Od dzieciństwa rysował to, co widział – pejzaże, zabytki, ludzi i miejsca, których często dziś już nie ma. Jan Gluza z Dzięgielowa, artysta o niezwykłej pracowitości i skromności, łączy w sobie talent malarza, konstruktora i dokumentalisty Śląska Cieszyńskiego. Łączy, bo to człowiek wielu talentów, jak wiele słynnych postaci ze Śląska Cieszyńskiego.
Jesienią ubiegłego roku artysta malarz z Dzięgielowa, znany i uznany już, Jan Gluza, otrzymał wyróżnienie w konkursie „Piękna Wieś Województwa Śląskiego” w kategorii „najlepszy lokalny twórca”. Miałem przyjemność odwiedzić niedawno pana Jana. O ile w takich sytuacjach zwrot „mieć przyjemność” bywa stosowany przesadnie kurtuazyjnie i niejako automatycznie, to w przypadku malarza z Dzięgielowa nie jest to najmniejsza przesada. Miałem do czynienia z osobą miłą, ciekawą, kulturalną i było to bardzo inspirujące spotkanie.
– W ostatnim czasie miałem bardzo dużo pracy w związku z licznymi publikacjami wydawanymi z okazji okrągłych jubileuszy powstania kilku wsi w gminie Goleszów – 800-lecia Puńcowa, Goleszowa i Bażanowic. Ukazywały się albumy z reprodukcjami moich obrazów, ale mogę się też pochwalić, iż Poczta Polska na tę okazję wydała serię okolicznościowych znaczków – mówi Jan Gluza.
Na stole przed nami leżą znaczki, albumy i inne publikacje okolicznościowe. Ściany zaś, od parteru przez wszystkie kolejne piętra domu, są pełne obrazów i grafik, wszystkich z tym samym podpisem. Jan Gluza jest bowiem twórcą amatorskim w takim znaczeniu, iż zawodowo robił w życiu coś innego, a malowanie obrazów i tworzenie grafik – choć to duże uproszczenie – było i jest jego pasją. On sam nie znajduje na to jednej definicji. A definiować jest co, gdyż ilość prac, jakie zostały zachowane, należałoby liczyć co najmniej w setkach i to bliżej tysiąca lub więcej.
Utrwalacz zanikającego
Pan Jan mówi, iż zawsze malował lub rysował to, co widzi czy miejsca, w których jest, więc tematyka jego prac jest różnorodna. Śląsk Cieszyński zdecydowanie wśród nich dominuje. Jak twierdzi sam artysta, szczególnie zadowolony jest z utrwalenia obiektów, których dziś próżno szukać w krajobrazie.
– Narysowałem na przykład kuźnię i spichlerz zbożowy w Puńcowie, których już nie ma. Narysowałem też słynną stodołę w Puńcowie, która zniknęła, a była przykryta słomą, postawiona bez użycia gwoździa i do tego ośmiokątna. Namalowałem też dawną kaplicę na cmentarzu ewangelickim w Puńcowie. Dowiedziałem się, iż mają ją zburzyć, więc ruszyłem ją uwiecznić. Musiało to być w latach 90. ubiegłego wieku. Uwieczniłem też sporo elementów dzięgielowskiego zamku, których w tej chwili już nie ma. W latach szkoły zawodowej malowałem dom kata, który kiedyś znajdował się w Cieszynie, w okolicy ul. Menniczej – opowiada twórca.
Z talentem od najmłodszych lat
Jak wspomina Jan Gluza, jego zdolności manualne – nie tylko jako plastyka, ale i majsterkowicza – uwidoczniły się już w młodych latach i odgrywały istotną rolę – na ścieżce hobbystycznej i zawodowej – niemal przez całe życie.
– Od dziecka, od szkoły podstawowej, miałem taką smykałkę. Lubiłem po prostu malować, a w Goleszowie uczył mnie nauczyciel o nazwisku Świder, który uczył nas rzeźbienia i malowania. Nauczył nas jak malować akwarelami, ale na przykład też jak oprawiać książki papierem marmurkowym – wspomina malarz.
Z tamtych czasów (wczesnych lat 50.) zapamiętał szczególnie pewne spotkanie młodzieńców z Cieszyna i Goleszowa.
– Gdy byłem w siódmej klasie, mieszkał w Goleszowie w budynku obok Janek Herma, potem znany rzeźbiarz. Myśmy mieszkali w budynku, w którym prowadził grupę, która chciała budować modele szybowców. Nauczyliśmy się, jak wycinać żeberka na skrzydłach, takie, przez które szły listewki. Oblepiało się to potem papierem – wspomina pan Jan.
Goleszowska młodzież robiła takie samoloty, kontrolując na Chełmie ich lotność, aż w końcu wzięła udział w konkursie w Ustroniu, w którym uczestniczyli chłopcy z całego powiatu cieszyńskiego.
– To było w Ustroniu, poniżej kuźni. Liczył się czas – jak długo samolocik utrzyma się w powietrzu. Była tam taka silna grupa z Cieszyna. Myśleli czego to nie zrobią, jak to nie wygrają. Mieli taki samolot o nazwie Jungfolk – długi, z szerokimi skrzydłami, który startował przy użyciu wyciągarki. Chwalili się, a ten samolot jak tylko wzleciał do góry, to zaraz przepikował, rąbnął o ziemię i cały się roztrzaskał. Teraz jednak głównie pamiętam, iż potem nas zaprowadzili do restauracji w dzisiejszej „Prażakówce” i wszyscy zostali poczęstowani obiadem – kontynuuje Gluza.
Później często sam puszczał swoje samoloty, bywając u swojego dziadka Glajcara w Dzięgielowie. Będąc z kolei w szkole zawodowej – w Cieszynie przy ul. Frysztackiej – wykonał miniaturę lokomotywy fabrycznej. Była wierną kopią oryginału i jeździła. Nauczyciel przedmiotów zawodowych, pan Śliż, polecił ją przynieść, zademonstrować, a potem już nie oddał. Lokomotywa została w szkole jako pokazowy model dla młodzieży.
– Po lekcjach chodziłem regularnie na Przykop, malować widoki, cieszyńską Wenecję, a także na ul. Hażlaską malować schody. Ogólnie w życiu namalowałem dużo obrazów z Cieszyna. Lubiłem też uwieczniać rotundę romańską na Wzgórzu Zamkowym – wspomina mój rozmówca.
Szczególne spotkanie
Wróćmy jeszcze na moment do szkoły podstawowej, w której to Jan Gluza nie tylko sporządzał miniatury samolotów, ale też – pośród wielu innych aktywności – śpiewał w goleszowskim chórze szkolnym. Prowadził go słynny Karol Bruk, a to formacja, jak twierdzi teraz pan Jan, była wówczas najlepsza w Polsce. Uczestnictwo w występach chóru stało się dla naszego rozmówcy powodem do szczególnego spotkania, w szczególnym miejscu.
– Z chórem mieliśmy występy w Katowicach, w Chorzowie, ale jeden polegał na tym, iż pojechaliśmy do Warszawy na dożynki krajowe na Stadionie Dziesięciolecia. My jako chór śpiewaliśmy na tych dożynkach, a Franek Kępka, pilot szybownik z Goleszowa, który miał wtedy 11 lat, lądował na tym stadionie. Przy okazji opowiem, iż kilka lat temu byliśmy w Warszawie, w sali sejmowej i przewodnik opowiadał o tym stadionie. Ja go zapytałem, czy pamięta albo wie o tym, jak Franek Kępka z Goleszowa lądował w tym miejscu. Nie wiedział i bardzo prosił, żeby mu opowiedzieć, jak to wyglądało. Nagrywał jak wspominałem, iż nadleciał szybowiec, zaczął lądować, spadochron się z tyłu otworzył i hamował go. Pięknie wylądował, a potem wyszedł z szybowca Franek Kępka i poszedł do ówczesnego premiera rządu Józefa Cyrankiewicza z kwiatami. Jeszcze niedawno miałem na strychu gazetę „Płomyczek”, w której na zdjęciu uchwycono ten moment – opowiada Gluza.
Chodzi oczywiście o słynne lądowanie Franciszka Kępki, później światowej sławy pilota szybowcowego rodem z Goleszowa, przed Cyrankiewiczem w 1952 roku, po którym młody pilot otrzymał od premiera zgodę na latanie.
Zdolności rysownicze Jana Gluzy odegrały też szczególną rolę w jego służbie wojskowej. Trafił on do Gdyni Grabówka, do artylerii przeciwlotniczej.
– Oficer wybierał sobie ekipę pod kątem tego, co kto potrafi robić. Najpierw wyjawiłem, iż umiem śpiewać. Kazał zaśpiewać „Monte Cassino”. Nie wystarczyło. Dodałem więc jeszcze, iż rysuję. Po wątpliwościach trafiłem do jego drużyny. Miałem dzięki temu dobrą robotę, bo jak wszyscy zasuwali i sprzątali, ja spokojnie sporządzałem na przykład napisy na szafki – wspomina z uśmiechem
Później nie było inaczej. Jan Gluza trafił do kancelarii, gdzie sporządzał – często tajne – rysunki. Gdy koledzy z kompanii przeczołgiwani byli w błotach okopów podczas poligonu, on tworzył rysunki sztabowe, często „pod kluczem”, w ścisłej tajemnicy. Po zakończeniu służby wojskowej miał w związku z tym dwuletni zakaz wyjazdów za granicę.
Z wojska na ziemię cieszyńską Jan Gluza wróci już jako osoba świadoma tego, co i jak można malować. – Wstąpiłem do grupy plastyków przy Macierzy Ziemi Cieszyńskiej. Mam numer legitymacji 744 – opowiada. Rozpoczęły się plenery i regularne wystawy w Domu Narodowym w Cieszynie. Zawodowo Jan Gluza pracował natomiast w nadolziańskiej fabryce Cefana, w związku z czym często brał też udział w wystawach i konkursach Związku Zawodowego Metalowców, w których regularnie był nagradzany.
– Były jednak i porażki. Pewien doktor, który pisał prace naukowe na temat historii sztuki, powiadomił mnie, iż pisze książkę pt. „Artyści dnia siódmego”, czyli o artystach niedzielnych, amatorskich, i żeby w związku z tym w „Prażakówce” pokazać mu swoje prace. Prezentował je tam też między innymi Boguś Heczko. No i co? Pan doktor oglądał, podszedł do moich prac – a pokazywałem tam portrety górali – i mówi: „To pan malował? To dzieła wysokiej klasy. Zapraszam na wystawę do Chorzowa, tam je ocenimy”. Pojechaliśmy na tę wystawę, wisiały inne moje prace, ale górale ostatecznie nie – przyznaje artysta z Dzięgielowa.
Jan Gluza przepracował w Cefanie ponad 40 lat, a potem w ustrońskiej firmie Kubala. Po pracy, gdziekolwiek nie był, tam malował. Zakopane, Pieniny, Węgry, Czechy, Słowacja, ZSRR.
W domu Jana Gluzy znajduje się mnóstwo jego prac, choć w tej chwili twierdzi, iż najlepsze zabrał jego kuzyn z Kanady, słynny Józef Krop, autor książek o medycynie niekonwencjonalnej.
Zadałem artyście pytanie o gatunki sztuki, jakie uprawia lub uprawiał.
– Oj, dużo tego było i jest: obrazy olejne, linoryty, akwarele, prace ołówkiem. Gdy pewien profesor z Gliwic zobaczył moje prace ołówkiem, powiedział, iż gdybym chciał studiować na ich uczelni, po pokazaniu tych prac dostałbym się bez egzaminów. Najbardziej zawsze lubiłem malować pejzaże i zabytkową architekturę drewnianą – przyznaje Jan Gluza.
Artystyczne zdolności odziedziczył po ojcu, który był blacharzem, a w czasie wojny rusznikarzem w Anglii.
– Umiał zrobić i robił dużo rzeczy. W Anglii, w ramach egzaminu mistrzowskiego, sporządził pięknego orła z polskiego godła, z blachy. W Goleszowie grał w orkiestrze w cementowni na flecie bocznym.
Artystyczne CV Jana Gluzy jest bardzo bogate. Jest w nim pewien szczególny punkt, związany ze Śląskiem Cieszyńskim i jego historią. Jan Gluza jest bowiem autorem modelu żeliwnej tablicy pamiątkowej z grobu Tadeusza Regera, która zamontowana została jako wtórna, po tym jak pierwotna została skradziona.
Poza tym? Reszta zdecydowanie nie jest milczeniem. Jan Gluza został uhonorowany odznaką „Za Zasługi dla Województwa Bielskiego” (1988 rok), złotą odznaką „Za zasługi dla rozwoju przemysłu maszynowego” (1989), Medalem im. Czesława Kuryatty (2008), Złotą Odznaką Honorową za Zasługi dla Województwa Śląskiego oraz Nagrodą im. ks. L. Szersznika w kategorii twórczość artystyczna (2023). Swoje prace wystawiał m.in. w galeriach cieszyńskich, w warszawskiej Zachęcie, we Frydku-Mistku i Riazaniu. Jego prace uświetniają wiele imprez oraz wydarzeń na terenie gminy Goleszów.
Fot. Michał Cichy



![Studniówka Zespołu Szkół Ekonomicznych w Katowicach. Tak bawili się uczniowie! [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-01/Bartosz_Po%C5%82ap_Studniowka-06.jpg)


![BOCHNIA. Studniówka II LO w Bochni [ZDJĘCIA]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/01/Image86-1.jpg)
