Mamusiu, on chce, żebym to dla niego zrobiła Mówi, iż wszystkie porządne kobiety to potrafią A ja nie jestem porządna? Naucz mnie Skoro inne to potrafią, ja też powinnam umieć
Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, iż moja bratanica znalazła męża, i to tylko dzięki swojej mamie.
Gdy Milena była jeszcze małą dziewczynką, moja siostra nie chciała choćby słyszeć o przedszkolu wychowywała ją tylko w domu. Jako nastolatka miała zakaz spotykania się ze znajomymi, nie mogła wychodzić wieczorami, adekwatnie cały czas spędzała w czterech ścianach. Stała się przez to ogromną domatorką. Kiedy dostała się na studia w Krakowie, jej mama pilnowała, żeby codziennie wracała do domu przed osiemnastą. Milena miała już dwadzieścia lat, a jej mama potrafiła zadzwonić o wpół do siódmej wieczorem i nagadać jej, czemu jeszcze jej nie ma w domu. To było naprawdę przegięcie.
Milena poznała swojego przyszłego męża na drugim roku studiów siedzieli razem w bibliotece, on był o dwa lata starszy, pożyczał jej swoje notatki, pomagał przy projektach. Zanim się spostrzegła, zakochał się w niej po uszy i zaczęli się spotykać. I wtedy właśnie Milena zaczęła naginać wszystkie zasady ustalone przez jej mamę.
W końcu wyszła za mąż, a jej mama nie miała wyboru musiała pozwolić jej zacząć nowe życie.
Kilka dni temu wydarzyło się coś niesamowitego, czym muszę się pochwalić. Siedziałam z siostrą w jej mieszkaniu w Nowej Hucie, gdy nagle zadzwoniła Milena. Usłyszałyśmy jej głos na przemian płacz i śmiech, ledwo dało się coś zrozumieć:
Mamo, on chce, żebym to dla niego zrobiła Mówi, iż wszystkie dobre kobiety to potrafią Ja już nie wiem, czy jestem wystarczająco dobra. Naucz mnie, proszę Skoro inne żony potrafią, ja również powinnam!
W tej chwili twarz mojej siostry błyskawicznie się zmieniła, od razu poprosiła córkę, żeby się uspokoiła, i pytała, o co chodzi, co takiego wszystkie dobre kobiety potrafią.
Zupę, mamo! odpowiedziała Milena, a my wybuchnęłyśmy śmiechem.
Nie śmiejcie się ze mnie! Nigdy mnie nie nauczyłyście, jak się gotuje zupę, a te przepisy z internetu są jakieś dziwne, wychodzi mi sama woda!
Szybko wzięłyśmy się z siostrą w garść i na spokojnie, krok po kroku, tłumaczyłyśmy jej przez telefon, jak ugotować dobrą pomidorową. Co chwilę jednak pękałyśmy ze śmiechu, bo sytuacja była przekomiczna.
Wieczorem Milena oddzwoniła, szczęśliwa, iż wszystko się udało. Jej mąż był zachwycony i ją wychwalał, iż zupa wyszła przepyszna, a najważniejsze Milena stwierdziła z dumą, iż w końcu czuje się prawdziwą żoną!














