Mądra Żona: Siła miłości i mądrości w polskiej rodzinie

twojacena.pl 23 godzin temu

12 marca 2025 r.

Dziś postanowiłem zapisać w pamiętniku to, co od jakiegoś czasu ciąży mi na sercu. Nie chciałem już dłużej odsuwać od siebie wydarzeń, które wciąż powracają w myślach.

Wszystko zaczęło się w pierwszym roku studiów na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego. Zauroczyłem się od pierwszego spojrzenia w dziewczynę z klasy Jadwigę, której oczy były głęboko zielone, niczym szmaragdowe jeziora Tatr. Takie spojrzenie potrafi porwać w sobie cały świat i zanurzyć w niezgłębioną otchłań. Nie mogłem uwierzyć, iż naprawdę się w niej zakochałem.

Jadwiga spóźniła się na wykład, weszła do sali, gdy profesor już zaczął mówić, i od razu trafiła do tej samej grupy, co ja. To był pierwszy raz, kiedy poczułem, iż cały mój wszechświat cofa się w tle, a ona zdaje się nie zwracać na mnie żadnej uwagi. Pragnąłem choćby przelotnego spojrzenia, żartu, który mógłby przełamać lodowaty mur między nami. Niestety, nic takiego się nie wydarzyło Jadwiga po prostu nie interesowała się mną.

Mimo to nie mogłem zapomnieć o niej. Byłem przystojny i mieściłem się w aktualnych kanonach męskiej atrakcyjności, ale w szkole byłem pierwszym chłopakiem w wiosce i zawsze miałem pod dostatkiem dziewcząt. Tym razem jednak poczułem coś zupełnie nowego prawdziwą, nieoczekiwaną miłość, której nie potrafiłem nazwać.

Kiedy w końcu udało mi się wyciągnąć Jadwigę na rozmowę, zaskoczyła mnie swoją obojętnością wobec całej reszty chłopców w grupie. To dawało mi nadzieję, iż może i ona kiedyś zwróci na mnie uwagę. Co jeżeli się uda?, myślałem często, co wtedy zrobię?.

Po trzecim roku studiów Jadwiga zaczęła otwierać się trochę bardziej reagowała na dowcipy kolegów, a ja poczułem, iż moje serce znów bije szybciej. Kiedy po zajęciach pojechaliśmy razem metrem do domu, w mojej głowie zaczęła snuć się wizja wspólnego, szczęśliwego życia. niedługo zaprosiłem ją na kawę w jednej z warszawskich kawiarni, a ona nieoczekiwanie zgodziła się. Zauważyłam, iż przy mojej fryzurze przypominał niejako bohatera kreskówek to wywołało u mnie uśmiech.

Nasze spotkania stawały się coraz częstsze, zaczęliśmy się całować, a ja poczułem, iż wreszcie spełniam swój największy sen. Na koniec trzeciego roku byliśmy już uznawani za parę. Na początku nowego roku akademickiego Jadwiga okazała się w ciąży.

Wiem, iż takie rzeczy się zdarzają. Ciąża nastąpiła w dniu jej urodzin 9 czerwca kiedy przyjechałem do jej rodzinnego domu pod Krakowem, a jej rodzice byli na wsi. Z miłości i pożądania popełniliśmy błąd nie użyliśmy zabezpieczenia, licząc, iż nic się nie stanie. Niestety, nic się nie stało. Po kilku tygodniach Jadwiga dowiedziała się, iż nosi prawdziwy, królewski dar.

Wakacje spędziliśmy w domach naszych rodziców, każdy ze swoją rodziną. Nie wszyscy mieli wówczas telefony komórkowe, więc młody ojciec dowiedział się o dziecku dopiero po powrocie z południa, pod koniec sierpnia. Spotkaliśmy się, jej twarz była wyraźnie zaniepokojona ciąża już trwała blisko trzech miesięcy i musieliśmy podjąć decyzję.

Ja również byłem w stanie zamieszania. Nie wiedziałem, co zrobić. Gdy leżeliśmy w łóżku, wydawało się, iż wszystko jest romantyczne, ale rzeczywistość niedługo pokazała surową prawdę. Małżeństwo wydawało się jeszcze za wcześnie byłem jeszcze młody, a rodzice niezbyt zadowoleni z tak szybkiego związku. Czy powinniśmy rozważać aborcję? Jadwiga nie chciała porzucić dziecka, a i ja nie byłem gotowy na ojcostwo.

Aborcja wymagałaby pieniędzy i zgody dziewczyny a ona, niczym połamany płaszcz, przyjęła każdą opcję. Zrób coś, Nikitosz!, błagała. Obiecałem coś zrobić i rzeczywiście podjąłem działania. Największą zaskoczką było to, iż nie przyjechałem na pierwszy wrzesień na uczelnię. Z powodu strachu i lęku przed odpowiedzialnością po prostu nie pojawiłem się na zajęciach.

Zabrałem dokumenty i zniknął w jakimś innym wydziale nie wiedziałem, dokąd, może Krakowskim Uniwersytecie? Jadwiga została sama z problemem. Koledzy z grupy dręczyło to, iż Nikita zniknął, nie dzwonił, a rodzice mówili, iż przeprowadził się do mieszkania bez telefonu. Jadwiga poczuła się wykluczona, a ja straciłem wolność, którą jeszcze nie zdążyłem pojąć w pełni.

Lata minęły. Stałem się już mężem Anny, mieszkałem w przytulnym mieszkaniu w Łodzi, a nasz syn, Kacper, właśnie skończył dwadzieścia dwa lata. Nie interesowałem się już moją dawną miłością Jadwigą, która już dawno odeszła, a ja nigdy nie dowiedziałem się, co z nią było.

Z czasem jednak zaczęła się wkradać do mnie wyrzuty sumienia. Czy nie było zbyt drastycznie odejść? Przecież kochałem Jadwigę i jej nienarodzone dziecko.

Moja żona, Lena, była mądrą kobietą. Nigdy nie powiedziała mi wprost: Wiem wszystko, jesteś hańbą!. Wiedziała, iż każdy człowiek ma tajemnice, zwłaszcza te, które bolą najbardziej. Nie chciała, by nasze małżeństwo legło w gruzach przez jedną potkniętą decyzję.

W sobotę mój przyjaciel Sergiusz przyprowadził swoją dziewczynę, która miała wziąć ślub z ich synem Mateuszem. Gdy otworzyłem drzwi, stanął przed nami mój pierwszy skarb młoda kobieta, której twarz przypominała Jadwigę w każdym calu. Była to jej córka, Zofia, piękna, ale czy to nie była moja własna… córka? Pomyślałem o absurdzie tego zdarzenia i nagle serce zabiło mi szybciej niż sto razy na minutę.

Zrozumiałem, iż to nie jest jedynie przypadek. Moja przeszłość powróciła, by przypomnieć mi, iż nie da się uciec przed konsekwencjami własnych czynów. Zofia nie była jedynie dziewczyną, którą miałem przygoda w młodości była częścią mojego życia, którego nie potrafiłem zaakceptować.

Lena, obserwując mój zamieszanie, zapytała: Czy nie przyjdzie ci pomóc? Zmierz ciśnienie. Zgodziłem się na chwilę przerwy, by odetchnąć. Mój syn, Sergiusz, podszedł i zapytał: Tato, nie podoba ci się nasza nowa dziewczyna?. Na to odpowiedziałem: To nie kwestia wyglądu, to pytanie o prawdę.

Wtedy Lena przypomniała mi, iż zdjęcia, które kiedyś zrobiłem w czasie szaleńczego romansu z Jadwigą, ukazywały niepowtarzalny podobieństwo twarzy. Czy to możliwe?, zapytała. Czy istnieją sobowtóry?, dodała, przytaczając choćby konkursy dla podobnych osób.

Zrozumiałem, iż moje własne lęki i wina odcisnęły piętno na całym tym zamieszaniu. Nie mogłem już dłużej udawać, iż nic się nie stało.

W tym momencie zrozumiałem, iż najważniejsze w życiu jest nie uciekać od odpowiedzialności, ale stawić czoła własnym błędom. Przypominam sobie dziś, iż choć przeszłość nie da się cofnąć, to można i trzeba ją przyjąć, wyciągnąć z niej naukę i iść dalej.

**Lekcja:** nie warto uciekać przed konsekwencjami własnych wyborów; prawda i odwaga w obliczu własnych błędów budują prawdziwą dojrzałość.

Idź do oryginalnego materiału