Mamo, to my, twoje dzieci… Mamo… Spojrzała na nich.
Jadwiga i Marek przez całe życie cierpieli biedę. Kobieta straciła już nadzieję na szczęśliwe i dostatnie życie. Kiedyś była młoda, zakochana i marzyła o lepszej przyszłości dla siebie i Marka. Rzeczywistość jednak potoczyła się zupełnie inaczej. Marek ciężko pracował, ale zarabiał bardzo mało. Na domiar złego, Jadwiga zaszła w ciążę. Na świat przyszło trzech synów, jeden po drugim. Ona sama już od dawna nie miała pracy. Wiedziała, iż pensja męża nie wystarczy na wszystko. Chłopcy rośli, a potrzebowali ubrań i butów.
Cała pensja szła na jedzenie, rachunki i podstawowe potrzeby. Dwanaście lat życia w takich warunkach odcisnęło piętno na całej rodzinie. Marek zaczął zaglądać do kieliszka. Przynosił wypłatę do domu, ale codziennie wracał pijany. Jadwiga z dnia na dzień coraz gorzej znosiła tę codzienność, traciła do niego serce. Pewnego dnia Marek wrócił jeszcze bardziej pijany niż zwykle, w ręce trzymał niedopitą butelkę wódki. Jadwiga nie wytrzymała, wyrwała mu ją i sama dokończyła. I od tamtej pory zaczęła pić.
Po jakimś czasie poczuła się lepiej. Wszystkie problemy jakby znikały. Czasem choćby robiło jej się weselej. Od tej pory prawie codziennie czekała, aż mąż przyniesie wódkę. Zaczęli więc razem pić.
Jadwiga zapomniała o synach. Ludzie we wsi dziwili się, jak bardzo alkohol może zmienić człowieka. Później chłopcy włóczyli się po wiosce i żebrali o jedzenie. W końcu jedna z sąsiadek nie wytrzymała i powiedziała:
Jadwigo, lepiej oddaj ich do domu dziecka, niż pozwolisz, żeby zdechli z głodu. Ile można pić i nie myśleć o swoich dzieciach?
Słowa te mocno utkwiły Jadwidze w pamięci. Nękały ją długo. Może rzeczywiście lepiej by było, gdyby chłopcy nie plątali się pod nogami. W końcu Jadwiga i Marek porzucili dzieciaki. Tak więc synowie trafili do domu dziecka. Płakali i czekali na mamę i tatę, ale nikt po nich nie przyszedł. Jadwiga i Marek już choćby ich nie pamiętali.
Tak minęło kilka lat. Synowie, jeden po drugim, opuścili dom dziecka. Otrzymali ciasne kawalerkę od miasta, ale przynajmniej mieli dach nad głową. Każdy z nich znalazł pracę. Zawsze wspierali się nawzajem. Nigdy nie rozmawiali o rodzicach, jednak każdego z nich dręczyło pytanie, dlaczego rodzice zrobili im coś takiego.
Pewnego dnia spotkali się i wsiedli w samochód postanowili pojechać do domu, w którym dorastali. Po drodze natknęli się na swoją matkę, ledwo idącą po chodniku. Minęła ich, choćby na nich nie patrząc.
Mamo, to my, twoje dzieci… Mamo…
Spojrzała na nich pustym wzrokiem. Po chwili jednak poznała swoich synów.
Zaczęła płakać i błagać o wybaczenie. Tylko czy można było to wybaczyć? Synowie stali bez słowa, nie wiedzieli, co powiedzieć. Ale w końcu uznali, iż niezależnie od wszystkiego, jest ich matką. I wybaczyli jej.
Tego dnia zrozumiałem jedno życie potrafi być bezlitosne i raniące, ale przebaczenie jest czasem jedynym sposobem, by uwolnić własne serce od ciężaru przeszłości.











