Lista moich pragnień

twojacena.pl 14 godzin temu

W przedpokoju tłoczy się od kartonów. Marek, czerwony od wysiłku, wpycha kolejny na półkę pod sufitem. Kurz osiada na jego łysiejącej czole jak szary szron.

Po co to wszystko trzymać? To tylko śmieci mruczy, schodząc po chwiejnej drabince.

To nie są śmieci odpowiada cicho, ale stanowczo Jagoda. Siedzi na podłodze, przeglądając stary walizkę przepełnioną papierami. To wspomnienia.

Wspomnienia parsknie Marek. Od tej wspominki mnie kręci w plecy. Przynajmniej po roku i tak to wyrzucisz. Brakuje miejsca.

Jagoda milczy. Jej palce przesuwają się po zniszczonej skórzanej okładce starego albumu i otwiera go.

Zobacz mówi, nie słysząc jego jęku. Pierwszak. Pamiętasz?

Marek niechętnie podchodzi bliżej. Na wyblakłej fotografii w słońcu mieni się dziewczynka w białych kokardkach.

Pamiętam mruczy nieco łagodniej. Płakałaś wtedy, iż fartuch się drapie.

A to był obóz harcerski

Orlik kiwa głową Marek, zaglądając przez jej ramię. Przyniosłaś stamtąd tę samą muszlę, która wciąż gdzieś tu leży.

Znowu grzebi w kartonach, ale już bez poprzedniego zapału. Jagoda przewraca stronę po stronie. Młodość, studia, ich ślub Marek w niewyobrażalnie szerokim fraku, ona w koronkowej sukni matki. Młodzi, gładcy, szczęśliwi. Uśmiechają się do obiektywu, nie wiedząc, co przyniesie dwudziestuletni czas: ten ciasny mieszkanie, jego wieczne warczenie, jej cicha uraza, iż romantyzm został gdzieś na papierze.

Ostrożnie! nagle krzyczy Jagoda.

Marek uderza ramieniem mały karton, a jego zawartość rozlewa się po podłodze. Gdy on warczy i sprząta książki, Jagoda podnosi z linoleum małą, aksamitną szkatułkę i otwiera wieko.

Wewnątrz, na watce, leży ta sama muszla z Orlika, kilka ściemnionych odznak, wyschnięty gałązek bzu i złożony w cztery części kartka z zeszytu szkolnego.

Co to? pyta Marek, kończąc sprzątanie.

Jagoda rozwija kartkę. Dziecięcym, pilnym pismem widać: Lista moich marzeń. 1. Zostać lekarzem. 2. Grać na gitarze. 3. Odwiedzić Paryż. 4. Wyjść za mąż z wielką miłością.

Cicho podaje kartkę mężowi. Przegląda ją wzrokiem, łagodnieje, potem mruga:

No cóż, lekarza nie zostałeś. Gitary nie grasz. Do Paryża nie biegniesz A co do miłości się zastanawia, nie mogąc dokończyć zdania, i pociera dolną część pleców. Nie zostałaś lekarzem, a ja mam teraz plecy jak staruszka od tych twoich archiwów.

Jagoda bierze kartkę z jego rąk, przygląda się punktowi czwartemu, potem spojrzeniu na męża. Na jego zmęczonej, poprzewiecionej twarzy, na rękach, które właśnie nosiły ciężkie kartony, by zrobić miejsce w jej szafie.

Wyjść za mąż z wielką miłością nie oznacza ciągłej romantyki, Marek. To znaczy, iż gdy mężowi boli plecy, żona robi mu masaż. A on w zamian myje naczynia.

Delikatnie składa kartkę, wkłada ją z powrotem do szkatułki i zamyka wieko.

Dobrze wzdycha. Może masz rację. Część tego naprawdę da się uporządkować.

Odkłada szkatułkę na bok, do stosu najcenniejszych rzeczy, które nigdy nie zostaną wyrzucone. Potem podchodzi do Marka, obejmuje go i przyciska policzkami do jego szorstkiej brody.

Dziękuję szepcze. Za wszystko.

Marek najpierw zamarza ze zdumienia, potem niepewnie gładzi ją po włosach.

No, nie ma sprawy Dlaczego tak? milczy. Czy nie pomogłbyś mi jeszcze trochę przy plecach?

Pamiętam uśmiecha się Jagoda, przytulając się do jego ramienia.

Rozumie, iż Paryż i gitara pozostaną w przeszłości, na wyblakłej kartce. Ale tu i teraz, w zakurzonym, ciasnym przedpokoju, pachnie nie marzeniami, a życiem. A to również jest szczęście. Takie, którego nie da się sfotografować ani wkleić do albumu. Po prostu istnieje. I tego wystarczy.

Idź do oryginalnego materiału