Skarpetki
O, ty mój słodziaku! Kochanie moje! Boże, czemu małe dzieci są takie cudowne, co? Jadwiga Malinowska roztkliwiała się nad wnuczkiem, prezentując się dumnie przed aparatem.
Pół roku Stasia świętowano z wielką pompą. Animatorzy, balony, ogromny, pięknie udekorowany tort. Babcia z dziadkiem nie szczędzili środków ani energii. Basia nie była wielką entuzjastką tego pomysłu. Oczywiście, było jej miło, iż rodzice tak bardzo chcą sprawić euforia wnukowi i córce, ale jak za dawnych lat szybciej męczyła ją zgiełk i gwar. Staś chyba odziedziczył po niej tę cechę, bo już po pół godzinie zrobił się marudny, a potem rozkrzyczał na całego. Basia zabrała go więc do domu. Zamknęła szczelnie okna, usiadła z synkiem w fotelu i po krótkiej chwili Staś już smacznie spał.
Zmęczony jesteś, kochany mój. Za wcześnie jeszcze na takie imprezy.
Jadwiga przyszła do pokoju dziecięcego, trzymając w ręku prezent.
Śpi?
Padł z wyczerpania. Mamo, przecież mówiłam ci, iż on pozostało za mały na takie zabawy.
Oj tam, nie szkodzi. Niech się przyzwyczaja. Córciu, możemy sobie pozwolić na świętowanie takiej okazji! Tyle się go naczekaliśmy! Patrz, co mu wybrałam! No, czyż nie cudne?
Szeleszczący papier obudził Stasia i ten niespokojnie się poruszył.
Mamo, może później, dobrze? Basia wstała i zaczęła kołysać synka, spacerując po pokoju.
No nie! Tyle się starałam, myślałam, wybierałam, a tobie choćby nie zależy! oburzyła się Jadwiga, odkładając pudełko na stół.
Mamo, przecież na pewno jest piękny! I bardzo się cieszę, naprawdę. Ale przynieś mi, proszę, coś do picia. Strasznie mi się chce.
Odłóż dziecko i zejdź.
Obudzi się.
No to co z tego? Chodź z nami świętować!
Mamo, jak się teraz obudzi, to się rozkrzyczy i długo nie uciszy. Sama przyznaj, iż to nie najlepszy pomysł.
Basiu, dzieci trzeba wychowywać od najmłodszych lat. Co to znaczy, iż będzie krzyczeć? Grzeczne dzieci nie wrzeszczą!
Basia zatrzymała się w pół kroku. Ale za chwilę, jakby to był jej własny taniec płynny, naturalny, pełen wdzięku znów kołysała syna. Grzeczne dzieci nie robią tego, czego nie lubią dorośli. A grzeczne dziewczynki mają być we wszystkim idealne. Proste plecy, wysoko głowa, pierwsza pozycja! I żadnych sprzeciwów!
Idę do gości. Ty położ dziecko i schodź na dół. Gospodyni nie może wyjść z własnej imprezy.
Zastąp mnie, mamo, proszę.
Jadwiga wyszła, a Basia opadła znów na fotel, przytulając synka. Ileż musiała przejść, by ten chłopiec przyszedł na świat!
Basia wyrosła w bardzo porządnej rodzinie. Dziadek był profesorem, babcia główną chirurg w jednej z najlepszych klinik w Warszawie. Ojciec poszedł śladami rodziny i również został lekarzem. Basia do dziś nie pojmowała, jak to się stało, iż taki mądry, pewny siebie człowiek zamienił się w uległą plastelinę w rękach matki. Jadwiga, jej mama, była od nauki daleko. Z trudem skończyła studia, schowała dyplom głęboko do szuflady i zaczęła szukać męża. A raczej jej matka, Barbara Nowacka, rozpoczęła łowy. I trzeba przyznać, dopięła swego. Rodzice Basi poznali się na jubileuszu rodziców Jadwigi, a potem wszystko potoczyło się szybko. Piękna, rozmowna Jadzia gwałtownie oczarowała Andrzeja, i niebawem była wystawna ślubna uroczystość, po której młodzi zamieszkali w mieszkaniu spółdzielczym, kupionym przez rodziców. Basia pojawiła się dwa lata później i od razu przeszła pod absolutną opiekę babci. Barbara Nowacka osobiście nadzorowała nianię i wybierała dla wnuczki odpowiednie zajęcia dwa języki, szkoła baletowa i prywatny nauczyciel muzyki.
W dziecku wszystko ma być piękne!
Basia spędzała weekendy w muzeach i teatrach pod czujnym okiem babci. Rodziców widywała rzadko. Ojciec dużo pracował, a mama wpadała tylko, by obcałować córkę i pędzić na kolejne spotkanie towarzyskie.
Trudy babci przyniosły efekty. Najpierw Basia dostała się do renomowanego liceum, później przyjęto ją do uznanego teatru. Kariera układała się dobrze, gdy poznała przyszłego męża. Piotr nie spodobał się nikomu poza jej ojcem.
Jezus Maria! Co za mezalians! Barbara Nowacka leżała na kanapie, ściskając smukłe palce na skroniach. Córeczko, pomyśl! Po co ci to wszystko? Co ty zrobisz z takim prostakiem? On przecież dwóch zdań nie połączy!
Babciu, przy tobie mało kto odważyłby się mówić. Basia siedziała w fotelu z nogami podwiniętymi pod siebie, co w innej sytuacji dałoby pretekst do wykładu o manierach. Ale Barbara była zajęta czymś innym.
Co chcesz przez to powiedzieć?! Babcia uniosła się z niedowierzaniem.
Chcę powiedzieć, iż niewielu ludzi mogłoby mierzyć się z twoim poziomem inteligencji.
Barbara Nowacka spojrzała podejrzliwie na wnuczkę.
A poza tym, Piotr nie tylko mi się podoba. Ja go kocham, babciu. A przecież nie zaprzeczysz, iż to miłość porusza sztukę?
A niech tam ze sztuką! Ale jak ty chcesz z nim żyć?
Długo. I jeżeli się da szczęśliwie.
Basi udało się wywalczyć swoją drogę. Z trudem i wśród pretensji oraz matriarchalnych namów do opamiętania. Patrząc w oczy przyszłego męża, Basia przyjęła oświadczyny bez wahania. Piotr widział w niej istotę z innego świata kruchą, wrażliwą, a jednak z mocnym kręgosłupem moralnym. Chciał ją przytulić, otoczyć opieką, bronić przed światem.
kilka mogę ci teraz dać, ale zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Potrafię jedno: kochać cię.
To wystarczyło aż nadto. Basia zrozumiała, iż znalazła człowieka, który pokochał ją taką, jaka jest. Bez żadnych wymagań, bez dopasuj się.
Droga nie była łatwa. Piotr nie miał pleców ani zamożnej rodziny. Jego ojciec zmarł wcześnie, wychowywała go matka, Elżbieta Piotrowska. Całe życie poświęciła pracy w szkole była nauczycielką, potem wicedyrektorką. Dzieci ją uwielbiały, a syn był z niej dumny. Wspierała Piotra, gdy studiował na prestiżowej uczelni. Potem przekazała mu resztę oszczędności po sprzedaży większego mieszkania, by dać mu start do własnego biznesu. Piotrowi wystarczyło rozumu i talentu po kilku latach firma przynosiła zyski, a dziesięć lat później była jedną z najlepszych w branży. choćby Barbara Nowacka w końcu to uznała, szczególnie po narodzinach prawnuka.
Basia marzyła o dziecku całym sercem. Może i wielcy nie zostawali rodzicami, ale ona nie chciała być wielka do szczęścia wystarczało jej najzwyklejsze domowe szczęście. Natura jednak była przeciw niej. Lata leczenia, dwie operacje i bez skutku. Basia płakała nocami, ukrywając łzy przed mężem, myśląc, iż Piotr zasługuje na to, by zostać ojcem. Podjęła decyzję i zakomunikowała ją mężowi. Zaskoczył ją śmiechem.
Wybacz! Basiu, wybacz! Piotr objął ją mocno. To taka reakcja obronna. Skąd ci przyszło do głowy, iż moja miłość i życie z tobą to tylko przedłużenie rodu? Ty jesteś moim życiem! Czy tego jeszcze nie rozumiesz?
Basia płakała z bezsilności i ulgi. Zrozumieć, iż dziecko to niedostępny dla niej luksus, było łatwiej niż pogodzić się z tym. Próbowała się z tym uporać, ale nie wychodziło. Matka podkreślała na każdym kroku: wszystkie jej koleżanki już są babciami, a ona jedna taka młoda i niezależna. Znajome zapraszały na urodziny dzieci, Basia starannie wybierała upominki, próbując sprawić euforia najmłodszym. Czas jednak płynął i emocje powoli ucichły. Basia przestała rozczulać się nad maluchami na placach zabaw, założyła własną szkołę baletową.
Muszę czymś się zająć, inaczej oszaleję!
Piotr do końca nie rozumiał jej motywów, ale to Elżbieta Piotrowska wyjaśniła mu wszystko:
Piotrek, wiesz, jak jej ciężko? Ty ją kochasz, ale dla kochającej kobiety najwyższym szczęściem jest urodzić dziecko mężczyźnie. Zaufaj mi, wiem, co mówię. Teraz okaż jej wsparcie i bądź blisko. Na wszystko, czego sobie zażyczy, pozwól.
Rozumiem, mamo.
Poszukał dla niej odpowiedniej sali, Basia klasnęła w dłonie, widząc jasne, przestronne studio.
Właśnie tego chciałam! Jesteś wspaniały!
Wyposażenie sali, zapisy dzieci, pierwsze lekcje wszystko to zajęło Basię całkowicie. Pierwsze objawy zmian zbagatelizowała, zrzucając na zmęczenie. Zaburzenia zdarzały się wcześniej.
Basiu, zapytam, ale jeżeli nie chcesz, nie odpowiadaj, dobrze? Elżbieta przy kawie w ulubionej kawiarni spojrzała badawczo na synową. Czy ty czekasz dziecka?
Basia zesztywniała, niemal nieprzyjacielsko patrząc na teściową. Wrażliwy temat! Wie przecież. Po co więc pytać?
Nie gniewaj się! Tylko tak mi się wydaje…
Wydaje się pani! odpowiedziała chłodno Basia, próbując wstać, ale zakręciło jej się w głowie i musiała znów siąść. Ulubione miejsce i pyszne desery teraz odrzucały ją, mdłości ściskały żołądek.
Elżbieta poprosiła kelnerkę o wodę, wróciła po minucie i podała Basi małe pudełko.
Po co zgadywać, prawda?
Kelnerki patrzyły zaskoczone na dwie kobiety, które niebawem wpadły sobie w ramiona i tańczyły jakiś szalony taniec, płacząc i śmiejąc się na zmianę. Na ich twarzach malowało się szczęście tak niespotykane, iż inni klienci uśmiechali się, domyślając się, iż wydarzyło się coś pięknego.
Staś przyszedł na świat zdrowy i silny, choć porządnie nastraszył lekarzy.
Baletnica? neonatolog spojrzała na zmęczoną Basię.
Tak.
Chłopak jak malowany.
Czemu zaskoczona?
Przeciwnie. Zwykle są większe komplikacje, a tu chłopak pierwsza klasa. Mama się postarała!
Teraz Basia budziła się co rano z uczuciem niewyobrażalnego szczęścia, coraz częściej łapiąc się na tym, iż się tego szczęścia boi. Czy aż tyle miłości można pomieścić w jednym człowieku?
Nie jesteś sama, kochana. Jesteśmy we dwójkę. Piotr przyglądał się malutkiej twarzyczce syna w pięknym, koronkowym beciku wybranym przez Jadwigę.
Wyjście ze szpitala okazało się dla Basi koszmarem. Piotr próbował zapanować nad sytuacją, ale Jadwiga urządziła wszystko po swojemu. Fotoreporterzy biegali wokół, dokumentując każdy ruch, tłum rodziny i znajomych gratulował pod wejściem, a w domu czekał już stół zastawiony na bogato.
Basia, która ledwo stała na nogach z bólu, marzyła tylko o kąpieli i świętym spokoju.
Mamo, po co to wszystko?
Co ty! zdziwiła się Jadwiga. Tak trzeba! To święto! Ja przecież jestem najszczęśliwszą babcią!
Basia już się nie spierała, nie miała siły. Wchodziła po schodach własnego domu, ledwie się powstrzymując, by nie jęknąć z bólu. Okazało się, iż nie wszyscy przyjechali na powitanie pod szpital.
To przecież najbliżsi! tłumaczyła Jadwiga.
Basia złapała wzrok Elżbiety, stojącej w korytarzu. Stać było już ciężko, ale goście wciąż napływali z gratulacjami.
Pozwólcie, iż ukradnę trochę Basię i małego stanowczo oznajmiła Elżbieta, biorąc synową pod ramię. Musimy sobie troszkę pogadać.
Dała znak Piotrowi i poprowadziła Basię na górę, do sypialni.
Kładź się. Przyniosę ci jedzenie i możesz iść pod prysznic. Głodna?
Basia przytaknęła, patrząc, jak mąż rozbiera synka i kładzie do kołyski, ale zaraz zaniepokojona uniosła się.
Muszę zejść.
Komu musisz? Elżbieta spiorunowała wzrokiem. Poradzą sobie tam na dole. Już swoje protokolarne minuty im dałaś.
Basia westchnęła z ulgą i nagle poczuła bezgraniczną senność. Zwinęła się w kłębek, obserwując, jak Elżbieta krząta się po pokoju.
Chcesz spać? zapytała, zdejmując z łóżka miękki pled i przykrywając ją nim. Śpij, ja przypilnuję dziecka.
Stasiem… Basia zasypiała, choćby nie zauważając, jak ciepło uśmiechnęła się do niej teściowa. Ojciec Piotra też miał na imię Stanisław.
Jadwiga, która weszła po kilku minutach, była oburzona, widząc córkę śpiącą zamiast gościom dogadzać.
Jak to nazwać?
To się nazywa młoda mama, która karmi dziecko. Teraz potrzebuje odpoczynku, inaczej mleka zabraknie.
Bez przesady! Basi nie karmiłam piersią i zdrowa wyrosła. Jadwiga chciała wejść, ale Elżbieta stanowczo zablokowała jej drogę.
Może uczcijmy nowy status babć w bardziej kameralnym gronie? W końcu tyle lat na to czekałyśmy. Co myślisz lepiej, żeby wnuk mówił do nas babciu, czy po imieniu?
Piotr zamknął za nimi drzwi sypialni i w duchu podziękował matce. Z teściową miał napięte relacje. Jadwiga chętnie korzystała ze wszystkiego, co mógł im zaoferować, ale decyzje zawsze podejmowała sama. Spokojny z natury, Piotr z trudem się opanowywał, kiedy chodziło o matkę żony. Z teściem złapali wspólny język szybko; Andrzej docenił Piotra, ale jeżeli chodzi o matriarchat w rodzinie wolał milczeć.
Zmienić mamy nie da się, a mieć wulkan w domu nie jest miłą perspektywą.
Basia obudziła się po półtorej godziny, nie od razu orientując się, gdzie jest. Ale Staś już się kręcił, z dołu dochodził głośny śmiech wszystko wróciło do normy. Nakarmiła synka, poczekała na męża i w końcu trafiła pod upragniony prysznic. Siedząc potem przy oknie, zajadała wyśmienitą zupę, którą zrobiła Elżbieta, i wypytywała teściową o opiekę nad dzieckiem.
W szpitalu coś mi tam pokazywali, ale to kropelka w morzu. Boję się! Basia odłożyła łyżkę.
Jedz i nie myśl tyle! Basieńko, dzieci są twardsze, niż się wszystkim wydaje. A ty jesteś mamą. Po prostu odpuść strachy, a reszta się ułoży sama. Gdy rodziłam Piotra, nie miałam nikogo przy sobie. Dałam radę, choć nie obyło się bez błędów. Ale kto ich nie popełnia? Zapamiętaj: ty najlepiej wiesz, co potrzebne twojemu dziecku. Nigdy w to nie wątp. Brzmi to górnolotnie, ale zaufaj mi spróbuj sama.
Czas pokazał, iż Elżbieta miała rację. Basia gwałtownie odnalazła swój rytm, a choć lęki nie znikły zupełnie bała się mniej.
Pierwsze sześć miesięcy przeleciało błyskawicznie. Elżbieta wpadała raz, dwa razy w tygodniu, aby pomóc przy wnuku, ale zawsze kończyła przy kuchni lub z miotłą w ręku. Najpierw to denerwowało Basię, ale teściowa uspokoiła ją szybko:
To czas tak krótki. Łap każdy uśmiech i spojrzenie. gwałtownie minie, nie zmarnuj go. Ja zdążę umyć podłogę i ugotować obiad.
Jadwiga bywała rzadziej, ale każda jej wizyta zamieniała się w przedstawienie.
Basia, patrz, jaką spacerówkę wyhaczyłam! Bajka!
Mamo, mamy świetny wózek!
Nieprawdaż! Ten nie ma sobie równych! Ubieraj dziecko, idziemy testować nowy pojazd!
Imienia wnuka Jadwiga nie chciała zaakceptować długo.
Skąd wy wynaleźliście takie imię? Nie można było normalnie? Staś! Po co utrudniać życie dziecku?
Mamo, przecież to królewskie imię. Co ci nie pasuje?
Chłopak będzie się z nim męczył! W szkole się z niego pośmieją!
To pójdziemy do zwykłej szkoły! I chyba rodzice mają prawo nadawać dziecku imię?
Nie. Tobie imię nadała babcia. Ja bym cię nazwała inaczej.
Cieszę się, iż syna nazwałam już sama.
Jadwiga prychała, brała wnuka na spacer i przyjmowała komplementy: Cudne dziecko! I mama taka piękna!. Lubiła, gdy brano Stasia za jej dziecko, z tajemniczym uśmieszkiem poprawiała kocyk. W miasteczku gwałtownie się jednak wszyscy połapali, o co chodzi, i spacery skończyły się. Jadwiga zaczęła przychodzić tylko na kawę buziak dla wnuka i powrót do spraw.
Będę babcią od święta! mówiła, układając kolejną kolorową zabawkę na półce.
Rodzinne role były już ustalone, wszyscy się uspokoili.
Przyjęcie, które Jadwiga urządziła z okazji półrocza Stasia, o mało nie zakończyło się kłótnią.
Basia uśmiechnęła się do synka i sięgnęła po pudełko przyniesione przez Jadwigę. Przepiękna srebrna grzechotka wzbudziła jej zachwyt.
Stasiu, zobacz, jakie piękne!
Maluch kręcił w rączkach dzwoniącą zabawkę i prezentował pierwsze ząbki uśmiechem.
A co ci dała babcia Ela? Basia otworzyła woreczek, który teściowa zostawiła w pokoju przed imprezą.
Biały komplecik, manualnie zrobiony przez Elżbietę, był tak miękki, iż Basia przytuliła go do policzka.
I skarpetki! Jakie piękne! Babcia to prawdziwa artystka, maluchu!
Jadwiga, która akurat weszła, najpierw krzyknęła z zachwytu:
O rany! Co za cudo! Projektantka?
Nie, to mama Piotra zrobiła na drutach.
Jadwiga przekręciła bluzeczkę w dłoniach.
Naprawdę nie mogła dać czegoś lepszego? Pierwszy taki dzień, można kupić coś naprawdę z klasą. Oszczędność niepojęta!
Mamo!
Co, mamo? Czy nie mam racji?
Basia czuła się okropnie, widząc, iż Elżbieta, stojąca w drzwiach, słyszała te słowa. Kiwnęła Basi na pożegnanie, zostawiła kompot na komodzie i wyszła cicho z pokoju. Basia była zajęta uspakajaniem synka. Kiedy zeszła, Elżbiety już nie było.
Piotrek! Ale się niezręcznie zrobiło! Aż mi wstyd!
Ty tego nie powiedziałaś, więc nie masz się czego wstydzić.
Ale nie zareagowałam! Tak nie można!
Nie martw się. Mama wszystko dobrze zrozumiała.
Basia zamierzała później naprawić relacje, ale życie samo poukładało rzeczy. Kilka miesięcy próbowała porozmawiać z teściową, ale ta zawsze zbywała temat.
Nie przejmuj się, Basiu. Naprawdę się nie obraziłam.
A mimo to, Basia miała wrażenie, iż coś gdzieś się złamało, i rozpaczliwie szukała sposobu, by to naprawić.
Pewnego dnia zrobiło się Basi bardzo źle, a w domu był tylko Staś, śpiący na górze. Basia, ledwo panując nad bólem, chciała zadzwonić do męża nie odbierał. Może konferencja, może inspekcja w pracy. Tata w szpitalu, więc została tylko mama.
Cześć, córcia! Wszystko u was dobrze? Stasiu się chowa? Dawno się nie widziałyśmy! Od imprezy? A, udała się, wszyscy zachwyceni!
Mamo…
Nie musisz dziękować! To mój wnuk! Oj, poczekaj, mam drugą linię! Jadwiga rozłączyła się, a Basia wpatrywała się w telefon. Kolejne próby zajęte.
Ból narastał. Przerażona Basia zadzwoniła po pogotowie i do teściowej.
Basia? Co się dzieje?
Proszę… świat płynął jej przed oczami, czuła, iż zaraz zemdleje. Staś…
Elżbieta jeszcze nigdy tak nie biegała. W domowych kapciach, z torebką w ręku, wybiegła na ulicę i złapała taksówkę.
Chce pani żyć?! burknął szofer, ostro hamując.
Do córki! Szybko, proszę! Źle się czuje!
Wsiadać!
Elżbieta tylko ściskała torebkę, gdy taksówka pędziła przez miasto.
Niech się pani nie boi! Trzydzieści lat za kółkiem, bezwypadkowo. Zdążymy!
Karetka zajechała pod dom minutę po Elżbiecie.
Tu, tędy! otworzyła drzwi, biegnąc do lekarzy.
Basia doszła do siebie po kilku minutach.
Zabieramy panią do szpitala.
Po co, gdzie? Basię przeszywał ból, nie do końca pojmowała sytuację.
Basiu, tak trzeba. Nie martw się, zaopiekuję się Stasiem. Piotrek już jedzie!
Operacja się udała, po dwóch tygodniach Basia była w domu. Ojciec nalegał, by jeszcze odpoczęła.
To nie żarty, córeczko! Jesteś potrzebna Stasiowi zdrowa i silna!
Wróciwszy do domu, najpierw przytuliła dziecko, potem zadzwoniła do matki.
Mamo!
Basiu! Jak się czujesz?
Tak sobie. Potrzebuję pomocy.
A w czym mogę pomóc? Jadwiga mówiła dziwnie.
Musiałabyś zamieszkać u nas na trochę. Nie mogę dźwigać, a trzeba pomóc przy Stasiu.
Oczywiście, tylko… Basiu, nie sądziłam, iż tak się stanie. Mam wykupiony wyjazd. Wylot pojutrze. Muszę zrezygnować, ale to bezzwrotne… Tak się cieszyłam!
Basia przymknęła oczy, po czym wyłączyła telefon. Czyli zostaje sama. Nakarmiła synka, przymknęła oczy, marząc o tym, żeby ból wreszcie minął. Lekarze i ojciec powtarzali, iż już powinien, ale szwy wciąż się odzywały.
Obudziły ją odgłosy w pokoju.
Nie chciałam cię budzić! Elżbieta wzięła Stasia na ręce, uśmiechając się do Basi. Głodna? Ugotowałam twoją ulubioną zupę, mam jeszcze kisiel i świeże bułeczki. Teraz dam Stasia Piotrkowi, a ty jedz i odpoczywaj! jeżeli się nie obrazisz, zamieszkam tu na parę tygodni, dopóki nie dojdziesz do siebie.
Basia spojrzała na teściową i rozpłakała się.
Cicho już, dziecko! Lekarz mówił, iż potrzebne ci dobre emocje! Skupmy się na nich, co? Popatrz, co ci pokażemy!
Elżbieta postawiła Stasia na podłodze, delikatnie go puściła i nagle łzy Basi zmieniły się w radość, gdy zobaczyła, jak jej synek zaczyna stawiać pierwsze kroki. Przytuliła go mocno i spojrzała z wdzięcznością na teściową.
No i co? Dobre emocje? Elżbieta zaśmiała się. A teraz chodź, karmienie czas. Musisz gwałtownie odzyskać siły, bo jak ten młody nie zacznie chodzić, tylko biegać, będzie ci ich bardzo potrzeba.











