To były czasy, które teraz wspominam z nostalgią i wzruszeniem. Wtedy odbywała się rocznica ślubu mojej serdecznej przyjaciółki. Gdy ona razem z mężem wracali do swojego domu w Krakowie, tuż obok naszego mieszkania, zauważyli wózek dziecięcy. W środku leżała malutka dziewczynka, nowo narodzone dziecko. Byliśmy wszyscy poruszeni, bo przyjaciółka od dawna marzyła o tym, by zostać matką, ale do tej pory los jej tego nie pozwalał. Wydawało się, jakby przeznaczenie samo podarowało jej to dziecko.
Był chłodny, jesienny wieczór, więc natychmiast zabraliśmy dziewczynkę do samochodu, ogrzaliśmy ją i zadzwoniliśmy na policję. Po ich przyjeździe, w wózku odnaleźliśmy kartkę z imieniem dziewczynki Emilia oraz datą jej narodzin.
Te parę godzin, zanim policja zabrała Emilię do domu dziecka, pozwoliły nam ją poznać i pokochać. Przyjaciółka wraz z mężem zdecydowali wtedy, iż spróbują ją adoptować. Spędzili długie tygodnie na załatwianiu dokumentów, wypełnianiu formalności, rozmawianiu z urzędnikami. W końcu, po miesiącu, dostali pozwolenie.
Lecz w dniu, gdy mieli odebrać Emilię, przed domem zjawili się nieznani im ludzie. Przyjechali samochodami i oznajmili, iż dziewczynka jest ich wnuczką. Z biegiem rozmowy wyszło na jaw, iż młoda kobieta z zagranicy związała się z chłopakiem z Polski. Gdy zaszła w ciążę, z powodu różnic kulturowych trzymała to w tajemnicy, a gdy chłopak odszedł, ukrywała wszystko przed rodziną.
Prawda wyszła na jaw, gdy jej ojciec, zaniepokojony nagłym pogorszeniem zdrowia córki, odkrył jej sekret. Rodzina przyjechała do Polski, aby zabrać Emilię do domu. Testy potwierdziły, iż dziewczynka była ich krewną, więc zgodnie z prawem powierzyli im dziecko.
Początkowo serce nam pękało po odebraniu Emilii, ale los niedługo się do nas uśmiechnął. Po wielu nieudanych próbach i trudnych miesiącach, przyjaciółka zaszła w ciążę. Niestety, musiała cały ten czas spędzić w szpitalu, czekając i martwiąc się o zdrowie maleństwa. W końcu, tuż przed Bożym Narodzeniem, urodziła się ich upragniona córeczka Zuzanna.
Byliśmy wtedy wszyscy niewyobrażalnie szczęśliwi. Zuzanna stała się promykiem nadziei i radości, ale w naszych sercach do dziś pozostaje miejsce dla Emilii. Zawsze będziemy pamiętać, jak bardzo ją kochaliśmy i jak zmieniła nasze życie na krótką chwilę, którą wspominam z najczulszymi uczuciami.










