Które matki przegrywają macierzyństwo?

kobietytomy.pl 10 godzin temu

W polskich rodzinach matki rzadko przegrywają dlatego, iż robią za mało. Najczęściej przegrywają dlatego, iż robią za dużo, nie tam, gdzie trzeba. Za dużo poświęcenia, za dużo iluzji, za dużo idealizowania synów i za dużo ignorowania córek. Ten tekst jest o tym, jak wyglądają te schematy, jak działają od pokoleń i dlaczego to właśnie córki najczęściej płacą za nie najwyższą cenę.

Łatwo być matką, kiedy nie masz dziecka. Wtedy wszystko wiesz najlepiej. W teorii jesteś cierpliwa, mądra, spokojna i zawsze „dla dobra dziecka”. W praktyce macierzyństwo gwałtownie pokazuje, iż intuicja bywa zdradliwa, a to, co wydaje ci się najpiękniejszym gestem, potrafi najbardziej zaszkodzić.

Na przykład miłość. Ta wielka, poświęcająca, rozlewająca się jak ocean — ale ślepa. Wpatrywanie się w dziecko jak w obrazek, aż do granic absurdu. Albo inna sytuacja, równie zgubna: dawanie z siebie wszystkiego, klasyczne poświęcenie Matki Polki, które wygląda jak bohaterstwo, a w rzeczywistości jest drogą przez pole minowe. Albo trzecia opcja: faworyzowanie jednego z dzieci i niedostrzeganie w nim absolutnie żadnych błędów — bo „to przecież moje, wyjątkowe”.

Współczesne matki przegrywają macierzyństwo nie dlatego, iż są złe. Przegrywają, bo nikt im nie powiedział, iż nadmiar też rani. Że konsekwencje błędnych decyzji wychowawczych nie przychodzą od razu, tylko po latach. Że czujność usypia właśnie wtedy, kiedy wydaje im się, iż robią wszystko najlepiej.

I iż najtrudniejsze w macierzyństwie nie jest dziecko. Najtrudniejsze jest zobaczyć siebie bez iluzji. Nie to, co chcę widzieć, ale to, co widzą we mnie najwięksi krytycy…

Kim są krytycy?

Oczywiście: dzieci. Ale nie tylko. Zacznijmy jednak od nich.

Krytykiem może być dziecko pominięte, to „nie takie dobre”, nie tak wygodne jak ulubione. Krytykiem może być czarna owca, która swoją obecnością wydobywa cały fałsz i dwulicowość ludzi. I w końcu krytykiem może być czas — najbardziej bezlitosny ze wszystkich. Czas, który niczym chichot losu pokazuje błędy powtarzane w tej samej rodzinie od pokoleń.

W najstarszym pokoleniu była Jadzia — kobieta wyklęta, bo potrafiła powiedzieć „B”, gdy wszyscy mówili „A”. Nie bała się mieć własnego zdania. W kolejnym była Beatka — środkowe dziecko, między dwoma braćmi. Szukająca swojej drogi, z trzema małżeństwami. Gdy w końcu znalazła prawdziwą miłość, mąż zachorował i umarł. Krytykowana za „złe decyzje”, oceniana ostro i bez litości. Tymczasem jej brat, żyjący podobnie — w wielu nieformalnych związkach — nie słyszał tych samych zarzutów. Bo przecież jest mężczyzną. Jemu wolno.

I trzecie pokolenie — jak na ironię — w takiej samej konfiguracji. Znowu dwóch braci i jedna dziewczyna. I zgadnijmy, kto zostaje czarną owcą? Oczywiście kobieta. Ta, która mówi to, czego rodzina nie chce słyszeć. Ta, która zwraca uwagę na hipokryzję. Ta, która nie odrzuca ludzi tylko dlatego, iż „tak wypada”.

Bo czarna owca nie jest problemem rodziny. Czarna owca jest lustrem, w którym rodzina nie chce się przejrzeć.

A jaki wkład ma w tym wszystkim matka?

A jaki wkład ma w tym wszystkim matka?

W pierwszym pokoleniu, u Jadzi, matka była cicha. Nie odzywała się, nie stawała po stronie córki. Skoro Jadzia mówiła głośno, a ludziom to przeszkadzało, matka wolała być cichym sojusznikiem „ludzi”, nie własnego dziecka. Milczenie było jej wyborem i jednocześnie jej błędem.

W kolejnym pokoleniu matka wyciągnęła wnioski. Wspierała Beatkę. To zmuszało jej synów, żeby skonfrontować się z bolesnymi prawdami, które Beatka widziała i nazywała. Ale efekt był przewidywalny: kobiety „się nie znają”, kobiety „przesadzają”, kobiety „powinny siedzieć cicho”. Im bardziej Beatka nie chciała się dostosować, tym bardziej mężczyźni się odcinali. Bo łatwiej odciąć się od prawdy niż ją przyjąć. To matka w oczach synów stała się tą złą i oczywiście Beatka, którą rzekomo matka faworyzowała, a ona po prostu stawała w jej obronie…bo widziała rzeczywistość i nie bała się wyciągać wniosków.

A co wydarzyło się w trzecim pokoleniu? Tu matka była inna, bo to żona jednego z synów matki z pokolenia wyżej — i to, iż była inna, wcale nie znaczy, iż lepsza. Sama nierozumiana i niewspierana przez własną matkę, popełniła błąd innej kategorii. Zapatrzyła się w synów. Odrzuciła bolesną prawdę, którą niosła córka. Bo tak wygodniej, bo kiedy słyszysz coś niewygodnego, łatwiej uznać, iż ta osoba „ma problem”, niż zmierzyć się z tym, co mówi. Ona krytykowała teściową, iż stoi w obronie własnej córki, bo sama nie zrobiła tego nigdy dla swojej córki. Krytykowała za coś, co robiła siostra męża, ale…nie widziała, iż te same błędy popełniają jej synowie, jednak im wolno. Im uchodzi płazem…

Tak właśnie działa rodzinny mechanizm: jedna matka milczy, druga wspiera, trzecia idealizuje — a każda z nich, w inny sposób, nie widzi córki.

Jak matki nieświadomie ustawiają rodzinny scenariusz?

Bo w każdej z tych historii: Jadzi, Beatki, tej trzeciej dziewczyny: jest wspólny mianownik. Matka. Nie jako potwór, nie jako winna wszystkiego, ale jako pierwsza kobieta, która ustawia kierunek.

To matka pokazuje, co wolno, a czego nie wypada. To ona decyduje, czy córka ma prawo mówić, czy ma siedzieć cicho. Matka wybiera też, czy patrzy na dziecko naprawdę, czy tylko przez filtr własnych lęków, wygód i niespełnień.

I właśnie tu zaczyna się przegrywanie macierzyństwa. Nie w wielkich dramatach i nie w spektakularnych błędach. Tylko w tych drobnych, codziennych decyzjach, które wydają się niewinne: kogo słucham, kogo wspieram, kogo usprawiedliwiam, a kogo uciszam.

Bo matki najczęściej przegrywają nie wtedy, gdy robią za mało. Tylko wtedy, gdy robią za dużo — nie tam, gdzie trzeba. Za dużo milczenia, za dużo poświęcenia i zdecydowanie za dużo idealizowania synów oraz za dużo ignorowania córek.

I dopiero po latach okazuje się, iż to „za dużo” było największym brakiem.

Które matki przegrywają macierzyństwo?

I właśnie tu zaczyna się prawdziwa odpowiedź na pytanie: które matki przegrywają macierzyństwo? Nie te, które krzyczą ani nie te, które czasem nie mają siły. Problemem nie są też te, które popełniają błędy, bo błędy są normalne.

Przegrywają te, które nie widzą siebie w tym, co robią. Te, które powtarzają rodzinny scenariusz, choćby jeżeli przysięgały, iż nigdy tego nie zrobią. To matki, które kochają tak mocno, iż aż oślepiają się własną miłością. Te, które wybierają wygodę zamiast prawdy oraz te, które wolą idealizować synów niż usłyszeć córkę.

I dlatego pierwszy typ matki, która przegrywa macierzyństwo, to ta, która nie patrzy na dziecko — patrzy na swoją wersję dziecka. Na to, co chce widzieć i na to, co dla niej wygodne. Na to, co nie burzy rodzinnego mitu. Możesz jej, jako córka mówić o swoich spostrzeżeniach, nie po to, aby komuś zaszkodzić, ale po to, aby zwrócić uwagę na to, co się dzieje. Jej słów najczęściej się nie słyszy, a gdy się ich wysłucha, to z automatu, bez refleksji się je odrzuca.

W takim układzie matka nie wychowuje dziecka, tylko podtrzymuje iluzję.

Matka, która myli poświęcenie z miłością

Drugi typ matki przegrywa macierzyństwo w zupełnie inny sposób. To matka, która nie patrzy na dziecko jak na ideał, ona patrzy na siebie jak na męczennicę. To ta, która całe życie „oddaje”, „poświęca”, „robi wszystko”, ale robi to tak głośno, iż nie słyszy już nikogo poza sobą.

To matka, która wierzy, iż im więcej z siebie odda, tym lepszą będzie matką. Że zmęczenie to dowód miłości. I iż rezygnacja z siebie to obowiązek. W jej opinii jej wartość mierzy się ilością rzeczy, które zrobiła kosztem własnego życia.

Problem w tym, iż takie poświęcenie nie buduje więzi. Buduje dług, który dziecko ma spłacać przez całe życie. Jednocześnie tworzy poczucie winy, które wisi nad rodziną jak mgła. W tle jest przekonanie, iż matka cierpi, bo „tak trzeba”, a dziecko ma być wdzięczne, choćby jeżeli o nic nie prosiło.

Dziecko takiej matki nie czuje się kochane. Czuje się zobowiązane, odpowiedzialne za jej emocje, jej zmęczenie, jej niespełnienie. A kiedy dorasta i próbuje żyć po swojemu, matka odbiera to jako zdradę.

To nie jest miłość, ale powszechnie występująca emocjonalna pułapka, w której matka traci siebie, a dziecko traci wolność.

I właśnie dlatego matka‑męczennica przegrywa macierzyństwo najciszej, ale najboleśniej.

Matka, która wybiera wygodę zamiast prawdy

Trzeci typ matki przegrywa macierzyństwo najciszej. To matka, która nie musi idealizować dziecka ani poświęcać się do granic absurdu. Ona przegrywa inaczej — wybierając wygodę.

To matka, która widzi, iż coś jest nie tak, ale udaje, iż nie widzi, która słyszy, ale nie słucha oraz ta, która wie, ale nie przyjmuje do wiadomości.

To matka, która woli wierzyć, iż „wszystko jest dobrze”, niż zmierzyć się z prawdą, która mogłaby zachwiać jej obrazem rodziny. Wygodniej jej uznać, iż córka przesadza, dramatyzuje, „ma problem”, niż przyznać, iż to, co mówi, jest bolesne, ale prawdziwe.

To matka, która stawia święty spokój ponad uczciwość, która woli nie widzieć przemocy pasywnej, manipulacji, faworyzowania, niesprawiedliwości. Dlaczego tak postępuje? Bo gdyby zobaczyła, musiałaby coś z tym zrobić. A to wymaga odwagi, której ona niestety nie ma.

W efekcie córka staje się problemem, a synowie: wygodnym alibi. I tak powstaje rodzina, w której prawda jest wrogiem, a lojalność mylona jest z milczeniem.

Konsekwencje, czyli rachunek, który przychodzi po latach

Konsekwencje tych trzech typów matek nie pojawiają się od razu. One dojrzewają powoli, jak owoce na drzewie, które nikt nie doglądał. Po latach zaskakują i wzbudzają oburzenie, jak to możliwe, przecież ja tak się starałam…ano możliwe i bardzo częste, ale…przemilczane, bo to niewygodne, o czym zaraz napiszę.

1. Dzieci uczą się nie ufać sobie

To najszybsza konsekwencja, skoro matka nie widziała ich prawdziwych emocji, one też przestają je widzieć. Zamiast uczuć w rodzinie są role. Zamiast granic jest totalny chaos. Zamiast pewności jest wieczne zastanawianie się „czy ja mam prawo tak czuć?”. Niby rodzina funkcjonuje, ale nikt sobie prawdziwie nie ufa, każdy gra jakąś rolę…i czuje się bardziej lub mniej jak w pułapce.

2. Córki dorastają z poczuciem, iż są „za dużo”

Za głośne, za wrażliwe, za mądre, za świadome. Bo matka nie chciała ich słyszeć, więc one uczą się milczeć. A potem płacą za to w dorosłych relacjach, o ile w między czasie nie odrobią bolesnej i trudnej lekcji.

3. Synowie dorastają w przekonaniu, iż wszystko im wolno

Bo matka ich chroniła, za każdym razem usprawiedliwiała, idealizowała. W dorosłości nie potrafią brać odpowiedzialności, nie musieli — matka robiła to za nich. I to ona stworzyła z nich jednostki o nadmuchanym do granic absurdu ego.

4. Rodzina powtarza te same błędy w kolejnych pokoleniach

Bo nikt nie zatrzymał się, żeby powiedzieć: „to nie jest normalne” i nikt nie przerwał schematu. Czasami robią to córki ze wspomnianych historii, płacąc wysoką cenę wykluczenia…Łatwiej bowiem nie mieć odwagi zobaczyć prawdy.

5. A prawda i tak wraca

W zachowaniu dzieci, w ich wyborach, zranieniach, w kolejnych pokoleniach. W ich dorosłym życiu, które nagle zaczyna przypominać życie ich matek i babek.

Bo prawda zawsze wraca. choćby jeżeli matka jej nie chciała.

Ojciec, który wchodzi w schemat matki, bo system mu na to pozwala

A jaka jest rola ojca w tym schemacie?

Niestety w polskich rodzinach ojciec bardzo często nie tylko milczy, ale też wspiera schemat matki, choćby jeżeli nie robi tego świadomie. Dlaczego? Bo patriarchat działa jak niewidzialny autopilot.

W takim układzie synowie są „ważniejsi”, „delikatniejsi”, „bardziej perspektywiczni”, o ich uwagę warto zabiegać a o nich samych lepiej dbać… Córki, bardziej wymagające, bardziej problematyczne, bardziej „emocjonalne”.

Ojciec, który dorastał w przekonaniu, iż mężczyzna ma być oceniany łagodniej, właśnie to robi – synom wybacza więcej. Uznaje, iż męskie błędy są „normalne”, „chłopięce”, „zrozumiałe” i iż potrzeby synów są priorytetem.

Więc kiedy matka idealizuje synów, ojciec nie protestuje, bo to dla niego naturalne. Zwłaszcza gdy to ojciec, który miał matkę, która stawała w obronie córki i on czuł się niesprawiedliwie potraktowany. Bo ta matka w przeciwieństwie do innych z tego pokolenia wspierała także córkę, nie tylko synów. Taki ojciec w naturalny sposób staje po stronie własnych synów…

Kiedy zatem matka ignoruje córkę, ojciec również nie reaguje, bo córka, która mówi prawdę, jest dla niego równie niewygodna jak dla matki. Jej słowa burzą porządek, który jemu służy. Świadomość, którą reprezentuje jest dla niego zagrożeniem, który odbiera mu komfort.

Ojciec wchodzi więc w schemat matki, bo system nauczył go, iż tak ma być. Mężczyzna ma być chroniony, a kobieta ma się dostosować.

I dopóki nikt tego nie nazwie, schemat trwa, pokolenie po pokoleniu.

Córka zostaje sama, bo nikt nie chce stanąć w prawdzie

W takim układzie córka zostaje sama. Powód jest prosty dzieje się tak dlatego, iż wszyscy inni mają interes w tym, żeby nic się nie zmieniło.

Matka postępuje w ten sposób, bo wygodniej jej wierzyć, iż wszystko jest dobrze. Ojciec, bo patriarchat nauczył go, iż mężczyzna nie musi się mieszać w „kobiece sprawy”. Bracia, bo system od dziecka mówi im, iż są ważniejsi, więc nie widzą powodu, żeby słuchać siostry. Rodzina, bo prawda burzy ich święty spokój.

A córka? Córka widzi wszystko….i właśnie dlatego zostaje sama.

Sama z pytaniami, których nikt nie chce usłyszeć, z emocjami, które są „za dużo” i które się odrzuca, bo choćby nie można ich asertywnie, bez ataków wyrazić. Zostaje z własną intuicją, która jest trafna, ale niewygodna. Opuszcza się ją z odpowiedzialnością, której nigdy nie powinna była dźwigać.

Kiedy mówisz prawdę w rodzinie, która żyje iluzją, nie dostajesz wsparcia. Dostajesz etykietę. „Przesadzasz.” „Wymyślasz.” „Robisz problemy.” „Jesteś nielojalna.”

A tak naprawdę jesteś jedyną osobą, która ma odwagę zobaczyć to, czego inni nie chcą widzieć.

I ta odwaga kosztuje. Najpierw samotność, potem dystans, a na końcu — wolność i lepsze życie dla pokolenia, które rodzisz…

Co z tym zrobić, kiedy jesteś tą córką, która widzi więcej niż inni?

W tej historii jest oczywiście jeszcze jedna postać, o której rzadko się mówi. Córka, która widzi, ta, która nie daje się nabrać na rodzinne mity, nie kupuje wygodnych wersji wydarzeń. Kobieta, która nie potrafi udawać, iż „wszystko jest dobrze”, kiedy nie jest.

To ona najczęściej płaci najwyższą cenę, bo kiedy matka wybiera iluzję, poświęcenie albo wygodę, to właśnie córka staje się tą, która niesie prawdę. A prawda w rodzinie, która żyje pozorami, jest jak granat wrzucony do salonu. Nikt jej nie chce, nikt jej nie słucha, a tym bardziej nikt za nią nie dziękuję.

Córka, która widzi, zostaje nazwana problemem, jest zbyt wrażliwa, zbyt inna i zbyt świadoma. Nie potrafi się dostosować do gry toczonej od pokoleń, za bardzo odstaje…

Największy paradoks jest taki, iż to nie ona jest problemem. Problemem jest to, iż jako jedyna nie zgadza się na kłamstwo, które inni pielęgnują od pokoleń.

I to właśnie ona, paradoksalnie, ma największą szansę przerwać schemat.

Córka, która widzi. I rodzina, która woli nie patrzeć

Dlaczego to właśnie córki widzą więcej niż synowie?

Nie bez powodu to właśnie córki od pokoleń są tymi, które widzą więcej. Dzieje się tak z wielu powodów. Od najmłodszych lat są one uczone, aby obserwować, czytać emocje, dostosować się, być grzeczne, mądre i wyrozumiałe.

Synowie z kolei dostaję prosty przekaz, iż świat ma się dostosować do nich. Z kolei córki słyszą, iż świat jest trudny i to one mają dostosować się do świata.

Dlatego córka szybciej zauważy niesprawiedliwość, szybciej poczuje fałsz i błyskawicznie zrozumie, iż coś w tej rodzinie nie działa.

Synowie często nie muszą widzieć. Rodzina ich przed tym chroni, w tym paradoksalnie najbardziej w starym schemacie utwierdza ich matka. A córka? Córka widzi wszystko, choćby to, czego wolałaby nie widzieć.

Jak córka może przerwać schemat?

Przerwanie schematu nie polega na tym, żeby naprawić rodzinę, bo bolesna prawda jest taka, iż taka rodzina nie chce być naprawiana, ona chce, żeby było „jak zawsze”.

Przerwanie schematu polega na tym, żeby przestać grać w tę grę.

1. Nazwać to, co się dzieje

Nie dla matki, nie dla braci, tylko dla siebie. Bo dopóki nie nazwiesz, będziesz powtarzać. I tu nie chodzi o rodzinę, z której wyszłaś, ale o tą, którą tworzysz sama…

2. Przestać brać odpowiedzialność za emocje matki

To nie jest Twoje zadanie i nigdy nie było. Masz prawo mówić prawdę i nie zgadzać się z tą, która Cię urodziła

3. Zobaczyć, iż jej wybory nie są Twoją winą

Iluzje matki, jej poświęcenie, jej wygoda — to jej historia, nie Twoja. Przekonywanie jej do tego, by zobaczyła rzeczywistość rzadko jest skuteczne, ona nie chce jej widzieć…

4. Ustawić granice, choćby jeżeli rodzina uzna to za bunt

Granice nie są buntem, one są zdrowe i masz prawo je stawiać.

5. Wybrać siebie, choćby jeżeli nikt tego nie zrozumie

Bo ktoś w końcu musi przerwać to, co trwało pokolenia.

Co się dzieje, kiedy córka przerywa schemat

Córka nie zyska nagrody, nikt jej nie przyzna racji, wielu uzna ją za tą, która odstaje, nie pasuje, za klasyczną czarną owcę. Tu nie chodzi wcale o nagrodę, ale o wolność….

1. Rodzina reaguje oporem

Rodzina w takiej sytuacji zawsze próbuje ustawić córkę. Robią tak, bo wiedzą, iż tracą kogoś, kto dotąd podtrzymywał ich wygodną narrację.

2. Matka czuje się zdradzona

To też klasyczny efekt, bo matka nie rozumie, iż córka nie odrzuca jej, tylko jej iluzje i zakłamaną rzeczywistość, w której jest zmuszona trwać.

3. Bracia czują się zagrożeni

Oni zaczynają grać, coraz bardziej nieświadomie imponować matce. Nie pozwalają sobie na błędy, które dotąd popełniali, stylizują się na kogoś “lepszego, dlaczego? Bo czują się zagrożeni, nagle ktoś widzi ich bez ochronnego filtra matki.

4. Córka czuje ulgę i ból jednocześnie

To też bardzo klasyczny efekt, prawda zawsze boli, ale kłamstwo boli bardziej. Gdy córka zaczyna nazywać to, co się dzieje, to ona też płaci za to emocjonalną cenę.

5. A potem przychodzi spokój

Nie od razu, ale w końcu przychodzi. Bo kiedy przestajesz żyć cudzym scenariuszem, zaczynasz żyć swoim. Widzisz też efekty, we własnej rodzinie. Po przerwaniu negatywnych schematów, Twoje dzieci są po prostu inne…Ty czujesz ból, niekiedy możesz mieć poczucie niesprawiedliwości, dlaczego ktoś kiedyś nie zrobił tego samego dla Ciebie, nie stanął w Twojej obronie, nie wysłuchał, tak prawdziwie, nie pomógł…jednak jednocześnie widzisz, iż gdy zrobiłaś to Ty, to dałaś swoim dzieciom coś nieocenionego.

Jak kończy się ta historia? Córka, która ma odwagę zerwać ze schematem rodzinnym płaci wysoką cenę. Okrzyknięta zostaje wyrodną…tą, która zostawia rodzinę. Mało kto pyta, dlaczego to robi, dlaczego tak mocno się dystansuje. Z drugiej strony znamienne jest to, iż ta sama osoba, która oceniana jest jako beznadziejna córka i siostra, jest jednocześnie fantastyczną matką…jak to możliwe?

Bo czasem trzeba zostać „złą córką”, żeby w końcu móc być dobrą matką.

Jeśli ten tekst z Tobą rezonuje, podziel się nim z kimś, kto też tego potrzebuje. A jeżeli chcesz więcej takich treści — zostań ze mną na dłużej i zapisz się do newslettera!
Idź do oryginalnego materiału