Moje życie kształtowało się w cieniu nieobecności ojca, a im starsza byłam, tym bardziej narastała we mnie potrzeba odnalezienia go i uzyskania odpowiedzi na pytania, które mnie dręczyły. Mama była ze mną w ciąży, kiedy postanowił zniknąć z jej życia, pozostawiając ją samą z całą tą przyjemnością samotnego rodzicielstwa. Ciążę ukrywała przed znajomymi i rodziną, żeby nie ściągnąć na siebie fali szeptów i złośliwostek od ciotek, które i tak wiedzą wszystko najlepiej. On natomiast wykazał się odwagą pawiana i stchórzył przez odpowiedzialnością.
Zawsze pielęgnowałam wspomnienia o mojej zapracowanej mamie kobieta orkiestra, która potrafiła jednocześnie zarabiać na chleb, mamrotać pod nosem i przy tym doglądać mojego dzieciństwa. Jej miłość kryła się w ciasteczkach z czekoladą przemycanych w torbie z pracy i w tych czułych buziakach na dobranoc, po których łóżko stawało się trochę mniej zimne. Z wiekiem ciekawość na temat ojca rosła jak drożdżowe ciasto, tylko nigdy nie starczyło mi odwagi, żeby zapytać o niego wprost nie chciałam widzieć smutku w jej oczach.
Po latach, podczas szperania w szafie mamy (powiedzmy, iż sprzątałam, a nie szpiegowałam!), znalazłam papiery z jego pełnym imieniem, nazwiskiem i adresem gdzieś pod Warszawą, bo gdzieżby indziej miałaby żyć taka zagubiona dusza. Zgłupiałam jak większość Polaków przy pierwszym wyborze kawy we Włoszech, ale postanowiłam go jednak poszukać. Internet, ten nasz narodowy sport, okazał się w tej sprawie bezradny. Zupełnie przez przypadek trafiłam w sieci na dziewczynę w moim wieku, która akurat mieszkała w tym samym mieście. Z entuzjazmem godnym świeżo upieczonej studentki zaoferowała pomoc no i tak, bez zbędnej zwłoki, trafiłam pod ten adres.
Jak się okazało, tata wybrał idealny moment na urlop razem z nową rodziną zwiedzał polskie morze i opychał się goframi. Moja nowa koleżanka nie dała jednak za wygraną wypytała sąsiadki (bo kto lepiej zna sekrety niż polska sąsiadka?) i przypadkiem trafiła na adekwatny trop. Rodzina wróciła z urlopu, więc podjęła jeszcze jedną próbę kontaktu.
Niestety odpowiedź była mniej więcej taka, jakiej spodziewać się można od mistrza unikania zobowiązań. Ojciec wyjaśnił, iż zbudował sobie nowe życie i nie ma ochoty narażać go na ryzyko przez spotkanie z obcą osobą, choćby jeżeli tą osobą jest własne dziecko. Oczywiście, iż to bolało jak zimny prysznic po gorącej kąpieli, ale zrozumiałam w końcu, o co chodziło mojej mamie, gdy mówiła nie warto rozdrapywać starych ran.
Z perspektywy czasu widzę, iż cała ta wyprawa za ojcowskim cieniem była moją małą pomyłką taką typowo polską eskapadą po odpowiedzi, których nikt nie chce usłyszeć. Jego odmowa nie tylko pogłębiła pustkę w serduchu, ale i sprawiła, iż zaczęłam bardziej doceniać moją mamę. Może już czas zaakceptować, iż na wszystko nie ma lekarstwa i odpuścić pogoń za tym, kto nigdy nie chciał biec u mojego boku. Szczęśliwie, od zawsze miałam pod ręką najwierniejszą kibickę moją mamę a jej miłość daje mi siłę lepszą niż wszelkie rodzinne rewelacje.



