Matka dwóch uczennic: Jest terror w postaci sprawdzianów i klasówek

gazeta.pl 3 miesięcy temu
"Te dzieci nie mają normalnego życia. Tylko tyrają, żeby osiągnąć w miarę dobre wyniki. Jak ja wracam z pracy mam czas na odpoczynek, moje dzieci nie mają" - pisze pani Ania w wiadomości przesłanej do redakcji eDzecko.pl. Twierdzi, iż niektórzy nauczyciele choćby nie stosują się do statutów szkolnych i nagle robią sprawdziany, które powinny być zapowiedziane z tygodniowym wyprzedzeniem. Współczuje córkom, które są przemęczone nauką.Wielu rodziców sygnalizuje, iż podstawa programowa w szkołach jest przepełniona i uczniowie, zamiast odpocząć po powrocie ze szkoły, uczą się na kolejne sprawdziany oraz prace klasowe. Po publikacji artykułu poświęconego temu zjawisku napisała do nas mama dwóch dziewczynek w wieku 13 i 17 lat.
REKLAMA


"Jestem załamana i strasznie mi żal dzisiejszych uczniów"Jako matka jestem załamana i strasznie mi żal dzisiejszych uczniów. Codziennie są sprawdziany, niezapowiedziane kartkówki, choćby z muzyki czy plastyki czyli przedmiotów, które były zawsze miłe- przyznała pani Ania (imię zmienione na potrzeby artykułu).Nasza czytelniczka podkreśliła, iż jej córki dobrze się uczą, chociaż u starszej dziewczynki zauważyła pogorszenie w nauce. W podstawówce była wzorową uczennicą, ale ogrom nauki sprawił, iż jest obciążona nie daje rady uczyć się z lekcji na lekcję.Te dzieci mnie mają normalnego życia. Tylko tyrają, żeby osiągnąć w miarę dobre wyniki. Jak ja wracam z pracy, mam czas na odpoczynek, moje dzieci nie mają. Niektórzy nauczyciele choćby nie stosują się do statutów szkolnych i robią nagle sprawdziany, które powinny być zapowiedziane np. z tygodniowym wyprzedzeniem- przyznała."Córki nie mają życia poza nauką"Pani Ania zgadza się ze zdaniem matki, której opinię przytoczyliśmy w poprzednim artykule. "Chodzi o to, iż nikt nie weryfikuje tego, jak nauczyciel uczy. Nikogo to nie obchodzi. Często np. z matematyki nie tłumaczą, a jak dzieci pytają to np. je ignorują i później tej wiedzy wymagają na sprawdzianach" - napisała. Problemem może być również to, iż pedagodzy ledwo się wyrabiają z omówieniem na lekcji danego materiału. W efekcie rodzice płacą za korepetycje albo uczą dzieci sami.


Jeżeli np. 60 proc. klasy dostało złą oceny z danego przedmiotu to chyba o czymś świadczy. I raczej nie o tym, iż 60 proc. się nie uczy- twierdzi pani Ania.W opinii naszej czytelniczki taki ogrom nauki negatywnie wpływa na zdrowie psychiczne dzieci, którym brakuje czasu w odpoczynek czy realizację pasji. "Jestem nauczona, iż trzeba pracować, aby coś osiągnąć. Tego uczę moich dzieci, ale naprawdę one nie mają życia poza nauką!" - stwierdziła.Pani Ania podkreśliła jednak, iż jej córki trafiły na nauczycieli z pasją, którzy potrafią skutecznie przekazać wiedzę i zainteresować uczniów. Zdaniem naszej czytelniczki należą oni jednak do mniejszości.W szkole mojej córki są pani od historii, pani od geografii i pan od biologii, którzy potrafią nauczyć i zachęcić dzieci do nauki. Większość uczniów ma z tych przedmiotów dobre oceny. To chyba o czymś świadczy- dodała.


"Jest terror"Zaznaczyła również, iż jako matka nie mam serca wymagać od dzieci lepszych wyników. "Wolę, żeby w weekendy poszły na spotkanie z koleżankami, pochodziły po mieście albo na jakąś imprezę. One mi mówią, iż one mają życia. W tygodniu zasuwają w szkole, w weekendy też mają obowiązki w domu i po prostu nie chce się im żyć tylko po to, by tyrać" - przyznała. Według pani Ani należy gwałtownie zmniejszyć podstawę programową oraz weryfikować, którzy nauczyciele skutecznie przekazują wiedzę. "Jest terror w postaci sprawdzianów i kartkówek i nic więcej!" - podsumowała.A czy Twoje dziecko chodzi na korepetycje? A może do opanowania konkretnego materiału wystarczy mu wiedza wyniesiona z lekcji? Podziel się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami w komentarzu albo napisz na maja.kolodziejczyk@grupagazeta.pl.
Idź do oryginalnego materiału