycofać, ale zatrzymałem ją gestem. Po raz pierwszy w życiu Andrzej widział mnie wybuchającego przez lata byłem opanowany, a teraz nie potrafiłem zapanować nad emocjami.
Ty wiedziałeś, co się ze mną działo przez te dni?! Jak w ogóle przyszedł ci do głowy taki żart przed naszą rocznicą?!
Milena, wiesz zawsze jesteś taka spokojna, rozsądna Brakuje ci czasem pikantności, nie wiem… Chciałem dodać trochę ognia. Wyszedł mi głupi pomysł. Przepraszam.
Z zaciśniętymi zębami ledwie powstrzymałem gniew. Katarzyna uciekła, kiedy tylko nadarzyła się okazja.
Brakuje ci pikanterii? To łap! sięgnąłem po talerz z tortem i rozmazałem go po twarzy męża Masz i pikanterię, i nadzienie!
Andrzej zaczął wycierać krem z twarzy, nie bardzo mu szło.
Oszalałaś?!
Nie, kochanie zaśpiewałem łagodnie Po prostu postanowiłem wprowadzić trochę emocji w nasz związek! i z tym słowami skierowałem się do wyjścia.
Co się z tobą dzieje?! wołał za mną Andrzej. Przecież cię nie zdradziłem!
Zatrzymałem się, odwróciłem i powiedziałem z uczuciem:
Lepiej byś zdradził!
Potem podszedłem do Karoliny, złapałem ją za rękę i wyszliśmy z kawiarni. Na ulicy odetchnąłem rześkim powietrzem i wybuchnąłem śmiechem.
Mamo, co się stało? Czemu się śmiejesz?
Nic, córeczko. Przypomniał mi się dowcip.
Opowiesz mi?
Jasne, ale najpierw musimy porozmawiać serio. Przez chwilę będziemy musiały mieszkać osobno od taty.
Osobno? Na zawsze? w oczach Karoliny pojawił się strach.
Jeszcze nie wiem odpowiedziałem szczerze. Zobaczymy. Jesteś ze mną?
Karolina przytaknęła.
I tak poszliśmy razem dalej przez wieczorną Warszawę.









