Liczyła na pomoc dziadków w ferie. "Usłyszałam, iż to nie na ich nerwy"

gazeta.pl 1 godzina temu
Rodzice znów rwą włosy z głowy, a powód jest tylko jeden - nadchodzące ferie. Co zrobić z dzieckiem, kiedy urlop nie jest z gumy? Często jedyną deską ratunku są dziadkowie. Ale co w przypadku, gdy również oni odmówią?
Długa przerwa świąteczna dopiero co się skończyła, a niektórzy rodzice za kilka dni znów staną przed kolejnym wyzwaniem. Zaczynają się ferie zimowe, na które dzieci czekają z niecierpliwością, ale dorośli niekoniecznie. Przecież liczba dni wolnych od pracy jest ściśle określona, a obowiązki zawodowe nie znikają tylko dlatego, iż szkoły są zamknięte. Rodzice kombinują na różne sposoby, jak pogodzić wolne w szkole z pracą. Wielu z nich liczy na pomoc dziadków, tak jak nasza czytelniczka Ela.


REKLAMA


Zobacz wideo Hotelarze szukają furtek w obostrzeniach. "Apeluję o roztropność"


"Odwrócili się plecami"
Ela nie ukrywa, iż po grudniowej przerwie świątecznej czuje ogromne zmęczenie. Kilkanaście dni bez szkoły już mocno nadwyrężyło jej możliwości organizacyjne, a perspektywa kolejnych dwóch tygodni wolnego od zajęć edukacyjnych budzi w niej raczej stres niż radość. - Mam już dość tego wolnego. Jedynym ratunkiem są dziadkowie, bo przecież 8-latka nie zostawię na cały dzień samego w domu - opowiada.
Niestety, rozmowa z dziadkami nie potoczyła się jednak tak, jak Ela się spodziewała. Zamiast wsparcia usłyszała słowa, które bardzo ją zabolały. - Poprosiłam ich o pomoc w ferie, ale usłyszałam, iż mój syn był już u nich w czasie przerwy świątecznej przez kilka dni i oni jeszcze po tamtej wizycie nie odpoczęli. Powiedzieli wprost, iż takie zajmowanie się dzieckiem to nie na ich siły i nerwy. Dodam tylko, iż spędził u nich trzy dni, a wolnego od szkoły było zdecydowanie więcej - relacjonuje.
Kobieta nie kryje rozczarowania. - Mam wrażenie, iż po prostu odwrócili się do mnie plecami. Nie mogę tego zrozumieć. Przecież nie proszę ich o wychowywanie mojego dziecka, tylko o pomoc przez kilka dni - dodaje.


Pomoc dziadków, ale na innych zasadach
Pani Ania, mama drugoklasistki także korzysta z pomocy dziadków, ale na nieco innych zasadach. Zamiast wysyłać dziecko do nich, zaprasza babcię i dziadka do siebie.


- W dni wolne od szkoły, ale też wtedy, kiedy córka jest chora, ratujemy się pomocą dziadków. Ale u nas działa to trochę inaczej, bo zapraszamy ich do naszego domu. Niedługo przyjadą jedni dziadkowie, potem drudzy. Tak jest wszystkim łatwiej - tłumaczy.
Jak dodaje, dzięki temu po powrocie z pracy to ona przejmuje większość obowiązków. - Kiedy wracam z pracy, zajmuję się dzieckiem i domem, a dziadkowie mogą odpocząć. Często przygotowuję też obiad na kolejny dzień, żeby nie było dodatkowego zamieszania. Wtedy nikt nie czuje się wykorzystany, a ja mam pomoc i spokojną głowę - wyjaśnia.


"Dziadkom daję spokój"
Z kolei mama 9-letniej Matyldy znalazła jeszcze inne rozwiązanie. - Córka była kilka razy dłużej u dziadków, ale jakoś nie była przeszczęśliwa z tego powodu. Po dwóch dniach zaczyna się nudzić i chce wrócić do domu. Dlatego zaczęłam zapisywać ją na półkolonie zimowe. Zawożę ją na 8 rano, mąż odbiera po 14 i wszyscy są szczęśliwi. Fajnie, iż są też zawsze z nią dwie koleżanki, to wiadomo, dziewczynkom jest raźniej. I nie jest to bezczynne siedzenie, a fajne, kreatywne zajęcia. Jest też kino, basen i warsztaty plastyczne. Wiadomo, muszę trochę zapłacić, ale te 300 zł - 400 zł na tydzień to nie jest jakiś majątek" - wyznaje.
A jak to wygląda u Ciebie? Masz ochotę podzielić się z nami swoją historią? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl
Idź do oryginalnego materiału