Czy chcesz, żebym wyciągnęła walizkę? proponuje żona.
Zabierz ją! odpowiadam.
Co? dziwi się dziewczyna, która szykuje się na długą przerwę, bo wszystko dzieje się za szybko
No właśnie! Czy chcesz, żebym wyciągnęła walizkę? pyta Stasia.
Jaka walizka? Samie noście swoje! myśli Zuzanna, wpadła w progi przedpokoju, a w powietrzu wciąż czuć lekki posmak niepokojącego napięcia.
Wieczorem w domu rozbrzmiewa dźwięk skanu USG.
Będziesz mieć dziecko! Będziemy mieć dziecko! ogłasza Zuzanna z podniosłym głosem, spoglądając na profesora anatomii, Leonarda Jerzego, licząc na efekt. Nie jesteś szczęśliwy, kochanie?
Zuzanna Kowalska pojawiła się w ich technikum medycznym na trzecim roku. Razem z Wiktorem Różowskim, którego przeniesiono z innego miasta.
Ojciec Wiktora, będący żołnierzem, dostał delegację w inne miejsce i rodzina przeprowadziła się. Dziewczyna, z którą młody mężczyzna miał związek, ruszyła za ukochanym: Zuzanna stała się prawdziwą towarzyszką broni.
Wiktor jednak nie. Kiedy po przeprowadzce Zuzanna odkrywa, iż niedługo zostanie mamą, mężczyzna znika jak mgła. Znika z radarów: wyjechał od rodziców, nie wiadomo gdzie, zostawił dokumenty z ostatniego roku studiów medycznych i nie odbiera telefonów.
W tym momencie uwaga zwraca się na przystojnego wykładowcę Leonarda Jerzego. Zuzanna, bystra i pomysłowa, wie, iż nie może wrócić z brzuchem do rodziców nic dobrego się nie kryje w takiej decyzji.
Dziecko jest jedyną nadzieją rodziców. Gdyby wróciła, przyniosłaby ze sobą niechciany głos. W wielodzietnej rodzinie takie nowości nie są mile widziane.
Wtedy pojawia się szansa w postaci trzydziestoletniego mężczyzny, stabilnego i już ugruntowanego. Nie ma wątpliwości, iż w rodzinie Jana nie ma dzieci
Zuzanna zaczyna spotykać się z zamężnym Leonardem. Z euforią zauważa, iż nie przywiązuje uwagi do środków antykoncepcyjnych chce zostać ojcem!
Dobra, Leniu, spełnię Twoje marzenie! Zostaniesz szczęśliwym tatą! myśli piękna Zuzanna i przystępuje do działania.
Po półtora miesiąca może przekazać kochankowi radosną nowinę: dziecko przyjdzie na świat po siedmiu miesiącach, a nikt nie zauważy, iż przychodzi przedwcześnie. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik najpierw lekka kolacja w podniosłej atmosferze. Zuzanna wynajmuje pokój u samotnej babci za symboliczną kwotę.
Starsza pani, choć mało zdatna do intymnych rozmów, nie stoi na przeszkodzie spotkaniom Zuzanny z kochankami, wystarczy, iż płaci się czynsz i czasem przynosi przysmaki. Życie emerytki nie jest łatwe.
Gdy Leonard wypija kieliszek wina, a Zuzanna tylko łyk, podaje mu pozytywny test ciążowy, jak w serialach, i mówi: Będziesz mieć dziecko! Będziemy mieć dziecko! Czy nie jesteś szczęśliwy, kochany?
Mężczyzna reaguje niezgodnie z oczekiwaniami: nie podnosi jej w tańcu, nie proponuje małżeństwa. Po krótkiej ciszy woła:
Nie jestem gotowy!
Na co nie jesteś gotowy? pyta Zuzanna, zaskoczona. Zawsze byłeś gotowy, jak pionier!
Na dziecko! odpowiada Leonard. Czyli na poczęcie byłeś gotowy, a potem przepraszam, nie chcesz już?
Leonard ignoruje pytanie i po prostu wychodzi.
No i co za gówniarz! krzyczy Zuzanna, używając swojego niecenzuralnego języka. W jej rodzinie nie ma miejsca na uprzejmości.
Nie oznacza to, iż mężczyzna jest bez serca po prostu Leonard jest bezpłodny. Dlatego dziecko nie może być jego.
Leonard przypomina sobie, iż Zuzanna wcześniej zakochała się w zaginionym Wiktorze. Puzzle się układają!
Bezpłodność Lenea wyjaśnia się infekcją świnki w dzieciństwie, która pozostawiła trwałe konsekwencje. Po trzech latach małżeństwa para zgłasza się na badania: w nasieniu mało komórek i kilka się ruszają.
Jedna sprawna plemnik wystarczy, by zajść w ciążę, ale gdy potrzeba ich więcej, nie da się ich wymusić. Tylko oni wiedzą o tym sekret i udają, iż intensywnie pracują nad problemem.
Myślą, iż może kiedyś adoptują dziecko ze schroniska. Na razie żyją sami, co też nie jest złe.
Ojciec Lenea, onkolog, nie wie o niepłodności syna. Ludzie współczują mu i nie chcą go rozczarowywać. Łączy go nadzieja, iż niedługo dostanie wnuka.
Choroba postępuje, więc Leonard i Świetlana postanawiają, by ojciec odszedł w spokoju niepotrzebna wiedza zwiększa ból.
W małżeństwie wszystko układa się dobrze: Leonard kocha Świetlanę i ufa jej w pełni. Niewielka zdrada tylko wzmacnia ich związek.
Po tym, jak Zuzanna ogłasza swoją ciążę, Leonard traci zainteresowanie. Zuzanna odczuwa, iż jej serce zostaje zranione. Ostatecznie Leonard przestaje kontaktować się ze studentką Stepanową, a ona przychodzi do jego domu, by wyznać prawdę.
Świetlana, zrównoważona kobieta, reaguje na prośbę Zuzanny o odejście od Lenea krótką, chłodną odpowiedzią:
Zabierz ją!
Co? dziwi się dziewczyna, gotowa na długą odwetową wyprawę.
No właśnie! Czy chcesz, żebym wyciągnęła walizkę? proponuje Świetlana.
Jaka walizka? Samie noście swoje! myśli Zuzanna, wstępując na dywan w przedpokoju. Wszystko wydaje się w porządku, ale w tle zostaje cień.
Wieczorem w domu rozbrzmiewa ponownie skan USG.
Komu wierzysz, Świetlanko? protestuje Leonard. Nie mam gdzie badać! Czy mnie nie znasz? Ja jestem przykładowym ojczymem!
Leonard naprawdę jest przykładowym ojczymem, a żadne podejrzane powiązania nie są widoczne.
Świetlana ufa mężowi i wierzy mu po raz kolejny temat jest wyczerpany. Nikt nie przychodzi z walizką.
Studentka Stepanowa, nie czekając na kochanka, nie idzie do dziekanatu, by oskarżać wykładowcę o molestowanie. Zuzanna, nie będąc głupią, rozumie, iż czasy partyjnych rozgrywek minęły.
Pójdziemy inną drogą! mawiał kiedyś wielki przywódca. Zuzanna postanawia posłużyć się słowami tego przywódcy.
Zaczyna działać w kierunku Jurija Szczepanika potencjalnego teścia, ojca Lenea. Adres znajduje w internecie.
Jurek, przyjmując leki, znajduje się w pewnym stanie niepokoju, ale spotyka sympatyczną, ciężarną dziewczynę z dobrą duszą: w końcu będzie miał wnuka! Oferuje jej wsparcie finansowe w wysokości trzydziestu tysięcy złotych miesięcznie, licząc, iż syn jeszcze się nie zdecydował. Dziadek nie zostawi jej samej i pomoże.
Jurek lubi Świetlanę i nie chce jej kłopotów, więc utrzymuje wszystko w tajemnicy.
Zuzanna, pełna nadziei, czuje się zwycięzcą. Może kontynuować studia, ale codziennie dostaje stałą wypłatę, co jest wielkim wsparciem dla dziewczyny z ubogiej rodziny. Życie nabiera barw.
Ciąża przebiega bez poważnych nudności. Zuzanna chodzi po sklepach, kupuje różowe ubranka dla przyszłej córeczki. USG pokazuje, iż to dziewczynka.
Czasem odwiedza dziadka Jurka; on przyjmuje ją z radością, podaje świeże owoce, na które Zuzanna nie mogła sobie pozwolić.
Kiedy przychodzi pora porodu, Jurk przyjeżdża, by odebrać noworodka ze szpitala, choć sam potrzebuje opiekunki. Obiecuje, iż nie zostawi jej po swoim odejściu.
Na pewno nie zostawi! myśli żująca wiśni Zuzanna. A ten nieudacznik jeszcze się ożywi!
Jurek odchodzi, gdy dziewczynce mija pół roku choroba go pokonała.
Zuzanna przybywa na pogrzeb; opiekuje się córeczką, a sąsiadka pilnuje, by nie wstała z łóżka. Zastanawia się, po co to wszystko zrobiła. Może liczyła na zapisa w testamencie, iż będzie jej wnuk, ale nie ma testamentu, a Jurek nie dotrzymał obietnicy.
Rodzina reaguje zaskoczeniem na jej przyjście, ale nie zostaje zaproszona. Opiekunka wyjawiła prawdę, którą Jurek długo ukrywał.
Gdy Zuzanna próbuje wsiąść do autobusu na obiad pożegnalny, kierowca zamyka drzwi na jej żądanie. Autobus rusza, a ona biegnie, stukając pięścią w drzwi.
Zuzanna ma oszczędności: z trzystu tysięcy złotych, które odkładała, plus kapitał macierzyński i zasiłek dla samotnej matki, wystarczy jej na życie.
Zaczyna pracę w centrum medycznym, przyjmując telefony, bo jej wykształcenie medyczne na to pozwala. Dziecko, siedmiomiesięczna córeczka, trafia do żłobka.
Rok po pogrzebie Świetlana zachodzi w ciążę! Ponownie działają męskie komórki Lenea, a ich syn przychodzi na świat cudowne maleństwo.
Para cieszy się nieopisanym szczęściem. Czasem Świetlana przypomina sobie incydent z Zuzanną, ale odpuszcza sobie te myśli. Przysięga: Co już jest, nie ma znaczenia. Leonard okazuje się wspaniałym ojcem: troskliwym, kochającym i delikatnym, dokładnie takim, jakim powinien być każdy tata.
Reszty już nie trzeba oglądać.
