Lekcja dla żony
Mam już dosyć! Wiktor odsunął łyżkę z głośnym stukiem, patrząc z niechęcią na żonę. Czy można to nazwać obiadem? Rozgotowany makaron rozlewający się jak kleik i kilka kotletów prawie surowych. Co robiłaś cały dzień? Znowu wpatrzona w ten telefon?
Jak możesz tak mówić? zapłakała teatralnie Bogna, chowając po cichu telefon pod poduszkę. Cały dzień pilnowałam Mirka! Jest taki niegrzeczny! Cały w ciebie, dodała z zemstą, obserwując rosnące zdenerwowanie męża. choćby nie wiesz, jak mi ciężko. Po urodzeniu dziecka wszystko mi się wali
Mirosław ma dwa i pół roku, powiedział równym tonem Wiktor, tłumiąc złość. Już dawno czas oddać go do przedszkola, a ty powinnaś wrócić do pracy. Od razu będzie ci lżej!
Dlaczego mam oddawać syna do tego siedliska zarazków? oburzyła się Bogna. Chcesz, żebyśmy zamieszkali w szpitalu?
Dziecko trzeba rozwijać, nie wiedziałaś? rzucił Wiktor.
Rozwijamy! Mirek jest rozwinięty świetnie na swój wiek, neurolog to potwierdziła! upierała się Bogna. Ten temat pojawiał się co chwila, a ona panicznie bała się, iż mąż naprawdę pośle syna do przedszkola. Do pracy wracać nie miała najmniejszej ochoty! Przywykła, iż połowę dnia spędza na czytaniu forów dla matek i na niekończących się rozmowach na Messengerze. I nie zamierzała z tego rezygnować.
A komu za to podziękować? Wiktor nie wytrzymał, uderzył pięścią w stół, talerz podskoczył. Mojej mamie! To ona się bawi z Mirkiem! Ty w tym czasie śpisz albo bawisz się w telefonie. Może byś chociaż posprzątała w domu czy zrobiła normalny obiad? Dlaczego wracam z pracy i widzę na talerzu coś takiego? Wiktor wskazał na dzieło sztuki kulinarnej.
Nie jestem twoją kucharką! Ani sprzątaczką! Jestem twoją żoną! A ty masz obowiązek zapewnić mi wygodne życie.
Bogna naprawdę w to wierzyła. Po setkach talk-show i godzinach na babskich portalach, jej wizja małżeństwa się zmieniła. Kiedyś sądziła naiwnie, iż musi się troszczyć o męża, doskonale prowadzić dom i wychowywać dziecko. Teraz wiedziała, iż to rola służby, a ona ceni siebie wyżej niż panią do sprzątania.
No tak to ma wyglądać? wysyczał Wiktor. Ja będę harować, a ty wylegiwać się na kanapie?
Ja będę się rozwijać stwierdziła dumnie Bogna. Zobaczysz, koledzy będą ci mnie zazdrościć taka żona! Wykształcona, zna się na wszystkim.
Tak? A jaką ostatnio książkę przeczytałaś? Albo czego się nauczyłaś? Wiktor podszedł bliżej i nachylił się nad żoną. Milczysz? Prawda jest taka, iż nie masz nic do powiedzenia. Facebook i durne talk-show, gdzie ludzie się wyzywają, niczego cię nie nauczą. Odpowiedz szczerze zamierzasz zajmować się domem i dzieckiem jak przystało na żonę, czy nie?
Nie! Już powiedziałam, nie jestem służącą!
Bogna rzuciła w niego lawiną pretensji: iż za mało zarabia, iż despota i iż nie ma go w domu Wiktor słuchał spokojnie i krótko podsumował:
Rozwód.
Co? zdziwiła się Bogna, nabierając powietrza do kolejnej tyrady.
Rozwód, powtórzył lodowato Wiktor. Znajdę normalną kobietę, która będzie dobrą żoną i matką dla Mirka. Ty i tak spędzasz z nim dwie godziny dziennie, reszta należy do babć. Nie zasługujesz na to, by nazywać się matką ani żoną.
Najpierw Bogna się zmartwiła, potem wzruszyła ramionami. A niech się burzy przecież mnie nie zostawi, nie oddadzą mu syna! przecież to ona jest matką!
Ale Wiktor się zmienił. Zaczął przechodzić obok niej jakby była przezroczysta, choćby nie odpowiadał na dzień dobry. Mirek z babcią pojechali nad Bałtyk, Bogna choćby sama na to się zgodziła nikt nie przeszkadzał jej w surfowaniu po sieci. Jednak po paru dniach zaczęła tęsknić za synkiem i coraz częściej wydzwaniała do teściowej.
Po dwóch tygodniach przyszło wezwanie do sądu. Wiktor dotrzymał słowa i złożył papiery. A w sądzie czekała ją niespodzianka jej własna matka, Stanisława, poparła zięcia.
Uważam, iż Mirek powinien zostać z ojcem powiedziała spokojnie, mierząc córkę chłodnym spojrzeniem. Bogna ani się nim nie zajmowała, ani domu nie prowadziła. Wszystko było na mnie i Jadwidze, mamie Wiktora. Chociaż Wiktor pracuje, to synowi poświęca czas, spędza z nim każdą wolną chwilę.
Sędzina kiwała głową z lekkim uśmiechem, patrząc na podenerwowaną Bognę. Faktycznie, Bogna nie miała nic ani pracy, ani mieszkania, ani prawdziwego kontaktu z dzieckiem. Ojciec miał wszystkie atuty.
Proszę o czas na pogodzenie! Nie rozwodźcie nas! Dajcie mi szansę! płakała Bogna. Wiktor, przysięgam, zmienię się. Wyrzucę z głowy te bzdury o służbie i będę wzorową żoną! Proszę, uwierz mi!
Dobrze
******************
Miesiąc wcześniej.
Moja córka całkiem się rozpuściła, wstyd mi za nią pokręciła głową Stanisława. Wiktor, wiem, po co ci taka żona? Siedzi cały dzień w domu i nie potrafi choćby posprzątać, o synu nie wspomnę Trudna sprawa, ale jeżeli zdecydujesz się na rozwód, nie będę miała do ciebie pretensji. Tylko pozwól mi widywać Mirka, niczego więcej nie żądam.
Ja Bognę kocham, mimo jej wad, westchnął ciężko Wiktor. Ale sytuacja stała się trudna. Chcę dać jej szansę.
I słusznie! Wiesz co? Składaj papiery rozwodowe. Bogna na pewno będzie przeciw, to macie trzy miesiące na pogodzenie. To jej się przyda może wtedy się obudzi.
**************************
Bogna dostała lekcję. W mieszkaniu znów zapanował porządek, zapachniało domowym obiadem, a sama Bogna zrobiła się serdeczna i troskliwa. W końcu zauważyła również Mirka, co bardzo go ucieszyło bo on swoją nieco roztrzepaną mamusię kochał ponad wszystkoPo kilku tygodniach Wiktor ostrożnie zaglądał do domu, czując w powietrzu znajomy, ciepły zapach rosołu i waniliowy aromat ciasta. Po raz pierwszy od miesięcy Bogna czekała na niego nie z telefonem, a z promiennym uśmiechem i kubkiem herbaty. Mirek biegał radośnie po kuchni, przyciągając ojca do stołu własnoręcznie namalowanym rysunkiem.
Wszystko w porządku? zapytał niepewnie Wiktor, szukając drugiego dna.
Bogna westchnęła i skinęła głową. Wiktor, ja naprawdę zrozumiałam, co prawie straciłam. Jesteście dla mnie najważniejsi. I nie potrzebuję forów ani Facebooka, żeby to wiedzieć.
Przez kolejne dni Wiktor patrzył, jak Bogna stara się przeprosić, nie słowami, ale czynami. Zacisnęła zęby, sięgnęła po książki, zabrała Mirka do przedszkola choć łamało jej to serce i wróciła do dawno zapomnianych pasji. Z każdym uśmiechem syna i z każdym ciepłym gestem wobec męża, coś w niej się rozjaśniało.
W dniu rozprawy Wiktor podał Bognie rękę, gdy wychodzili razem z sądu. Sędzia widząc ich splecione palce powiedziała tylko z uśmiechem: Czasem największa lekcja to pozwolić człowiekowi upaść i samemu się podnieść.
Tej nocy, kiedy Mirek mocno ściskał rodziców przed snem, Bognie wyślizgnęło się ciche: Dziękuję, iż mi nie odpuściłeś.
Wiktor przytulił ją, czując, jak świat powoli wraca na adekwatne tory. A w ich domu, wreszcie, zapachniało nie tylko świeżym ciastem, ale i nadzieją.












