Małżonek nie chce przekazać odziedziczonego mieszkania córce – czy podzielić się sprawiedliwie międz…

polregion.pl 6 godzin temu

12 czerwca 2024, Warszawa

Dziś znów wracałem myślami do sprawy mieszkania po mojej cioci Genowefie. Jej kawalerka położona jest w samym sercu Warszawy niewielka, ale w świetnej lokalizacji, naprawdę nie do pogardzenia. Gdy Genowefa odeszła, zapisała ten lokal właśnie mnie. Mieszkamy z żoną Elżbietą i trójką naszych dzieci w dużym jak na stołeczne warunki mieszkaniu z trzema sypialniami na Mokotowie. Nigdy nie brakowało nam miejsca, każdy ma swój kąt.

Niedawno wywiązała się między mną a Elżbietą poważna dyskusja. Elżbieta uważa, iż powinniśmy oddać kawalerkę naszej najstarszej córce Jagodzie. Jagoda ma 19 lat, studiuje na Uniwersytecie Warszawskim i coraz częściej wspomina o samodzielności. Żona twierdzi, iż córka powinna już się usamodzielnić, a mieszkanie to świetna okazja przecież niedługo może zacznie planować przyszłość, może choćby założy własną rodzinę.

Ja jednak mam inne spojrzenie. Uważam, iż takie przekazanie mieszkania wyłącznie Jagodzie byłoby niesprawiedliwe wobec naszych synów Stasia (12 lat) i Kubusia (5 lat). Moją propozycją było, by sprzedać lokal, a środki (około 470 tysięcy złotych) podzielić równo między całą trójkę. Elżbieta stwierdziła, iż to nie ma sensu za taką kwotę nie kupią choćby kawalerki w przyszłości, a oszczędności na koncie nie są równoznaczne z własnym dachem nad głową.

Zastanawiałem się, czy nie lepiej zostawić tę decyzję na później. Przecież synowie są jeszcze mali, ledwo rozumieją, o co chodzi w sprawach majątkowych. Elżbieta przekonuje, iż lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu, czyli zapewnić przynajmniej jednemu dziecku mieszkanie, a dla chłopców coś wymyślimy wtedy, kiedy sytuacja się zmieni.

Obawiam się jednak, iż takie faworyzowanie może poróżnić rodzeństwo. Pamiętam, jak brat mojej matki z żalem opowiadał, iż jego rodzice nierówno podzielili majątek przez lata nie miał kontaktu z siostrą. Nie chciałbym powtórzyć tych błędów. Z drugiej strony rozumiem Elżbietę czasy są niepewne, nieruchomości drożeją, a zabezpieczenie losu dziecka jest ważne.

Póki co, nic nie powiedzieliśmy Jagodzie. choćby nie mamy pieniędzy na remont kawalerka cioci jest w opłakanym stanie, wymaga generalnego odświeżenia, a ostatnio wciąż trafia się pilniejsze wydatki: nowa lodówka, wyjazd wakacyjny dla dzieci, rosnące opłaty za energię.

Czuję się rozdarty. Może jestem zbyt przywiązany do idei równego traktowania dzieci, a może nie dostrzegam najrozsądniejszego rozwiązania? Coraz bardziej dociera do mnie, iż czasem rzeczywistość wymusza kompromisy. Dziś nauczyłem się, iż w sprawach rodzinnych nie zawsze jest jedno dobre wyjście liczy się rozmowa na spokojnie, próba zrozumienia, a nie upieranie się przy własnych racjach. Być może warto poprosić kogoś z zewnątrz o opinię, zanim podejmiemy decyzję, która wpłynie na całą naszą rodzinę.

Idź do oryginalnego materiału