Guzik? A ja nazwałem ją Choinką. Całe dzisiejsze rano biegała po osiedlu. Od razu widać zgubiła się. Potem przysiadła przy moich nogach, tuliła się jakby szukała wsparcia. No to wziąłem ją do auta, żeby nie zmarzła, biedulka uśmiechnął się mężczyzna…
Halinka, jak można być taką pechową dziewczyną? Ile razy ci mówiłam, iż ten Wojtek to nie jest odpowiedni facet dla ciebie! beształa córkę pani Zofia.
Halina stała ze spuszczoną głową. Choć nie tak dawno skończyła 37 lat, poczuła się jak uczennica, której matka wytyka pałę z matematyki.
Było jej gorzko na duszy. Myślała o sobie, o nieudanym życiu i o swojej małej córeczce. Przed Wigilią zostały bez ojca w domu.
Odchodzę od ciebie rzucił beztrosko Wojtek pewnego wieczoru. Halina początkowo choćby nie dosłyszała, o co mężczyźnie chodzi.
Odchodzisz gdzie? spytała mechanicznie, stawiając przed nim talerz gorącego barszczu.
Serio, Halina, ty jesteś jakbyś żyła w innym świecie! Niczego poważnie nie traktujesz. Jak ja tyle lat z tobą wytrzymałem? przewrócił oczami Wojtek.
Halina nie zdążyła nic dopytać, bo Wojtek sam zaczął się żalić:
Nie mogę tak dłużej. I jeszcze ta twoja ujadająca psina! Córka ciągle choruje. Zero romantyzmu, Halina. Spójrz na siebie kim się stałaś? zakończył wywód.
Halina próbowała dostrzec odbicie swojej twarzy w szybach kredensu, ale łzy spływały jej po policzkach i obraz był zamazany. Stała osamotniona na środku kuchni.
Wojtek nie znosił płaczu. Westchnął, spojrzał ostatni raz na barszcz, podniósł się i poszedł pakować rzeczy…
Mała suczka, Guzik, wyczuła nieszczęście i zaczęła kręcić się u nóg Haliny, popiskując i próbując ją pocieszyć.
Wreszcie będę miał spokój, bez tego szczekania oznajmił Wojtek, przechodząc przez przedpokój z torbą na ramieniu.
Wojtek, a co z Jolą? wyszeptała Halina, mając przed oczami rozczarowaną twarz ich pięcioletniej córeczki, która w tym czasie spokojnie śniła w swoim pokoju.
Poradzisz sobie. Jesteś matką, wymyśl coś rzucił mężczyzna i, przy akompaniamencie wycia Guzika, wyszedł z mieszkania…
Halina spędziła całą noc w kuchni, tuląc psa. Guzik lizał ręce pani, jakby rozumiał, iż wydarzyło się coś bardzo złego.
Przez następne dni Halina nie wiedziała, jak przekazać matce całą prawdę. Mama co chwilę dzwoniła, pytała, jak leci. Halina zbywała ją krótkimi odpowiedziami i wyłączała telefon.
Znalazłaś już jakąś sensowną pracę? Bo jak cię ten twój Wojtek zostawi, to z czego będziesz żyć? mówiła pani Zofia, odwiedzając córkę.
Halina nie wytrzymała, rozpłakała się i powiedziała, iż pracy nie może znaleźć, a Wojtek już dawno odszedł.
Starsza pani westchnęła ciężko, zaskoczona takim obrotem spraw.
Przecież od początku było wiadomo, na czym stoisz. Pięć lat razem, dziecko, a twój Wojtek choćby się z tobą nie ożenił denerwowała się mama. Żal jej było córki i wnuczki.
I co teraz zamierzasz? spytała po chwili.
Halina wzruszyła ramionami:
Zatrudnię się jako pomoc w przedszkolu u Joli, coś wymyślę powiedziała z rezygnacją.
Długo z pensji pomocy przedszkolnej nie pociągniesz… Jeszcze psa trzeba utrzymać podsumowała Zofia, która nigdy nie przepadała za zwierzętami, a Guzik, którego Halina przygarnęła z ulicy, był jej szczególnie nie w smak.
Chciała jeszcze coś dorzucić, ale ucichła, widząc, iż córka powstrzymuje łzy.
Nie płacz już. Pomogę ci. Jak będzie trzeba, zajmę się Jolą próbowała pocieszać Halinę…
Minął kolejny tydzień.
Halina Aleksandrowna znalazła pracę w przedszkolu, gdzie chodziła z Jolą. Dziewczynka była zadowolona.
Mamusiu, może weźmiemy Guzika do przedszkola? Babcia się skarży, iż nie ma sił na spacery z nią. Guzik mógłby ci pomagać w kuchni i pilnować nas, jak śpimy śmiała się Jola.
Halina przytulała córkę, śmiejąc się, ale kiedy tylko słyszała pytania o ojca, jej oczy wypełniał smutek.
Mamo, tata wróci na Wigilię? Jak myślisz? dopytywała się Jola.
Halina wymyśliła bajkę o pilnym wyjeździe służbowym. Dzwoniła do Wojtka, licząc na spotkanie, ale on ucinał sprawę.
Halina, nie przeszkadzaj. Powiedz Joli, iż jestem tajnym agentem na misji. gwałtownie nie wrócę. Tak jej powiedz oświadczył w jednej rozmowie i spytał, czy nie widziała jego krawata.
Gdzie on się podział? Nie mam przecież się w co wystroić na Sylwestra narzekał, odkładając słuchawkę.
Halina długo siedziała zadumana. Jak wytłumaczy córce, iż ojciec nie wróci na święta?
Pewnego dnia babcia odprowadzała Jolę do przychodni. Dziewczynka lekko przeziębiona gwałtownie jednak wracała do sił. Rozmawiały, kiedy zza rogu wyszedł Wojtek.
Tato, jesteś! dziewczynka pobiegła do ojca.
Wojtek się spłoszył, potem siłą rzeczy uśmiechnął i po cichu wyznał córce, iż z mamą nie będą już razem mieszkać. Pożegnał się i poszedł dalej w swoje sprawy.
Może jeszcze do ciebie wpadnę, jeżeli się uda rzucił, odchodząc.
Jola patrzyła w ziemię i szeptała:
Nie musisz do nas już wpadać.
Wieczorem znów miała gorączkę. Po dwóch dniach Halinę odwiedził lekarz.
Dziewczynka nie chciała z nikim rozmawiać, sprawiała wrażenie, jakby nie chciała zdrowieć.
To chyba przez stres rozkładał ręce doktor, gdy poznał całą historię.
Halina sama siebie oskarżała:
Powinnam była powiedzieć Joli prawdę. To bystra dziewczynka, zrozumiałaby tłumaczyła matce. Zofia tylko kręciła głową…
Dwa dni później wydarzyło się coś nowego. Babcia poszła na szybki spacer z Guzikiem bez smyczy. Gdy znów zganiła psa za nieposłuszeństwo, Guzik rzucił się pędem w przeciwną stronę.
Proszę bardzo! To poczekaj sobie na mrozie, zaraz ci się odechce uciekać! prychnęła babcia i ruszyła po lekarstwo dla wnuczki.
Ale Jola całkiem się zamknęła w sobie, kiedy tylko dowiedziała się, iż nie ma Guzika. Halina zapewniała, iż kogut odda wszystko, by znaleźć przyjaciela, ale dziewczynka była nieugięta:
Jak znajdziesz Guzika, to wtedy zjem coś odwróciła się do ściany.
To przez twoje wychowanie, Halina. Rozpuściłaś ją, nie masz nad nią kontroli, mówiłam ci zaczęła Zofia.
Lepiej byś patrzyła na psa, mamo, niż dawała mi lekcje wychowania po raz pierwszy zdenerwowała się cicha z natury Halina.
Przecież się staram dla was urażona matka wyszła z mieszkania…
Halina znów została sama. Długo krążyła tamtego wieczoru wokół bloku.
Jola wreszcie zasnęła. Halina liczyła po cichu, iż Guzik wróci, choć szanse malały z każdą godziną. Zziębnięta wróciła do mieszkania i padła w niespokojnym śnie…
Rano Jola obudziła się pierwsza:
Mamusiu! Śniła mi się choinka! Ustroiłyśmy ją i Guzik się znalazł! zawołała z nadzieją dziewczynka.
Halina smutno się uśmiechnęła. Na stole stała mała, sztuczna choinka. Nowy Rok był tuż-tuż, a one jak mogły przygotowały się do świąt.
Ale Jola zaczęła płakać, nalegając, iż choinka musi być duża i prawdziwa.
Wtedy i Guzik się odnajdzie. Tak, jak w moim śnie! szlochała.
Halina westchnęła. Nie planowała zakupu żywego drzewka nie miała na nie pieniędzy. Zadzwoniła do matki, ale ta stanowczo odmówiła przyjęcia do siebie:
Dla ciebie pies ważniejszy niż matka! Zastanów się nad sobą! fuknęła Zofia przez telefon.
Halina wiedziała, iż na matkę nie może liczyć. Został jej jeszcze tylko weekend.
Jola czuła się źle, nie próbowała choćby wstać z łóżka. Kiedy już wszystko było gotowe na Wigilię, znów zawyła:
Choinki nie ma Guzik nie wróci Tata też nie
Halina głaskała ją po włosach, powstrzymując łzy. Poprosiła sąsiadkę, starszą panią Wandę, żeby popilnowała małej, po czym wybiegła na dwór…
Mróz szczypał w policzki, śnieg tańczył w świetle latarni. Ludzie się uśmiechali, gratulując sobie świąt, ale Halina widziała tylko znajome ulice, szukając psa.
Gdzie cię poniosło, maleńka? szeptała, wracając na znajome ścieżki.
I nagle znalazła się przy małym straganie z choinkami. Surowy mężczyzna w kufajce kręcił się przy ostatnich drzewkach.
Chce pani choinkę? Dwie zostały, oddam taniej zagadnął gwałtownie sprzedawca, zerkając na zegarek.
Halina pomyślała: Pewnie w domu czeka na niego rodzina…
W tej chwili do mężczyzny podeszła młoda para, kupili jedno drzewko.
No i co, bierze pani tę ostatnią? Jak trzeba, pomogę donieść mrugnął.
Halina spojrzała mu w oczy nie miała przy sobie gotówki, a i w domu zaledwie kilkadziesiąt złotych. Głupio jej się zrobiło. Wtedy zauważyła na samochodzie kupkę gałęzi.
Czy mogę… zabrać te gałęzie, jeżeli są niepotrzebne? wydukała.
Mężczyzna popatrzył na nią, potem na gałęzie i westchnął:
Jasne, proszę brać. Pomogę wyciągnął naręcze z bagażnika.
Halina podziękowała, trochę się tłumacząc:
Wie pan, córka chora, marzy o choince… pies się zgubił… wszystko się na nas zwaliło takie święta
Sprzedawca skinął głową. Sam przechodził ciężki rozwód i doskwierała mu samotność w tym czasie.
Wtedy do nich podszedł mężczyzna:
Ile ta choinka? spytał, ale sprzedawca odparł:
Już sprzedana. Sąsiad tam pewnie jeszcze coś ma.
Po chwili zwrócił się do Haliny:
To co, odprowadzę panią z choiną uśmiechnął się ciepło.
Nagle Halina zrozumiała, iż nie wygląda już tak groźnie, jak na pierwszy rzut oka.
Ale ja nie mam pieniędzy, mówiłam przecież zawstydziła się.
Wiem, pamiętam szepnął cicho.
I stała się rzecz niezwykła jak to możliwe tylko w Wigilię.
Mężczyzna otworzył samochód i Halina zobaczyła na siedzeniu śpiącego Guzika, otulonego wełnianym szalikiem. Guzik podniósł głowę, zamachał ogonem.
Ale jak? Skąd wy…? wykrztusiła Halina łamiącym się głosem.
Guzik? Ja nazwałem ją Choinką. Dziś rano biegała tu cała zagubiona, przysiadła przy moich nogach. Wsadziłem ją do auta, żeby nie zmarzła uśmiechnął się mężczyzna.
Miał na imię Paweł. Kochał zwierzęta i potrafił rozmawiać z dziećmi.
W domu Haliny znów zrobiło się przytulnie. Może to magia świąt połączyła dwoje dobrych, ale samotnych ludzi, a może tak właśnie miało być…
Tego nikt nie wie. Pewne jest jedno: nowa rodzina odnalazła szczęście. A Guzikowi, nie raz i nie dwa, mówiono na imię Choinka.
Bo czasem trzeba stracić coś ważnego, by docenić to, co dostajemy od losu i odkryć, iż dom buduje się nie ze ścian, a z obecności tych, którzy nas naprawdę kochają.




