Kacper wstaje w czterdziestym roku życia, a jego żona Zosia ma dwadzieścia osiem. Jest jedynaczką, jedynym i późnym dzieckiem profesora i nauczycielki. Najpierw przychodzą im na świat dwaj chłopcy, trochę później córka.
Teściowa, pani Natalia Antonina, przechodzi na emeryturę i zajmuje się wnukami. Kacper i ona mają dość osobliwe relacje on zwraca się do niej wyłącznie po imieniu i patronimicznym Natalio Antonino, ona odpowiada chłodnym panie Kacprze, używając zawsze jego pełnego imienia. Nie kłócą się, ale w jej obecności Kacper czuje się niekomfortowo i zimno. Trzeba przyznać, iż teściowa nigdy nie podnosi konfliktu, rozmawia z nim z wyraźnym szacunkiem i zachowuje surowy neutralizm w jego stosunku do żony.
Miesiąc temu firma, w której pracuje Kacper, upada, a on zostaje zwolniony. Przy kolacji Zosia mówi:
Nie wytrzymamy długich miesięcy na emeryturę mamy i moją pensję, Kacprze. Szukaj pracy.
Łatwo mówić szukaj! Trzydzieści dni Kacper przemierza porty, a nic nie znajduje.
Ze złości kopie pustą puszkę po piwie. Na szczęście teściowa milczy, ale rzuca wymownymi spojrzeniami. Przed ślubem podsłuchał rozmowę matki i córki:
Zosiu, naprawdę jesteś pewna, iż to ten człowiek, z którym chcesz spędzić życie?
Mamo, oczywiście!
Wydaje mi się, iż nie zdajesz sobie sprawy z odpowiedzialności. Gdyby ojciec żył
Mamo, dość! Kochamy się i wszystko będzie dobrze!
A dzieci? Czy zapewni im byt?
Poradzi sobie, mamo!
Nie pozostało za późno, Zosiu, pomyśl. Jego rodzina
Mamo, kocham go!
Och, nie musiałbyś już łamać łokci!
Nadszedł czas na gryzienie, mruknął Kacper z lekkim uśmiechem. Teściowa patrzyła jak w wodę.
Nie chce wracać do domu. Ma wrażenie, iż Zosia pocieszająco mówi: Nic nie szkodzi, jutro się uda! a jej matka wzdycha i milczy osądzająco, a dzieci z zadumą pytają: Tato, znalazłeś pracę? Słuchać tego po raz kolejny jest nie do zniesienia.
Kacper spaceruje nad Wisłą, siada na ławce w parku, a później wieczorem jedzie na wieś, gdzie rodzina przebywa od maja do października. W chacie płonie jedno okno w sypialni Natalii Antoniny. Cicho podchodzi po ścieżce, zasłona drży, a on siada na kłodzie.
Teściowa wyłania się:
Kacprze już od dawna nie wraca. Dzwoniłaś, Zosiu?
Tak, mamo, numer jest niedostępny. Pewnie znów nie znalazł pracy i kręci się gdzieś.
Jej głos ocieża się lodem:
Zosiu, nie odzywaj się w takim tonie do ojca naszych wnuków!
Ojej, mamo, serio? Po prostu wydaje mi się, iż Kacper to leniwy głupek, który wcale nie szuka roboty. Już miesiąc siedzi u mnie na karku!
Po raz pierwszy od sześciu lat teściowa uderza pięścią w stół i podnosi głos:
Nie odważ się tak mówić o mężu! Co obiecałaś, kiedy się żeniłaś? w chorobie i w nieszczęściu! być przy mnie i wspierać!
Żona szepcze nerwowo:
Mamusiu, przepraszam. Nie martw się, dobrze? Po prostu jestem wykończona, zmęczona. Przepraszam, kochana.
Dobrze, idź spać sygnałuje zmęczona Natalia Antonina ręką.
Światło gaśnie. Teściowa przechadza się po pokoju, odsłania zasłonę, wpatruje się w ciemność, podnosi wzrok w niebo i gorąco się modli:
Boże Wszechmogący, zachowaj mojego syna, męża mojej córki! Nie pozwól mu stracić wiary w siebie! Pomóż naszemu synkowi!
Szepta i znakomicie się krzyży, a łzy spływają po jej policzkach.
Kacprze w sercu rośnie kulka gorąca. Nikt nigdy nie modlił się za niego ani surowa matka, pracująca w urzędzie, ani ojciec, którego ledwo pamięta, zniknął, gdy miał pięć lat. Dorastał w żłobku, przedszkolu, szkole i świetlicy. Po studiach od razu wziął pracę, bo matka nie znosiła bezrobocia i wierzyła, iż sam się utrzyma.
Gorąco wzbiera coraz wyżej, wypełniając wnętrza i wyciekając łzami. Przypomina sobie, jak rano teściowa wstaje najwcześniej, piecze ciasta, które kochał, gotuje aromatyczne zupy, a pierogi i uszkówki są prawdziwym cudem. Dbała o dzieci, sprzątała dom, sadziła w ogródkach, warzyła dżemy, kiszonki, chrupiące ogórki i kapustę na zimę.
Czemu nigdy nie interesował się tym? Dlaczego nigdy nie pochwalił? Pracowali z Zosią, rodząc dzieci, i myśleli, iż tak należy. Czy on tak naprawdę tak uważał? Przypomniał sobie, jak kiedyś cała rodzina oglądała telewizję i program o Australii; Natalia Antonina wspomniała, iż marzy o tym kontynencie. On zaśmiał się, iż tam jest za gorąco i nie przepuścią damy w lodowej zbroi.
Kacper jeszcze długo siedzi pod oknem, trzymając głowę w dłoniach. Rano z żoną schodzą na werandę na śniadanie, spoglądają na stół ciasta, dżemy, herbata, mleko, dzieci z uśmiechami i euforią w oczach. Kacper podnosi wzrok i ciepło mówi:
Dzień dobry, mamo!
Teściowa drży i po chwili odpowiada:
Dzień dobry, Kacperek!
Po dwóch tygodniach Kacper znajduje pracę, a po roku wysyła Natalię Antoninę na wakacje do Australii, mimo jej żywiołowego oporu.












