KONDYCJA ZAKAZANEJ MIŁOŚCI

polregion.pl 3 godzin temu

Co teraz będzie? spytała niepewnie Jagoda, raczej do siebie niż do ukochanego.
A co? Będę wysyłał ku tobie znajomych. Czekaj, odpowiedział chłopak, niezmiennie.

Jagoda wróciła ze spotkania (które później odmieniło jej życie) radosna i tajemnicza. Dwie młodsze siostry wysłuchały szczegółów o spotkaniu z Borysem.

Siostry wiedziały, iż Jagoda była szaleńczo zakochana w nim. Borys obiecał poślubić Jagodę jesienią, po ważnych pracach na wsi.

I tak, gdy doszło do bliskiego spotkania w stodole, chłopak miał po prostu zaproponować rękę i serce.

Jednak w polach było już zbierane, plony leżały w spichlerzach, nadchodził Nowy Rok, a znajomi nie widać

Matka Jagody, ciotka Gienia, zauważyła u starszej córki zmiany. Jagoda, zwykle wesoła, przygasła i przybrała na wadze nierówno. Doszło do rozmowy przy kawie. Po gorzkiej wyznaniu ciotka Gienia chciała spojrzeć w oczy przyszłemu zięciowi i sprawdzić, czy nie zgubiły się znajomi.

Matka Jagody nie zastanawiając się długo, ruszyła do sąsiedniej wsi (tam mieszkał Borys). Gienię przywitała matka chłopaka. Nie miała pojęcia o prywatnym życiu syna. Gienia wszystko powiedziała, co myślała, i obie kobiety opowiedziały się przeciwko Borysowi. Ten odpowiedział:

Skąd mam wiedzieć, kto będzie ojcem dziecka Jagody? Na wsi jest wielu chłopaków. Mam przyznać wszystkie dzieci za własne?

Ciotka Gienia wściekła się odchodząc z tego domu, życzyła Borysowi:

Niech cię los każe poślubić na zawsze, łajdo!

Pewnie te słowa dotarły do niebiańskiej kancelarii. Borys później miał cztery małżeństwa

Jagoda po wyrazie twarzy matki domyśliła się nieprzyjemnych konsekwencji spotkania dwóch matek. Ciotka Gienia surowo ostrzegła wszystkie swoje córki:

Tato nie mów nic! Rozwiążemy to sami.

Jagoda, jedź do Zamościa do krewnych. Gdy dziecko się urodzi, zostaw je w szpitalu. Inaczej w naszej wsi babki będą języki polerować w nieskończoność, a mnie tego nie umyjesz No, zobaczymy. Bóg da, wszystko się ułoży. Ech, dziewczyny, grzechy słodkie, a ludzie łatwowierni

Mąż ciotki Gieni, Denis Valerjan, był intelektualistą ze wsi. Wieśniacy zwracali się do niego po imieniupatronimicznym. Denis uczył w szkole, był surowy i sprawiedliwy. Wszyscy go szanowali, przychodzili po radę, prosili o rozwiązanie sporów.

I nagle własna córka w północnym kącie przyniosła dziecko! To był wstyd na cały koloniał!

Takiego zwrotu spraw nie mogła znieść ciotka Gienia, więc odrzuciła winowajczynię i posłała ją do krewnych. Na pytania męża odpowiedziała:

Niech Jagoda jedzie do miasta pracować. Czas nie czeka, już dwadzieścia lat minęło.

Za młodsze siostry (wszystkie były nieco upośledzone) ciotka Gienia przyglądała się dokładniej. Czy da się to ogarnąć? Średnia córka Stasia niedługo wyjechała na przydział do szkoły w Lublinie, najmłodsza Ewelina do Krakowa.

Na wsi każde wypowiedziane słowo odbija się echem. Wieści dotarły do uszu Denisa Valerjana. Od swoich własnych uczniów dowiedział się, iż w jego rodzinie są kłopoty.

Obok obcego ust nie postawisz bramy Denis zorganizował żonie niebywały rozgłos.

Jak mogłaś pomyśleć o dziecku w domku dziecka? To twoja pierwsza wnuczka! Chcę niedługo zobaczyć dziewczynkę w rodzinnym domu!

Ciotka Gienia nie spodziewała się tak burzliwej reakcji męża, choć sama wykrzykiwała cały ostatni rok. Wiedziała, iż wnuczkę wpisano do domu dziecka, bała się odwiedzać małą, bała się własnej krwi No cóż, córka chociaż jagody jadła, a matka kłuje w gardle», rozpłakała się kobieta.

Wkrótce ciotka Gienia i Jagoda przywiozły dziecko do wsi. Dziewczynkę nazwano Anią. Przed rokiem Ania nie znała swojej rodziny. Ten grzech Jagoda będzie nosić całe życie. Cokolwiek Ania robiła (a przydarzało się różne), Jagoda przyjmowała ją cierpliwie i bez szemrania.

Wychowaniem Ani zajmował się także dziadek Denis, babcia Gienia i Jagoda. Często Jagoda wspominała ostatnie spotkanie z Borysem. Aromat suszonych traw i słodkogęste chwile szaleńczej miłości w stodole Jagoda wciąż kochała Borysa. Niech go haniebny, niech oszukał, niech serce pali oto ta przeklęta miłość! Miłość nie jest kartoflem, nie wyrzucisz jej przez okno

I stała się Jagoda samotną matką. Patrząc na Anię, Jagoda dostrzegała w niej cechy Borysa. I charakter, podobnie, odziedziczyła po nim twarda dziewczyna. Jagoda żyła w mgławicy. Nic nie sprawiało jej przyjemności. choćby wesoła Ania wzbudzała smutek. Ech, bezojcze

Kiedy Jagodzie dopadło dwudziestopięć lat, zaczęli do niej zalecać zalotnicy, nazwani braćmi. Prawie dorastali razem. U ciotki Gieni była kuzynka, która kiedyś wyszła za mężczyznę-wdzięcznika z trojgiem dzieci. Fryderyk (zafascynowany Jagodą) był jednym z tych dzieci. W jednej wsi wszyscy żyli.

Jagoda niechętnie przyjmowała zaloty Fryderyka. Jedna z córek nie lubiła słodkości. A sama była jeszcze młodą kobietą. Fryderyk byłby świetnym mężem, gdyby nie Ania Jakby się do niej zachował? Całą tę tragiczną historię miłosną Jagody znał Fryderyk od podszewki. Jagodę uwielbiał od dziecka. Wziąłby ją za żonę i trzy dzieci, nie z Anią Zgodziłaby się

Zagrali w wiejskim stylu głośny ślub. Budować nowe życie, wplatać rodzinne gniazdko. Fryderyk z rodziną pojechał do Krakowa, z dala od ciekawskich oczu. Bo teraz młoda rodzinka miała swoją kruchą tajemnicę.

Jagoda niedługo urodziła córkę Łucję. Dla Fryderyka obie córki były jak własne. Ania została adoptowana od razu, nie robiąc różnicy między siostrami.

Fryderyk żył i oddychał swoją rodziną.

Jagoda okazała się dobrą gospodynią, matką i żoną. Fryderyk tchnął w nią życie, odrodził połamane serce. W ich domu panował spokój i zrozumienie.

Minęło dziesięć lat.

Pewnego dnia Ania, Łucja i jeszcze czwórka wnucząt odpoczywały na urlopie u babci Gieni. Babcia Gienia była szczęśliwa i dumnie chodziła po wsi. Trzy córki zamężne, każde z dziećmi. Teraz ma trzech wnuków i trzy wnuczki.

Jednego dnia wnuczka ze średniej siostry grzebała w zapomnianej szafie. Wśród starych, zakurzonych gazet i spisów dziadka natrafiła na mały notesik. Usadowiwszy się wygodnie, zaczęła czytać zapiski. Czytała i zamarła! Okazało się, iż tata Ani wcale nie jest jej ojcem! W notesie na każdej linii widniało imię Borys! Dziewczynka domyśliła się, iż czyta prywatny dziennik ciotki Jagody!

Ta nowina nie pozostała na języku! Ania podzieliła się wszystkim ze swoją kuzynką Łucją.

Ania, wyciągając notes (taka wskazówka!), pobiegła do babci Gieni po wyjaśnienia.

I dobra, serdeczna babcia wyłożyła wszystko, jak na sercu. Potem zgrzeszyła, iż nie spaliła tego przeklętego notesu.

Ani nie mogła pojąć, ani przyjąć tej strasznej wiadomości. Co to? Czy to ukrywali przed nią lata? I Ania natychmiast chciała poznać swojego prawdziwego ojca! Babci Gieni musiała podać nieistniejący adres ojca.

Ania wzięła ze sobą siostrę obrońcę i razem pojechały do sąsiedniej wsi.

Na progu domu przywitała je matka Borysa. Wnuczkę poznała od razu, bez zbędnych słów. Ania kropla po kropli była podobna do swojego ojca.

Kobieta z zapałem zaczęła przygotowywać na stole smakołyki. Potem rozpłakała się, przeprosiła wnuczkę. Mówiła, iż zawsze o niej pamiętała, ale syn zabraniał spotkań Z hałasu z sąsiedniego pokoju wyszedł Borys.

Uważnie przyglądając się dwóm niebieskookim siostrom, zapytał:

No, przyznajcie się, która z was jest moją córką?

Ania zuchwale odpowiedziała:

Mogłam być Twoją córką!

Borys skinął i zaprosił Anię na podwórko. Ania wyszła, ale po chwili wróciła wściekła.

Matka Borysa, widząc, iż atmosfera się podgrzewa, zaprosiła wszystkich przy stole. Nalewała dziewczynom kieliszek mocnego wódki. Siostry zaśmiały się:

Co wy? W mieście w naszym wieku nie pijemy! Jesteśmy jeszcze za małe na alkohol.

I wypiły.

Jak dotarły do własnego domu, nie pamiętały.

W drodze powrotnej ciekawość wzięła górę i siostra zapytała Anię:

O czym rozmawiałaś z ojcem na podwórku?

Nic. Zaoferował mi pieniądze. Chciał wykupić się? Ja oczywiście nie przyjęłam. Poza tym nie spodobał mi się ten tata. Nie rozpoznał mnie, a ja kopia jego! Zauważyłaś? Tata ma na imię wykrzyknęła Ania.

Babcia Gienia wyciągnęła od wnuczek wszystkie szczegóły.

Jak się spotkaliście? Co jedliście? Czy powiedzieć o tym Fryderykowi i Jagodzie? martwiła się babcia.

Ania odparła:

Poza tatą Fryderykiem, nie mam już innych ojców!

Od tej chwili żywiła urazę wobec matki. Potępiała Jagodę, iż przestraszyła się plotek. Nazywała ją skazanką za to, iż oddała dziecko do domu dziecka.

Jagoda potem przez całe życie powtarzała:

Przepraszam, Aniu, swoją nieodpowiedzialną matkę!

Lata płynęły

Ania i Łucja dorosły, wyszły za mąż. Ania urodziła dwóch synów. Najstarszy był już w młodości podobny do dawnego Borysa.

A co z Borysem? Nie zapomniał Jagody. Czasem spotykali się w Krakowie.

Jagoda przychodziła na rzadkie spotkania z dawnym kochankiem, by pokazać mu, iż żyje w dostatku, w miłości i nie potrzebuje go. Oczywiście Jagoda nie mówiła Borysowi, iż Ania od dziesięciu lat zabrania jej spotkań z wnukami. I sama Ania nie utrzymywała z nim kontaktu. Co zrobić, stare grzechy mają długą cień.

Jagoda to rozumiała i cierpiała. Jedyne pocieszenie dawał jej mąż. Fryderyk widział w Jagodzie słońce bez plam. Nie zniósł jej wrogości, przed ich ślubem jedynie żartował:

Czerwona jabłuszko, a w niej robak nie wstyd.

Jagoda od dawna przywiązała się do Fryderyka sercem. Człowieka takiego nie da się nie kochać.

Dożyli razem ze Fryderykiem złotego ślubu!

Z okazji świętowania przyjechali dzieci, wnuki, prawnuki.

Ania, w szczycie rodzinnego jubileuszu, odciągnęła Jagodę na bok i ze łzami w oczach powiedziała:

Przepraszam mnie, mamo! Za wszystko przepraszam! Nie miałam prawa cię osądzać!

Borys też przywitał rodzinę Jagody telefonicznie.

Nie dożyję złotego ślubu. Z ostatnią żoną mam dziesięć lat razem. Czwarta już jest Przepraszam, Jagodo! przez cały czas nie rozumiem, czemu odrzuciłem cię, głupcze, łkał Borys.

Jagoda nie dała mu dokończyć:

Nie kontynuuj, nie musisz. Odrzuciłeś, więc nie kochałeś. Wyobraź sobie, iż jestem bardzo szczęśliwa! Oczywiście za młodzieńcze błędy płaciło się później. Ale teraz mam wszystko. Najważniejsze mój Fryderyk! Nie obwiniam nikogo. Przebaczyłam ci dawno temu.

Żegnaj, Borysie

Idź do oryginalnego materiału