Skarpetki
29 maja
Och, mój słodziaku! Mój kochany! Boże, dlaczego te małe dzieci potrafią być takie rozkoszne? Maria Michalska rozczulała się nad wnukiem, z dumą pozując do kamery, którą obracał dumny dziadek.
Pół roku Małego Jaśka uczciliśmy bardzo hucznie. Animatorki, balony, ogromny, bajeczny tort. Babcia z dziadkiem nie żałowali grosza. Ja nie byłam do końca przekonana do takiej imprezy. Oczywiście, było mi miło, iż moi rodzice tak bardzo chcieli sprawić euforia mnie i maluszkowi, ale jak to bywało przez całe dzieciństwo bardzo gwałtownie miałam dość zgiełku. Widocznie Jasiek odziedziczył to po mnie, bo już pół godziny po rozpoczęciu wydarzenia rozpłakał się rozpaczliwie i musiałam zabrać go do domu. Zamknęłam szczelnie okna i usiadłam z nim w fotelu, a po chwili Jasiek już spał.
Wymęczyłeś się, skarbie. Jeszcze za wcześnie dla Ciebie na takie imprezy.
Mama weszła do pokoju dziecięcego, przynosząc z korytarza prezent, który dla niego wybrała.
Śpi?
Jest wykończony, mamo. Za wcześnie na takie szaleństwa, mówiłam Ci przecież.
Och, nie szkodzi! Musi się przyzwyczajać, córeczko. Stać nas, żeby sprawić taki dzień naszemu ukochanemu wnuczkowi. Ile lat na niego czekaliśmy! Spójrz, co mu kupiłam! Słodziutkie, prawda?
Szeleszczący papier obudził malucha, który zabulgotał niespokojnie.
Mamo, może później? wstałam, kołysząc synka.
No widzisz! Tak się namęczyłam przy wyborze, a choćby nie jesteś zainteresowana! Mama postawiła obrażona pudełko na stoliku.
Ależ jestem, mamo! Wiem, iż prezent będzie cudowny. Proszę, przynieś mi coś do picia. Umieram z pragnienia.
To połóż dziecko i chodź sama.
Obudzi się.
I co z tego? Wracamy na zabawę!
Mamo, jeżeli go teraz obudzę, będzie płakał i wrzeszczał długo. To kiepski pomysł, przyznaj sama.
Karolinko, dziecko trzeba wychowywać od małego. Co to znaczy zacznie krzyczeć? Wychowane dzieci nie krzyczą!
Zamarłam na sekundę, ale kontynuowałam cichy taniec po pokoju. Wszystkie te ruchy, tak płynne i znajome. Uczono mnie tego od dziecka Wychowane dzieci nie robią tego, co nie podoba się dorosłym. A dobrze wychowane dziewczynki powinny być idealne. Prosty kręgosłup, broda do góry, pierwsza pozycja! Żadnych protestów!
Idę do gości. Ty połóż dziecko i zejdź na dół. Tak nie wypada gospodyni ma być z gośćmi.
Zastąp mnie, proszę, mamo.
Mama wyszła, a ja po raz kolejny zatonęłam w fotelu, przyciskając synka do siebie. Ile ja musiałam przejść, żeby Jasiek pojawił się na świecie!
Pochodzę z bardzo porządnej rodziny. Mój dziadek był profesorem, a babcia jedną z najlepszych chirurżek w znanej warszawskiej klinice. Tata, idąc rodziną tradycją, również został lekarzem. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego ten mądry, pewny siebie człowiek stał się potulną gliną w rękach mojej mamy. Mama była zupełnie niezwiązana z nauką. Ukończyła uniwersytet ledwie-ledwie, odłożyła dyplom na półkę i zaczęła szukać męża. A tak naprawdę męża dla mnie i to babcia prowadziła te poszukiwania. Aleksandra Nowacka świetnie się w tej roli sprawdziła. Rodzice poznali się na rocznicy urodzin mojej mamy potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Piękna, rozmowna Maria gwałtownie zaczarowała tatę i bardzo wystawne wesele było formalnością. Młodzi dostali mieszkanie od rodziców, a ja przyszłam na świat dwa lata później i natychmiast trafiłam pod skrzydła babci. To ona zajmowała się wyborem niani, planowała mi dzień dwa języki, balet i prywatna lekcja gry na pianinie.
W dziecku wszystko musi być piękne!
Spędzałam weekendy w muzeach i teatrach pod sztywną babciną opieką. Rodziców widywałam rzadko. Tata wiecznie w pracy, mama wpadała tylko, żeby mnie wycałować i zniknąć na kolejną imprezę.
Wysiłki babci przyniosły efekty: najpierw szkoła baletowa, potem angaż do znanego warszawskiego teatru. Kariera się rozwijała, aż poznałam mojego przyszłego męża. Andrzej nie przypadł mamie do gustu, tylko tatę przekonał niemal od razu.
Boże! Jaki to mezalians! babcia rozkładała ręce. Pomyśl, wnuczko! Co będziesz robić z tym nieokrzesanym chłopem? choćby porządnie się wysłowić nie potrafi!
Babciu, przy Tobie trudno komukolwiek się zgrabnie wypowiedzieć powiedziałam siedząc w fotelu.
Co sugerujesz? babcia podniosła się z niedowierzaniem.
Chcę powiedzieć, iż kilka osób na świecie może dorównać Twojemu intelektowi.
Popatrzyła na mnie zaskoczona.
A poza tym, babciu, ja go nie tylko lubię. Ja go kocham. A zgodzisz się, iż to właśnie miłość napędza sztukę, prawda?
A z życiem co? Jak masz z nim żyć?
Długo. I oby jak najmniej burzliwie.
Swoją drogę do szczęścia wywalczyłam. Nie bez oporu i tysięcy lamentów. Spojrzałam Andrzejowi w oczy i powiedziałam tak, kończąc wszelkie spory. Dla niego byłam jak bogini, która zeszła na ziemię. Delikatna, wrażliwa, a przy tym ze stalowym kręgosłupem. Chciał mnie przytulić, ochronić przed całym światem.
Mało Ci na razie mogę dać, ale zrobię wszystko, byś była szczęśliwa. Potrafię za to kochać.
To mi w zupełności wystarczyło pierwszy raz poczułam, iż jestem dla kogoś ważna taka, jaka jestem. Żadnego musisz się dostosować.
Nie było nam łatwo. Andrzej nie miał żadnych wpływowych znajomych ani bogatej rodziny. Ojciec zmarł dawno, a wychowywała go mama pani Barbara. Całe życie uczyła w szkole, najpierw w klasach 1-3, potem została wicedyrektorką. Dzieci ją uwielbiały, a Andrzej był z niej dumny. Zawsze umiała pomóc, wesprzeć, dodać wiary. Dzięki niej dostał się na Politechnikę Warszawską i skończył ją z wyróżnieniem. Przekonana, iż syn poradzi sobie z wszystkim, sprzedała większe mieszkanie, oddała Andrzejowi oszczędności na start i poradził sobie. Już po kilku latach jego firma zaczęła przynosić solidny dochód, a po dekadzie należała do liderów branży. choćby wymagająca babcia ugięła się, kiedy urodził się prawnuk.
Bardzo pragnęłam dziecka. Tak, wielkie tancerki nie rodzą, ale nie chciałam być wielką baletnicą chciałam być szczęśliwa jak zwykła kobieta. Jednak życie zdecydowało inaczej. Lata badań, dwie operacje, a efektów brak. Płakałam nocami, ukrywając łzy przed Andrzejem, myśląc, iż zasługuje na to, by być ojcem. Pewnego dnia postanowiłam choćby go zostawić, ale Andrzej wybuchł śmiechem.
Wybacz, Karolinko! To tylko nerwowa reakcja. Naprawdę sądzisz, iż moja miłość do Ciebie zależy od tego, czy będziemy mieli dzieci? Ty jesteś moim życiem! Kiedy to zrozumiesz?
Uspokoił mnie. Pogodzenie się z tym, iż nie zostanę matką, było łatwe. Ale zaakceptowanie tego już znacznie trudniejsze. Ciągle wracały rozmowy z mamą, która wciąż narzekała, iż wszystkie jej koleżanki są już babciami, tylko ona przez cały czas młoda i wolna od obowiązków. U znajomych na imprezach wybierałam dzieciom prezenty z chwiejną radością. Powoli jednak godziłam się z losem, aż któregoś dnia otworzyłam własną szkołę baletową.
Muszę czymś się zająć, bo zwariuję!
Andrzej nie do końca rozumiał, ale pomogła teściowa:
Andrzejku, wiesz, jak jej ciężko? Ona się boi, iż nigdy nie da ci szczęścia, a dla kochającej kobiety dziecko jest najwyższym szczęściem. Wspieraj ją.
Poszukał dla mnie odpowiedniej sali, wyposażył ją rozpłakałam się z radości. Praca pochłonęła mnie zupełnie. Przez zmęczenie długo nie zwracałam uwagi na pierwsze objawy ciąży.
Podczas jednego ze spotkań, kiedy czułam się gorzej niż zwykle, teściowa zapytała nieśmiało:
Karolinko nie odpowiadaj, jeżeli nie chcesz Czy ty przypadkiem nie jesteś w ciąży?
Spojrzałam na nią zbyt ostro doskonale wiedziała, jak bardzo to dla mnie bolesny temat. Chciałam odpowiedzieć coś złośliwego, ale wtedy zakręciło mi się w głowie. Z kawiarni wyszłyśmy prawie tańcząc i płacząc zarazem szczęśliwsze niż kiedykolwiek. Personel patrzył z uśmiechem, jakby coś magicznego zdarzyło się na ich oczach.
Jasiek urodził się zdrowy, silny, choć lekarzom nieźle napsuł nerwów.
Tancerka? zapytała pediatra.
Tak.
Świetny chłopak. Dobra robota, mamo!
Każdego ranka budziłam się przeszczęśliwa chyba aż nazbyt. Przecież to szczęście nie może się mnie trzymać bez końca?
Nie jesteś sama, kochanie. Jest nas dwoje. Andrzej rozczulał się nad maleńkim Jaśkiem, leżącym w pięknym beciku, który mama specjalnie wybrała na wyjście ze szpitala.
Wyjście ze szpitala było dla mnie torturą. Andrzej próbował się sprzeciwić, ale mama wiedziała lepiej. Fotografowie, goście, tłum, hałas, potrawy na stole… A ja, półprzytomna z bólu, marzyłam tylko o kąpieli.
Mamo, po co to wszystko?
Karolino! Trzeba robić, jak trzeba! To święto! Pierwsze w naszej rodzinie! Ja jestem szczęśliwa!
Wiedziałam, iż nie mam siły się kłócić. Weszłam do domu i od razu stwierdziłam, iż nie wszyscy goście byli w szpitalu.
Córeczko, to nasi najbliżsi!
Złapałam spojrzenie Barbary, która stała w korytarzu i przewracała oczami. Stać było coraz trudniej, ciągle wchodzili nowi goście.
Pozwolicie mi ukraść wnuka i jego śliczną mamę na chwilkę? stanowczo powiedziała teściowa i porwała mnie pod ramię do sypialni.
Kładź się. Przygotuję Ci kąpiel, coś do zjedzenia. Jesteś głodna?
Pokiwałam głową, patrząc jak Andrzej przebiera Jaśka i kładzie go do kołyski. Ale zaraz się poderwałam:
Muszę iść na dół.
A komu to potrzebne? teściowa zmarszczyła się. Poradzą sobie bez Ciebie. Już wywiązałaś się z obowiązków.
Z ulgą opadłam na łóżko i… zasnęłam. Obudziła mnie teściowa, okrywając mięciutkim pledem.
Chcesz spać? Śpij! Zaopiekuję się Jaśkiem.
Jaśkiem… Powoli znów zasnęłam. Tak miał na imię ojciec Andrzeja.
Kiedy mama weszła po chwili, była wyraźnie zdziwiona, iż śpię zamiast podejmować gości.
No i jak to nazwać?
To się nazywa młoda, karmiąca matka. Potrzebuje spokoju, bo bez tego nasz chłopak zostanie bez mleka.
I co z tego! Dwa dni Karoliny nie karmiłam, wyrosła zdrowa mama już wchodziła do pokoju, ale Barbara zdecydowanie złapała ją za ramię.
Może pijmy kawę świętując nasz nowy status? Czekałyśmy tyle czasu! Jak myślisz, lepiej być babciami czy może pozostaniemy przy imieniu?
Andrzej zamknął za nimi drzwi i w duchu podziękował matce. Z teściową miał ciężki orzech do zgryzienia korzystała z pomocy, ale jego zdanie nic nie znaczyło. Jakoś gwałtownie znalazł wspólny język z teściem szanował go za fachowość, a o babcinym matriarchacie wolał nie mówić.
I tak jej nie zmienisz, nie warto mieć przez to wybuchów w domu.
Obudziłam się po półtorej godziny, zdezorientowana, ale zaraz Jasiek zaczął się wiercić, a z dołu dobiegał śmiech. Umyłam się i usiadłam przy stole koło okna. Najlepszy, gorący rosół od Barbary i lekcja pielęgnacji noworodka.
Trochę mi to pokazali w szpitalu, ale to przecież kropla w morzu. Boję się!
Jedz! I nie bój się. Dzieci są znacznie silniejsze, niż się wydaje, a Ty jesteś mamą instynkt podpowie. Gdy rodziłam Andrzeja, byłam sama. Dałam sobie radę. I Ty dasz. Zapomnij o wszystkich wątpliwościach!
Czas pokazał, iż miała rację. gwałtownie przestałam się bać na zapas, choć nie zniknęły wszystkie lęki.
Pierwsze pół roku minęło błyskawicznie. Barbara wpadała dwa razy w tygodniu, ale kończyło się na tym, iż gotowała i sprzątała dom.
Karolinko, to tak krótka chwila podziwiaj, ciesz się, ja jeszcze umyję podłogę.
Mama gościła się u mnie rzadziej, za to każdy jej przyjazd był jak występ.
Karolinko, zobacz jaką wózek kupiłam! Absolutnie boska!
Mamo, mamy doskonały wózek!
Nie! Ten bije wszystko! Pakuj dziecko, idziemy testować nowy sprzęt!
Imię Jasiek bardzo długo nie przechodziło mamie przez usta.
Gdzieście wykopali takie imię? Trzeba było inaczej! Janek! Prościej się nie da!
Mamo, królewskie imię!
On musi z tym żyć! W szkole się będą śmiać!
To pójdziemy do zwykłej szkoły. W ogóle nie uważasz, iż decyzja należy do rodziców?
Dziwne czasy! Tobie imię wybierała babcia. Ja bym wybrała inne.
Dobrze, iż o imieniu mojego synka zadecydowałam sama.
Mama prychała, zabierała wnuka i wracała z nim na salony. Nowy wózek, śpiący malec i ona czarująca, młoda babcia. Było jej miło, iż wszyscy biorą Jaśka za jej syna. niedługo cała okolica znała prawdę, więc się już nie afiszowała. Teraz wpadała tylko na kawę i zostawiała nową, krzykliwą zabawkę.
Będę babcią na specjalne okazje!
Podziały w rodzinie powoli się ustaliły.
Impreza na półroczek wywołała burzę.
Uśmiechnęłam się do Jaśka i sięgnęłam po pudełko od mamy cudowna, srebrna grzechotka.
Zobacz, jakie to śliczne!
Mały uśmiechał się, pokazując pierwsze ząbki.
A co ci babcia Basia kupiła? zajrzałam do reklamówki, którą teściowa zostawiła przed imprezą.
Biały, manualnie dziergany sweterek i maleńkie skarpetki były tak milutkie, iż przytuliłam je do policzka.
I skarpetki! Jakie śliczne! Masz utalentowaną babcię, chłopaku!
W tym momencie weszła mama, zachwycona:
Boże! Jakie cudne! Projektantka?
Nie, to Basia zrobiła na drutach.
Mama obróciła sweterek w dłoni.
Naprawdę nie mogła pomyśleć o jakimś konkretniejszym prezencie? Dziecko ma pierwszą istotną datę. Można było coś kupić. Tak oszczędzać przy takich okazjach? Niewiarygodne!
Mamo!
Co znowu? Przecież mam rację!
Zarumieniłam się, patrząc jak Barbara stoi w progu i słyszy każde jej słowo. Kiwnęła mi, odstawiła kompot, który przyniosła, i wyszła bez słowa. Utuliłam rozdrażnionego Jaśka. Gdy zeszłam na dół, dowiedziałam się, iż Barbara już pojechała.
Andrzej… Ale wstyd…
Przecież nie Ty to powiedziałaś. Nie przejmuj się.
Mogłam zareagować! Tak nie wolno!
Uspokój się. Mama wszystko zrozumiała.
Chciałam naprawić sytuację, ale Barbara tylko zbywała mnie przy każdej okazji.
Karolinko, nie mówmy już o tym. Nie czuję żalu.
A jednak coś się między nami złamało. Cały czas myślałam jak to naprawić.
Najgorzej zrobiło się w dzień, gdy zostałam sama z Jaśkiem, a nagle dopadł mnie ból taki, iż prawie straciłam przytomność. Zadzwoniłam do Andrzeja wyłączony. Tata był na dyżurze. Do mamy nie odebrała, tylko po kilku próbach wysłuchałam, jak szczebiocze do kogoś na drugiej linii:
Cześć! Jak Jasiek? Kochani, impreza była cudna, no mówiłam, ze trzeba! Wszyscy zachwyceni!
Mamo…
Dobrze, nie dziękuj mi, w końcu jestem babcią! Oj zaraz oddzwonię, mam drugą linię! rozłączyła się.
Ból narastał, wykręciłam numer na pogotowie, a potem zadzwoniłam do Barbary.
Karolina?
Proszę… świat tańczył przed oczami. Jaśka…
Barbara nigdy tak gwałtownie nie biegała. W kapciach i z torebką wyfrunęła na ulicę, łapiąc taksówkę.
Co pani robi na środku?! krzyczał kierowca.
Proszę! Córce źle! Szybko!
Wsiadaj pani!
Trzymała się fotela, gdy pędzili przez Warszawę.
Proszę się nie bać mam 30 lat prawo jazdy, bez wypadku.
Karetka dojechała minutę po nich. Barbara poprowadziła ratowników do mnie.
Zabieramy panią do szpitala.
Ale po co, gdzie…? ledwo kojarzyłam.
Karolcia, musisz jechać. O Jaśka się nie martw, już Andrzej jedzie.
Operację przeszłam dobrze, ale musiałam jeszcze odpocząć w szpitalu. Ojciec nie pozwolił wrócić od razu.
To nie żarty, zdrowie najważniejsze. Jaśkowi jesteś potrzebna silna!
Gdy wróciłam, najpierw przytuliłam synka, potem zadzwoniłam do mamy.
Mamo!
Karolinko, jak się czujesz?
Słabo na razie. Potrzebuję pomocy.
Ale jak? wydała się nieswoja.
Musisz u nas zamieszkać na trochę. Nie wolno mi dźwigać, trzeba pomóc przy Jaśku.
Jasne… ale wiesz, nie sądziłam, iż tak się potoczy. Mam wyjazd, wszystko zabukowane, lot za dwa dni, taryfa bezzwrotna. Od lat marzyłam o tej podróży!
Zamknęłam oczy i bez słowa rozłączyłam się. Sama sobie muszę radzić. Nakarmiłam Jaśka, położyłam się chora.
Obudziłam się, słysząc czyjeś kroki.
Ojej, nie chciałam Cię obudzić! Barbara podniosła Jaśka i uśmiechnęła się. Głodna? Ugotowałam Twój ulubiony rosół, jest kompot i świeże drożdżówki. Dam Jaśka Andrzejowi i wszystko przyniosę. jeżeli pozwolisz, zamieszkam tu dwa tygodnie, aż wrócisz do siebie.
Łzy pociekły mi po policzkach.
No daj spokój, dziewczyno. Tylko dobrego Ci trzeba! Skupiamy się na szczęściu. Zobacz…
Posadziła Jaśka na podłodze, delikatnie puściła, a Jaśek chwilę potem zrobił do mnie pierwszy niepewny krok. Z miejsca zapomniałam o wszystkim. Wyciągnęłam ręce, przytuliłam synka i spojrzałam na Barbarę z wdzięcznością.
No i co? Najlepszy lek dla Ciebie! Pakuj się do stołu musisz gwałtownie wracać do formy, bo jak Twój chłopak zamiast chodzić zacznie biegać, będziesz tego potrzebować każdego dnia.





