Mama dla Alenki: Najlepsza Przyjaciółka, Która Spełni Marzenia

newsempire24.com 1 dzień temu

Matka wychowywała córkę sama, i od pierwszych wspomnień Grażyna była dzieckiem, które nie czuło się kochane. Brak miłości w sobie wyczuwała od najwcześniejszych lat. Nikt jej nie karcił bez powodu zawsze była najedzona i dobrze ubrana. Zabawki, które prosiła, jakby przychodziły w podarunku. Jednak obojętność matki dotykała jej skórą. To było bolesne, przygniatało serce jak ciężka kamienna ręka.

Grażyna rosła czułym i niezwykle towarzyskim dzieckiem, w przedszkolu często szukała uwagi mamy całowała ją, przytulała, chciała być blisko. Matka jednak z zimnym obojętnością odsuwała dziewczynkę i zajmowała się własnymi sprawami. Ani uścisku, ani pocałunku nie dostawała od Anny Kowalskiej.

Wśród sąsiadów i w szkole rodzina była uznawana za wzorową. Anna punktualnie uczestniczyła w zebraniach, dbała o zdrowie Grażyny, zabierała ją nad Bałtyk i choćby na cyrk w Warszawie. Tylko Grażyna wiedziała, iż wszystko to była jedynie obowiązkowa rutyna, bez duszy, bez ciepła, bez uśmiechu. Dziewczynka usiłowała zdobyć pochwałę, była najpilniej uczona, zachowywała się wzorowo.

Lecz pochwały przychodziły ze wszystkich stron oprócz własnej matki. W dzieciństwie Grażyna naiwna wierzyła, iż tak jest to normalne, iż wszyscy tak żyją. Z wiekiem dostrzegała innych dzieci, które były kochane, chwalone, karane, które po prostu otrzymywały reakcję. Zaczęła szukać przyczyny i, jak wydawało się, znalazła ją.

Ojca prawie nie znała. W pamięci pozostał wysoki mężczyzna o dużych rękach i łagodnym uśmiechu. Podnosił Grażynę wysoko, ku niebu, kręcił ją, a oboje śmiali się tak samo, wyglądali niemal identycznie. Grażyna czuła, iż odziedziczyła po nim rysy twarzy. Pod materacem w jej pokoju od lat leżało wyblakłe zdjęcie Piotra Kowalskiego z rocznym dzieckiem na rękach. Z każdym rokiem dorastająca Grażyna przypominała mu coraz bardziej. Mogę tylko przypuszczać, iż mama wciąż żywi uraz wobec taty tak patrzy na mnie i gniewa się rozważała dziewczyna.

Matka rzeczywiście często patrzyła na Grażynę milcząc, długim, lodowatym spojrzeniem, nie mówiąc nic. Ojciec odszedł, gdy Grażynie było trzy lata; od tego czasu jedyne, co przypominało o jego istnieniu, to alimenty, które ledwie zdradzały, iż mężczyzna żyje i pracuje, ale nie pamięta o córce. Grażyna wybaczyła mu dawno temu.

Niewytłumaczalnie, uraz nosiła w sercu pod kątem matki. Zewnętrznie przyjmowała jej obojętność, ale w duszy gromadziła się lodowa bryła, która przyciskała serce zimnem.

***

Nadszedł czas ostatniego dzwonka szkoły. Grażyna w białej, koronkowej fartuszce przeszukiwała wzrokiem salę, szukając matki, która pojawiła się jedynie na początku, otrzymała podziękowanie od dyrektorki za wzorową córkę, a potem zniknęła w tłumie. Patrzyła z zazdrością, jak inni przytulają się z rodzicami, fotografują się na pamiątkę, i walczyła ze łzami urazy.

Potem nadszedł wybór na studia. Grażyna była dumna przy takiej konkurencji dostać się na darmowy kierunek było prawie niemożliwe, a ona tego dokonała! Matka przyjęła wiadomość spokojnie, bez uśmiechu, bez choćby cień dumy. Zapytała jedynie, czy jest tam akademik i gdzie będzie mieszkać podczas nauki.

Rozgniewana, dziewczyna spakowała rzeczy, wyprowadziła się najpierw do przyjaciółki, a potem wywalczyła miejsce w akademiku.

***

Lata mijały, a Grażyna i Anna praktycznie przestały ze sobą rozmawiać, co zadziwiło jej męża i teściową Marię Nową, która stała się jej prawdziwą rodziną. Własna matka nie przyjechała na ślub, jedynie przelała przyzwoitą sumę pieniędzy i wysłała suchą kartkę z gratulacjami. Maria uczyła Grażynę wszelkich domowych sztuczek, a także miłości często siedziały wieczorami przy herbacie w kuchni, rozmawiały o wszystkim. Kobieta potrafiła po prostu przyjść, objąć, okazać prawdziwe współczucie. Po miesiącu od ślubu Grażyna zaczęła nazywać ją mamą.

Właściwa matka zdawała się po prostu zniknąć, ciesząc się w końcu upragnionym spokojem i samotnością. Nigdy nie dzwoniła pierwsza, nie zjawiła się przy wypisie z szpitala, a choćby zdjęcia jej wnuczka, które młoda matka regularnie przesyłała, pozostawały nieotwarte. Grażyna milczała, ale często wieczorami płakała w cichej łazience. Maria widziała to, widziała spocone oczy synowej, opuchniętą od łez twarz i ciężko wzdychała.

Kiedy Grażyna z synem i małym wnuczkiem pojechali złożyć matce życzenia urodzinowe, a ona, przyjmując prezent, podziękowała suchym tonem i nie wpuściła młodej pary do domu, zamykając drzwi przed własnym wnuczkiem, Maria, pełna serca i troski, postanowiła przywrócić sprawiedliwość. Wyruszyła do teściowej z determinacją, by porozmawiać, nieważne jak.

Tam właśnie ujawniła się cała prawda.

***

Ojciec Grażyny, Piotr, od razu po ślubie stał się czarnym gościem zniknął na kilka miesięcy w głębokim czerniu. Młoda żona nie miała złudzeń co do męża, nie chciała roztrzaskiwać rodziny. Gdy po długim zniknięciu powrócił z dzieckiem w ramionach dzieckiem jednej z kochanek, które nie przeżyło porodu przyniósł je do domu żony prawnej. To, co przeszło w sercu Marii, trudno opisać słowami. Wychowywać dziecko, które nie było jej własnym, i kochać je całym sercem, to niezwykle trudne wyzwanie. Próbowała, prawie udało się, ale Piotr ostatecznie odszedł, pozostawiając po sobie jedynie niepotrzebną córkę.

Co zrobić z dzieckiem porzuconą młodą kobietę? Oddać do domu dziecka, by zbudowała własne życie? Mieć własne dzieci? Co powie ludzie? Przerażona osądem, Marię zostawiła Grażynę, poświęcając własne szczęście. Całe życie próbowała kochać dziewczynkę, ale patrząc na jej twarz, tak podobną do zdradzieckiego męża, rozumiała, iż kocha męża wciąż, a dziewczynka jest jedynie smutną jego kopią.

***

Gdy Maria wróciła do domu, Grażyna z maluchem już spali, wtuleni w szerokim łóżku rodzinnego. Mąż był w delegacji w innym mieście, a wnuk z euforią przeskoczył do łóżka rodziców. Maria usiadła cicho na brzegu, patrząc na swoich najbliższych. Pokryła wnuka kocem, delikatnie poprawiła rozwiane włosy synowej.

Co jej powiedzieć? Czy ma ona w ogóle prawo znać prawdę? myślała.

Grażyna poczuła dotyk obcych dłoni, otworzyła przymglone oczy i spojrzała na kobietę.

Śpij, kochanie, śpij, córeczko szepnęła Maria, całując ją w czoło i cicho zamykając drzwi za sobą.

Idź do oryginalnego materiału