List do ojca
Ty to jesteś, Wojtku, niezłe ziółko! wyrzuciła z siebie Bożena, nie zważając na ogładę, i otarła nos rękawem bluzki.
Bluzkę tę uszyła jej mama. Wyciągnęła z szafy kawałek jedwabiu, trochę pojęczała, żałując, iż nie dla siebie zostawia taką piękność, a potem siadła przy maszynie do szycia. W końcu dziewczyna dorosła wypada się pokazać światu, nie w byle czym.
„Lepiej, żeby mama się tyle nie starała Po co?” pomyślała Bożka, patrząc za swoją pierwszą miłością.
Miłość ta, Wojciech, maszerował od niej pewnym, wojskowym krokiem, ani razu nie oglądając się za siebie.
Aż żal ściskał serce!
Bożena jęknęła cicho, ale zaraz sobie przypomniała, iż rzęsy są umalowane, choć mama zabraniała więc płakać absolutnie nie wolno.
Wojciech, Wojtek, Wojtuś
Jedyna miłość! Tylko pół roku tego szczęścia były im przeznaczone. Bożka liczyła: akurat pół roku od dnia, gdy się poznali.
Ile się wydarzyło przez te pół roku
Wojtek w końcu się obejrzał, ale Bożena udała, iż tego nie zauważyła.
Bo i po co? Z taką nowiną do niego, a on odwraca wzrok? Niech idzie! Marynarz mu morze w głowie i wolność! Widziała to, nie raz. Nie będzie się prosić. Sama urodzi, sama wychowa! I nie spyta o pozwolenie! Żadna łaska!
Bożena rzucała się w złości choć w środku bolało ją aż do łez.
Jak to możliwe? Przecież mówił, iż kocha, obiecywał, co tylko sobie wymarzy! Zaręczał, iż się pobiorą A jak powiedziała mu o dziecku, uciekł w popłochu.
Choć tak naprawdę powiedziała tylko, iż oczekuje czegoś więcej niż tylko spotkań weekendowych, a on odpowiedział, iż jego czeka morze. Że nie zamierza zmieniać życia z powodu jej zachcianek. I jeżeli go kocha, niech rusza z nim.
A jak od matki odejdzie? W ciąży? Na drugi koniec kraju, gdzie nikogo nie zna?
O nie, nie ma mowy!
Bożka otrzepała spódnicę, poprawiła fryzurę co z tego, iż włosy cienkie, trwała zrobiła swoje zachciało jej się płakać, ale powstrzymała się. Dobrze mama mówiła wygląd czasami decyduje o wszystkim. O, Wojtuś, niby niepozorny, a dziewczyny za nim szaleją. Bo jest sprytny, wesoły i potrafi poważnie pogadać. Choć wykształcenie pięć klas szkoły i dwa korytarze! Ale radzi sobie
Zresztą, u niej nie lepiej. Skończyła technikum, studiów nie chciała mimo namów mamy. choćby pokłóciły się z tego powodu miesiąc nie rozmawiały! Ale Bożena uważa, iż do życia dyplom niepotrzebny. Pracuje na budowie, zarabia nieźle, matce wysyła złotówki, dla siebie też zostaje.
Mama przebolała, przytuliła pod skrzydło i znów się pogodzą. Taka już matka. Tylko co teraz powie, gdy się dowie, iż będzie babcią? Będzie awantura?
Nie trzeba było długo czekać.
Mama krzyczała tak, iż sąsiadki się zbiegły. Ale nic nie wyjaśniały. Powiedziały, iż Bożka ma problemy w pracy i odprawiły wszystkich. Sprawy rodzinne załatwia się w domu, bez obcych.
Jak mogłaś, córko? Nie mówiłam ci, żeby się pilnować do ślubu? Komu teraz potrzebna jesteś?! Ach ten Wojtek! Nie spodziewałam się takiej podłości! Z pozoru porządny chłopak! Żmija! No, już mu pokażę! Co, jak się dowiedział o dziecku, to uciekł?
Zastanawiała się, powiedzieć mamie całą prawdę? Zje ją na surowo. A jak nie powie mniejsze pretensje, a Wojtek już dawno będzie gdzie indziej.
Tak, mamo. Tak było.
Moje biedactwo Co my teraz zrobimy?
A co? Poradzimy sobie! Przecież nie jesteśmy dzieci! Dasz mi trochę wsparcia na początku i nie będzie się czego bać.
Jak mogłabym cię zostawić! Co ty mówisz?! Jaka matka zostawia dziecko, gdy ono potrzebuje pomocy?!
Bożka zamknęła oczy i odetchnęła z ulgą.
Ot i tak, Wojtku! I bez ciebie damy radę! A ty płyń dalej, skoro morze dla ciebie ważniejsze niż dziecko!
Po jakimś czasie Bożena już nie pamiętała detali rozmowy z Wojtem. choćby uwierzyła, iż powiedziała mu o ciąży i dostała w zamian cios w nos. Złość i żal zapuściły w jej duszy ciepłe gniazdko i nie raz przypominały o sobie, śmiejąc się cicho: Popatrz tylko! Córka cała w ojca wyszła! Też taki łobuz! Nerwy ci szarpie, a ty opowiadaj jej wszystko, żeby potem nie pytała, gdzie jest jej nieudolny tata! Bo uciekł na swoje morze i śladu po nim nie zostało! I córka też tak cię zostawi, jak tylko dorośnie! Bo nie potrafi ani kochać, ani doceniać! Jabłko od jabłoni
Może dlatego Ala, córka Bożeny, żyła w przeświadczeniu, iż na świecie kocha ją tylko babcia, i to nie zawsze. Przytuli, pocieszy, ale jak sąsiadki coś chichoczą za plecami, odsuwa od siebie:
Idź, idź do mamy! Niech ona się tobą zajmie, moje nieszczęście Za co nas to spotkało, Panie Boże? Czym zawiniliśmy?
Do trzeciego roku życia Ala była pewna, iż nieszczęście i kara to jej imiona. Czasem mama mówiła do niej czule i wtedy Ala dostawała od niej upragnioną choć rzadką czułość.
Chodź, córeczko! Uczeszę ci te kłaczki! Ładne masz włosy, gęste, w ojca U niego też były ciemne jak kruk, oczy niebieskieniebieskie, jak to morze, na które od nas odpłynął Ty cała w niego Tylko piękna jesteś, a szczęścia ci nie wróżę
Czemu? dopytywała Ala, zaraz gotowa się rozpłakać.
Bo tak!
Głos mamy drżał, więc Ala wiedziała lepiej już nie pytać. Lepiej uciec do babci, wtulić się w pachnący kotletami i zupą fartuch i trochę popłakać najpierw nad sobą, potem nad mamą, a dla towarzystwa i nad babcią, bo to ona niesie maminy wstyd.
Dlaczego ten wstyd trzeba nieść i co to w ogóle znaczy Ala zrozumiała dopiero później. Miała dziesięć lat, kiedy mama nagle pojaśniała, wypiękniała i pojechała do miasta na nowe życie.
Ala została z babcią.
Nie żeby bardzo tęskniła za mamą. Mama i wcześniej wyjeżdżała na roboty, mówiąc, iż trzeba jakoś żywić półsierotę. Wtedy wracała nakupiona prezentów, przytulała Alę, zachwycała się jej chudością, narzekała do babci:
Mamo, czemu ona taka chudzina? Ludzie będą gadać, iż jej nie karmimy!
To nic nie je! Próbuję na wszystkie sposoby! Gdyby mama była na miejscu, to i dziecko jadłoby więcej. A ja co? Zaoferować się na gospodarstwie, do pracy, a jeszcze i dziecko pilnować! Zamiast się skarżyć, lepiej byś została w domu i zajęła się córką!
A co ją niańczyć, mamo? Już duża! Nie przemądrzaj, popatrz, co ci przywiozłam!
I na co mi twoje prezenty? Lepiej byś została blisko Serce mi pęka! Tęsknię
Mama ciemniała na twarzy, a Ala chowała się w kąt, czując nadchodzącą kłótnię.
Tak ci źle?! A mnie dobrze?! Jestem młoda i ładna, a co z tego?! Żyję jak wdowa! A ty tylko dokładasz! Wtedy żyć mi się odechciewa! Przynajmniej ty mnie zrozum! Sama sobie taki ciężar na kark wzięłam Gdybym wiedziała, to bym go nie wypuszczała nigdy!
Co było to było, córko! Dziecko masz to wychowuj! Nie chcesz to napisz do ojca! Może zabierze dziewczynę?!
Żebym ja miała oddać Alę? Nigdy! On jej nie chciał choćby znać! A teraz gotowe dziecko ma dostać? Nie po to się tyle lat przemęczałam na budowie, żeby mu oddać gotowe!
To nie narzekaj! Dziecko słyszy wszystko! Myślisz, iż nie jest jej przykro wiedzieć, iż tata podlec, a matka się męczy?
I niech się obraża! Życie to nie tylko miód! Często uderza tak, iż nie dochodzisz do siebie! Koniec tematu! I nie waż się napisać sama do Wojtka, znam cię!
Babcia przestrzegała zakazu, ale do czasu.
Ala przygotowywała się do egzaminów, gdy doszła wieść z miasta. Mama Ali urodziła chłopca, a niedługo potem zmarła, nie tłumacząc nikomu niczego.
I tajemnica o ojcu pozostałaby sekretem, gdyby nie upór Ali.
Gdy dowiedziała się, babcia pojechała do miasta, zostawiwszy Alę samą z gospodarstwem.
Teraz, kochanie, nie czas na płacz szepnęła babcia, motając czarną chustę. Jak tu żyć? Z czego? Sama nie wiem
Babciu, pójdę do pracy!
Poczekaj Z niemowlęciem musimy się uporać. Ojciec obiecał, iż pomoże, ale wychowywać go nie chce. A ja czy podołamy, Ala?
A jest wybór? Ja prawie bez matki byłam, a jego do domu dziecka oddać? Nie godzi się!
Wiem Ale boję się, Aluś Nie wiem, czy mi zdrowia starczy
Babcia wyjechała, a Ala przeszukała dom zakazy mamy już jej nie obowiązywały.
Trzeba znaleźć ojca, bo bez wsparcia nie dadzą sobie rady
Wiedziała, co robić od najmłodszych lat rysowała listy do ojca, chowając je przed mamą i babcią. Pisała komiksy: jak w domu pojawił się nowy kot albo jak babcia uczyła ją lepić pierogi. Znalazła je kiedyś babcia, ale nic nie powiedziała, widząc, jak bardzo Ali brakuje ojca. Mama była zła na Wojtka choć ten nie wiedział nawet, iż ma córkę.
Potem Ala zaczęła pisać niezdarnym pismem, prowadząc zeszyt ze swoimi radościami i żalami, złością i zwycięstwami.
A teraz trzeba było napisać ten najważniejszy list. Ten, który w końcu wyśle
Adres znalazła przypadkiem. Stary, sprany koperta była wsunięta za zdjęcie mamy, które spadło, gdy Ala strąciła je z półki. Szkło posypało się kawałkami i Ala płakała z bezradności. Mama prawdę mówiła z dwie lewe ręce
Wyciągnęła kopertę i rozpłakała się jeszcze głośniej: Mamo! Za co mi to? Co ja ci zrobiłam?!
Jeszcze długo wysypywała z siebie wszystkie żale do mamy i prosiła o wybaczenie sama nie wiedziała za co
Nie poczuła ulgi.
Przepraszam, mamo, ale ciebie nie posłucham. Wiem, iż nie chciałaś, żebym pisała do taty Ale on mi jest potrzebny! Babcia mówi, iż nie jest wieczna Jestem zła, ale rozumiem. Nie damy już rady same. jeżeli jest takim łotrem, to się przekonam i wtedy przestanę już na cokolwiek liczyć. A jeżeli nie? Przepraszam, mamo, ale ci nie wierzę Całe życie mówiłaś, iż ojciec zły, ale czemu mnie urodziłaś, jeżeli nie chciałaś kochać? Po co to wszystko? Tak, nazwiesz mnie niewdzięczną Niech będzie. Ale wiesz, jak to boli, kiedy nikt cię nie kocha? Gdy mówią, iż jesteś podobna do kogoś, kogo nie znasz? Skąd mam wiedzieć, jaki jest? Nie obrażaj się. Chcę go zobaczyć i usłyszeć, co powie!
Nie przyszło jej do głowy, iż ojciec mógł się już dawno przeprowadzić.
Nie przejmowała się niczym. Działała.
Wieczorem i pół nocy siedziała nad kartką z zeszytu, aż wypisała trzy zdania, w których było wszystko: żal do rodziców, prośba o pomoc i nieśmiała nadzieja, iż ojciec ją zrozumie.
Wysłała list rano, w drodze do szkoły. Gdy wróciła, zastała babcię z rozwrzeszczanym, drobniutkim niemowlęciem.
Zobacz, Alusiu To Adaś, twój brat babcia otarła łzy i odwróciła się od łóżka, gdzie owijała go w pieluszkę.
Babciu, czemu on taki malutki?
Ty byłaś jeszcze mniejsza.
Naprawdę?
A potem wyrosłaś. I on wyrośnie zobaczysz.
A ojciec jego
Obiecał pomagać, ale nie zabiera. Nie ma czasu.
I to dobre Ala idealnie naśladowała ton babci, iż ta choćby się uśmiechnęła.
Oj, Ala! Damy radę?
A jak? Mamy wyjście? Widzisz: u Kasi z sąsiedztwa dziewiątka dzieci, a daje radę! Obiecała mi ubranka po bliźniakach mówi, całkiem nowe! Dzieci gwałtownie rosną. Prawda, babciu?
Prawda, kochanie. Dzieci szybciej rosną niż czas leci. Ledwo co mamę twoją trzymałam w ramionach, a już jej nie ma
Nie płacz, babciu! Bo ja też zacznę i młody zaraz się rozpłacze! Czego mu trzeba? Głodny?
Czas go nakarmić! O, rany! Prawda! Podaj mi go! Nie bój się! Nie upuścisz masz dobre ręce, Aluś! Daj Boże, by i on taki był!
Ala ze zdumienia niemal zastygła.
Na jej rękach leżał ktoś, kto dowodził, iż już nigdy nie będzie sama. Ile ona lat marzyła, by mieć kogoś takiego, kto będzie potrzebny jej, a ona jemu? Babcia i mama nigdy nie liczyły się tak naprawdę zawsze miały swoje sprawy.
Wyjdziesz za mąż i nas zostawisz! mawiała mama. Będziemy ci potrzebne?! Tak!
A Ala zawsze chciała słyszeć, iż jednak będą razem choćby tak, jak u Kasi, gdzie cały dom tętnił życiem, hałasem, dzieci biegnące po podłodze, a trzy pokolenia pod jednym dachem.
Kasia mieszkała z rodzicami i teściami, wszystkim mówiła mama-tata. Dom prowadziła mocną ręką, wiedziała, iż to jej odpowiedzialność. A mąż ją wspierał, więc każde spięcie gasił w zarodku, grożąc palcem:
No, już! Porządek! Nie wolno podnosić głosu!
Ala kiedyś to usłyszała i postanowiła zapamiętać rodzina jest najważniejsza.
Szkoda, iż z jej rodziny została tylko babcia i mama. A teraz jeszcze Adaś.
I choć ten chłopczyk miał ledwie parę tygodni, wiedziała już to na zawsze. On potrzebuje jej, a ona jego. I niezależnie, jak dorosły się stanie pozostanie dla niej tą słodką kulką czułości, która męczy, ale grzeje serce.
Szybko nauczyła się opiekować Adasiem pomogła jej Kasia, wpadając pewnego dnia: rozwinęła Adasia, pooglądała chude rączki:
No witaj, wojowniku! Głośniej krzycz! Trenuj płuca! Ala, posłuchaj wszystko się da zrobić. Ja cię nauczę przewijać, kąpać, potem sama dasz sobie radę. Gdzie babcia?
W mieście, papiery załatwia. Pokazała mi wszystko, ale chciałam jeszcze ciebie dopytać
A co, nauka babci nie wystarcza?
Nie, Kasiu, ty wszystko pamiętasz, a babcia mówi, iż już trochę zapomniała, jak to z niemowlakiem.
No to śmiała się Kasia, której młodsze bliźniaki miały rok. Damy radę, Ala! Dawniej dziewczyny już miały po dwójce w twoim wieku!
Ala przyglądała się uważnie jej dłoniom, myśląc, iż nie jest gotowa być matką. Przecież te pieluszki i butelki to nie wszystko Trzeba jeszcze pokochać dziecko. Jak?
Tego Adaś ją nauczył. Ala nie szła do domu ze szkoły leciała. Na nią czekał braciszek! Pierwszy bezzębny uśmiech Adasia przypadł dzięki losowi jej, nie babci Pierwsze „Aja!” też powiedział do niej
Aja! krzyczał pulchny bobas, gdy biegła z furtki.
Jestem, kochanie! Chodź!
Obmacywał ją pulchnymi rączkami, a Ala rozpływała się z czułości.
Gdzie znowu byłeś taki brudny? Chodź, umyjemy buzię!
Dla siostry znosił wszystko, choćby mydło. Babcia śmiała się, patrząc jak Ala łapie rozbrykanego malca:
Jak węgorz! Trzymaj mocno, bo nabi sobie guza!
Przez ten natłok Ala zapomniała o liście do ojca. Odpowiedzi nie było uznała to też za odpowiedź. Skoro milczy, znaczy nie jest jej potrzebny.
Żal jeszcze trochę pogrzebał jej w sercu, ale gwałtownie ucichł. Ala była pochłonięta opieką nad Adasiem.
Babcia wspominała czasem o studiach, ale Ala choćby nie chciała o tym słyszeć.
Babciu, chyba rozumiesz, iż to niemożliwe! jeżeli pójdę na studia, musiałabym wyjechać do miasta. A jak wy tu sami? Nie ma o czym mówić!
Babcia ciągnęła temat, a Ala się złościła. Pracę przecież znajdzie w wiosce na fermie, w sklepie, u Kasi, która otworzyła z mężem sklep. Kasia już jej obiecała zatrudnienie.
Ale babcia była nieprzejednana.
Alu! Nie zrozumiesz, mama też zmarnowała życie i ty chcesz tak samo! Ja dla twojego dobra
Babciu, rozumiem, ale nie przekonuj mnie są ważniejsze rzeczy niż wykształcenie!
I wtedy, w samym środku rodzinnych sprzeczek, pojawił się ten, na kogo Ala już nie czekała.
Wracała z Adasiem od Kasi. Brat był zmęczony zabawą, marudził, ale szedł za nią posłusznie. Pod furtką pociągnął ją za spódnicę:
Aja! Na rączki!
Ala go podniosła, uśmiechając się do tego śmiesznego: Na!.
Pchnęła bramkę, zrobiła parę kroków po ścieżce i stanęła jak wryta. Na ganku ktoś majstrował. Stał na taborecie i grzebał przy żarówce, która nie świeciła odkąd Ala pamiętała.
No, masz ci los! ucieszył się nieznajomy, gdy żarówka zaiskrzyła i zeskoczył z taboretu.
Wtedy dopiero zauważył Alę i Adasia.
Córka moja
Wojciech zrobił parę kroków i zanim Ala zdążyła odsunąć się, objął ją i Adasia.
Moje dziecko
Ala ze zdziwieniem zobaczyła łzy w oczach nieznajomego.
Wybacz mi, córko! Nie wiedziałem o tobie nic! To twój? wskazał na Adasia, który patrzył z ciekawością na dziwnego pana. Dasz go dziadkowi? No, chodź tu do mnie!
Ala dopiero wtedy zrozumiała, kto przed nią stoi.
To nie mój znaczy mój brat, a nie syn Tato, to Adaś, mama go urodziła
Tak? Wojciech przytulił chłopca, który zamiast się wyrywać, objął dziadka za szyję i przylgnął do niego twarzą.
Kłujący!
Nie ma sprawy, kochany! Ogolę się. Ala, chodźmy do środka, bo tu komary jak wilki! Pogryzły mnie strasznie!
Bo rzeka blisko, tato
Pamiętam
Babcia spojrzała na nich takim wzrokiem, iż Ala zrozumiała wszystko już wyjaśnione i jest zgoda. A wtedy nie ma się co dąsać.
Jaką różnicę robi, co działo się wcześniej między rodzicami? Liczy się to, iż rodzina znów się powiększyła i iż teraz los ofiarował jej prezent i warto to docenić.
Patrzyła, jak Adaś kręci się wokół ojca i wiedziała tak już zostanie. W ich domu wreszcie pojawił się mężczyzna. I dobrze.
Dopiero później Ala dowie się, iż jej list nie zginął na poczcie, tylko dotarł do adresata. Ojciec już tam nie mieszkał, ale dobra dusza odszukała go i przekazała list co zajęło kilka miesięcy. Wojtek był akurat na statku.
Jak dostałem twój list, córko, tak się zebrałem i przyjechałem! Myślałem, iż jestem sam na świecie. Pisałem twojej mamie wiele razy, chciałem waszego szczęścia.
A ona?
Raz odpisała, iż wyszła za mąż, bym nie niepokoił. Przestałem Ale gdybym wiedział, co się u was dzieje, wróciłbym choćby na wpław! Boże, za co mi takie szczęście? Nie zasłużyłem Pojedziesz ze mną? Mam mieszkanie w Gdyni, duże, jasne, morze z okna widać! Zachody słońca, jakich nie widziałaś!
Tato, nie mogę
Czemu?
Nie zostawię Adasia i babci! Nie wypada!
Kto mówił, iż masz zostawić? Mieszkanie duże, wszyscy się zmieścimy! Ty będziesz się uczyć, babcia zajmie się Adasiem, a ja was utrzymam.
A z czego żyć? Ledwo dajemy radę Ojciec Adasia nie daje ani grosza, jakby syna nie miał. Raz tylko był, sprawdził, iż Adaś żyje i zniknął.
Córeczko, chcesz mnie obrazić? Wojciech zmarszczył brwi, a Ala prawie się roześmiała tak podobnie wyglądał do Adasia, gdy ten się złościł. Co się śmiejesz? Jestem facet, czy nie? Co, dwóch kobiet i jednego chłopaka nie utrzymam?! Zbieraj się, wasza babcia już się zgodziła na wyjazd. Czekaliśmy tylko na twoje słowo. Zgoda?
Zgoda, tato. Zgoda
Ala przytuliła się do ojca, dziękując w duchu, iż napisała ten list. I potem wyjedzie z rodziną nad morze, które mimo nazwy nie zawsze będzie ciche.
I choć życie Ali nie będzie usłane różami, a burz i ciszy starczy na kilka mórz, jedno będzie pewne ma swój port, gdzie zawsze znajdzie schronienie.
I w tej przystani zawsze będzie ciepło i bezpiecznie. Tam będą czekać ukochani, zapach ulubionych pierogów z kapustą, których Ala nigdy nie nauczy się lepić jak babcia, choć obu będzie bardzo zależeć.
I zawsze będzie na nią czekał rozczochrany chłopak, witający ją swoim jeszcze dziecięcym głosem:
Cześć! Tata mówił, iż przyjedziesz! Ala, tęskniłem!
I ja, kochany I ja
Bo najważniejsza rodzina to ta, którą człowiek doceni, nie przez to, co było, ale przez to, co potrafimy sobie dać tu i teraz czułość, wsparcie i zaufanie. Bo szczęście zaczyna się wtedy, gdy nie wstydzimy się sięgnąć po pomoc i otworzyć drzwi nowemu choćby miało zburzyć dawny porządek.








