Mama tuliła ją do siebie, całowała i zastanawiała się: Do kogoż ona jest podobna? I westchnęła. Znajomi też dziwili się i zadawali to samo pytanie. Czy to ktoś z przyjaciół namieszał Michałowi, czy mama coś podejrzewała, czy może Michał sam zaczął wątpić w wierność żony, ale pewnego dnia wrócił z pracy posępny.
Michał, co zamierzamy zrobić? Przecież to za wcześnie. Zuzia dopiero skończyła dwa lata, przed chwilą przestała używać pieluch. Ja choćby nie zdążyłam odpocząć martwiła się Marta. Z jednego urlopu macierzyńskiego na drugi Zuzia jeszcze malutka, ciągle chce być na rękach. Jak będę ją nosić będąc w ciąży?
Będzie nas czworo, a ty jeden pracujesz. Może powinniśmy poczekać z drugim dzieckiem? zapytała Marta, od razu bojąc się własnych słów.
Co ty wygadujesz? Wyrzuć to z głowy Michał spojrzał poważnie na żonę. Przepraszam, to moja wina, ale damy radę dodał już łagodniej. Znajdę dodatkową pracę.
Jeśli to będzie dziewczynka, problemu nie widzę. Ubrań po Zuzi jest pełno, choćby wózka nie trzeba kupować.
Różnica wieku niewielka, będą się przyjaźnić. A jeżeli chłopiec Michał uśmiechnął się lekko. Złożę wniosek o powiększenie mieszkania.
I tak postanowili. Marta kochała Zuzię bezgranicznie, rozpieszczała ją. Była ta pierwsza, długo wyczekiwana.
Nie mogła się powstrzymać, żeby po raz kolejny nie wziąć jej na ręce, przytulić, pocałować, choćby kiedy brzuch już był wyraźny.
Cicho jednak liczyła na to, iż nie informuje tej drugiej, na którą nie do końca była gotowa, choć choćby przed sobą bała się do tego przyznać.
Ale natura miała własny plan. Ciąża przebiegała bez problemów i we właściwym terminie w rodzinie Nowaków urodziła się kolejna dziewczynka.
Gdy pierwszy raz przynieśli ją do karmienia, Martę lekko zaniepokoił jasny meszek na głowie córeczki. Zarówno Marta, jak i Michał byli ciemnowłosi.
Zuzia też miała przy narodzinach czarne jak smoła włosy, które później trochę pojaśniały. Może u tej będzie odwrotnie, z czasem przestaną być takie jasne pomyślała Marta.
Niebieskooka, blada dziewczynka budziła zachwyt u wszystkich, którzy ją widzieli. Nad imieniem rodzice długo się nie zastanawiali, nazwali ją Jagoda.
Imię niezbyt popularne, ale siostry będą miały te same inicjały. Rodzice dopatrywali się w tym jakiegoś szczególnego znaczenia.
Nikt nie potrafił wyjaśnić, jak to się stało, iż w jednej rodzinie urodziły się dwie tak różne dziewczynki. Jagoda nie tylko różniła się od Zuzi, ale i od rodziców.
Im była starsza, tym różnica stawała się bardziej widoczna. Jakby przypadkiem przywiało ją do tej rodziny jakiś nieznany wiatr.
Z czasem jej włoski nieco przyciemniały do jasnego blondu. Spokojna i okrągła, patrzyła na świat wielkimi niebieskimi oczami.
Mama tuliła ją, całowała i znów pojawiało się to pytanie: Do kogo ona podobna? A znajomi powtarzali te same wątpliwości.
Ktoś coś Michałowi podpowiedział, czy może sama Marta zaczęła się niepokoić, czy wreszcie Michał sam zaczął wątpić, ale pewnego dnia wrócił z pracy mocno zamyślony.
Długo milczał, czym zaniepokoił żonę, a potem zaczął domagać się wyjaśnień, oskarżając Martę o zdradę.
Przypomniał sobie nawet, iż do Marty lata temu zalecał się taki przystojny blondyn. Może z nim wtedy mnie zdradziła? Ze starej sympatii?
A jeżeli nie zdradzała, to może dzieci zamieniono w szpitalu. Rzadko, ale się zdarza.
Nie zdradzałam cię z nikim. To nasza córka, nikt jej nie podmienił! płakała Marta, tłumacząc się i płacąc za niesprawiedliwe podejrzenia męża.
Od tej pory w domu były codzienne kłótnie. Sytuacja szła ku rozstaniu. Marta już zaczęła pakować rzeczy, myśląc o odejściu. Wtedy Michał się opamiętał.
Kochał żonę. jeżeli odejdzie, zabierze dzieci, a on zostanie sam. Boi się tej samotności. Chciał tylko wiedzieć prawdę.
Wstydził się tych pytań i słów: A do kogo ona podobna? Taka jasna, ani do mamy, ani do taty
Michałowi wydawało się, iż wszyscy patrzą na niego jak na jelenia. Przekonał Martę, by została, ale zapowiedział, iż zrobi test na ojcostwo. Marta ponownie wybuchnęła płaczem.
Jak mam się tu zatrzymać, skoro nie wierzysz mi? Skoro tak, to od razu sprawdź też Zuzię, może i ją przyniosłam pod pachą. Może od razu się rozstańmy.
Michał sam pobrał ślinę od Jagody, trochę włosów od Zuzi, zaniósł wszystko do laboratorium.
Długo męczył laborantów pytaniami, czy mogą coś pomylić, czy są pomyłki, czy ktoś mógłby podmienić próbki lub wynik?
Zapewnili go, iż to niemożliwe. Michał nieco się uspokoił.
Dziewczynki słyszały kłótnie. Jagoda miała cztery lata, ale już wiedziała, iż rodzice kłócą się przez nią.
A Zuzia dosłownie powiedziała:
Nie jesteś moją siostrą, ktoś cię nam podrzucił. Przez ciebie mama i tata się kłócą i chcą się rozstać.
Jagoda rozpłakała się. Mama długo nie mogła jej uspokoić.
Zuzia zastanawiała się, jakby tu pozbyć się młodszej siostry. Gdy jej nie będzie, rodzice przestaną się kłócić i się nie rozstaną.
Pewnego dnia Marta poszła do sklepu i zostawiła dziewczynki same zasiedziała się na dłużej. Michał był w pracy. Zuzia ubrała siostrę i postanowiła wyprowadzić ją coraz dalej od domu.
Kiedy Marta wróciła i nie zastała dzieci, wybiegła przed blok, ale dziewczynek na podwórku nie było.
Sąsiadka z parteru widziała, jak siostry gdzieś idą, ale spieszyła się na ulubiony serial i niczego ich nie zapytała.
Zrozpaczona matka biegała po osiedlu, szukając córek. Michał też dołączył do poszukiwań. Zapadał zmierzch, a dziewczynek nie było.
Zadzwonili na policję. Po godzinie obie się odnalazły. Najpierw Jagodę kobieta zadzwoniła na komisariat, iż na podwórku płacze jakaś mała dziewczynka.
Wkrótce odnaleziono Zuzię, która zgubiła się w ciemności i nie trafiła do domu.
Rodzice cieszyli się tak bardzo, iż choćby nie zrugali dziewczynek. Zuzia nie przyznała się, iż chciała zostawić siostrę daleko od domu.
Znów były kłótnie. Tata oskarżał matkę, iż zostawiła córki bez opieki. Ta zarzucała mu, iż prawie go nie ma w domu.
Co by było, gdyby któraś wpadła pod samochód albo je ktoś porwał
Wreszcie Michał dostał wyniki testu: był biologicznym ojcem i Jagody, i Zuzi. Zdrady nie było.
Wyjaśniono mu, iż czasem ujawniają się ukryte geny. choćby jasne kobiety potrafią urodzić ciemnowłose dzieci, i na odwrót. Tak objawiają się grzechy przodków.
Powoli w domu powrócił spokój. Ale Jagoda wciąż czuła się kimś obcym.
Siostry nie zaprzyjaźniły się. Zuzia wciąż była niechętna młodszej. Kłócąc się, mówiła, iż nikt jej nie kocha i nie jest jej siostrą.
Mi kupują nowe sukienki, a ty nosisz moje stare, bo nie jesteś prawdziwa argumentowała z przekonaniem.
Jagoda płakała, ale nie skarżyła się mamie. Zuzia często zwalała winę za swoje psoty na młodszą.
Do kogoś ty taka jesteś? Patrz na Zuzię, ona siedzi grzecznie, nie rozrabia wzdychała mama.
Po takich słowach Jagoda uznała, iż skarżenie się nie ma sensu. Mama kocha tylko Zuzię.
Jagoda siadała w kącie i zamykała oczy, udając, iż jej nie ma. Tak próbowała ukryć się przed osądzającym spojrzeniem mamy i niesprawiedliwymi słowami siostry.
Zuzia pierwsza skończyła szkołę, ale nie poszła na studia. Po co ładnej dziewczynie się uczyć?
Na zabawie poznała chłopaka i gwałtownie za niego wyszła. Miał własne mieszkanie, pracował z ojcem w komisie samochodowym.
Choć mama kochała Jagodę, ciągle stawiała starszą córkę za wzór.
Jagoda całe życie czuła, iż jest porównywana zawsze niekorzystnie. W głowie siedziały słowa Zuzi z dzieciństwa; faktycznie nosiła jej stare ubrania.
Zuzia to dopiero dziewczyna, jakiego chłopaka złapała. Ucz się. A ty tylko siedzisz całymi dniami w domu, o czymś marzysz, rysujesz. Idź byś chociaż na spacer, powtarzała mama.
W ostatniej klasie Jagoda zwróciła uwagę na chłopaka, który się nią zainteresował. Odpowiedziała na jego uczucia, spragniona, żeby ktoś ją pokochał.
Nie od razu zrozumiała, iż jest w ciąży. Gdy to do niej dotarło, przestraszyła się i powiedziała chłopakowi.
Chłopak ją lubił. Postanowił porozmawiać z rodzicami. W ten sposób ich związek wyszedł na jaw.
Matka chłopaka przyszła do Nowaków, próbując przekonać, by nie psuli jej synowi życia, wymuszając na Jagodzie aborcję.
Za córką niespodziewanie stanął ojciec. Może chciał zmyć dawne winy, a może po prostu jej żal.
Niech rodzi powiedział. Nie pozwolę jej skrzywdzić, tyle już przeszła. Jak wam się nie podoba, poradzimy sobie sami.
Rodzice wysłali nieudanego tatę do dalszej nauki w innym mieście. Jagodę przepisali na nauczanie domowe.
W szkole próbowano sprawę wyciszyć, by nie przechodziła na górę. Kuratorium i tak obwiniłoby nauczycieli za brak wychowania. Szkołę ganiono na wszystkich naradach.
Nawet egzaminy Jagoda pisała w domu, przy nauczycielach. Innym uczniom nie wypadało, by patrzyli na ciężarną koleżankę.
Nauczycielka angielskiego pożałowała Jagody i dyskretnie jej pomagała. Jagoda dostała z egzaminu dobry wynik.
Ale po co jej ta ocena? Urodzi, będzie z dzieckiem, nie będzie miała głowy do nauki.
Wkrótce niespodziewanie ojciec odszedł. Było dużo pracy, mnóstwo problemów nie wytrzymało serce.
Kładł się po pracy na chwilę przed telewizorem i odszedł we śnie. Mama znalazła go jeszcze ciepłego.
Mieszkanie wypełniły krzyki i płacz, przyjechało pogotowie, potem karawan. Przez stres Jagodzie zaczęły się przedwczesne bóle porodowe.
Wyszło więc, iż tego samego dnia, w którym tata odszedł, ona urodziła synka. Takiego jak sama z jasnym meszkiem na głowie i niebieskimi jak niebo oczami.
Na pogrzeb nie mogła pójść, była jeszcze w szpitalu. Mama przyszła po nią do szpitala, przemieniona przez żal. W domu licho się odzywała, iż to Jagoda mogła dobić ojca.
Tylko przez nią same kłopoty od urodzenia. Ale wnuka pokochała.
Jak można nie kochać pięknego, jasnego jak anioł chłopca? Obawiała się tylko, iż teraz nikt młodszej córki nie weźmie za żonę.
Nie potrzebuję nikogo. Mój własny ojciec wątpił, to kto obcy pokocha mojego syna? mówiła Jagoda.
Chłopiec rósł spokojny, mądry jak na swój wiek. Gdy miał pięć lat, los znowu skrzyżował drogi Jagody i Zuzi.
W przeciwieństwie do młodszej, Zuzia choćby nie mogła marzyć o dziecku.
Rodzice jej męża marzyli o wnuku. Namawiali syna, by szukał innej żony.
Chłopak zaczął się zabawiać z innymi. Zuzia cierpiała, ale nie odeszła. Do matki? Do biedy wracać się nie chciało. gwałtownie się przyzwyczaiła do wygód.
Do tego w domu mieszkała nielubiana Jagoda z synem. Sergiusz chodził już do przedszkola, Jagoda skończyła kurs fryzjerski, pracowała.
Zuzia znowu wymyśliła, jak pozbyć się siostry. Ale ta już dorosła, nie poprowadzi jej za rękę na drugi koniec osiedla. Uknuła, by znaleźć jej męża.
Do domu przychodził informatyk, aby naprawiać komputer. Młody, przystojny, wolny.
Zuzia chciała choćby go poderwać, żeby zemścić się na mężu. Ale komputerowiec był nieugięty, odrzucił ją.
To z nim postanowiła zeswatać siostrę. Nie chcesz mnie, to masz moją głupią siostrę, jeszcze z dzieckiem.
Wysłała mu wiadomość, iż chce pogadać, umówiła się w kawiarni. Jagodzie powiedziała, iż pozna ją z chłopakiem. Nie możesz być wiecznie sama, dziecku potrzebny ojciec.
Była pewna, iż Jagoda nie spodoba się chłopakowi. Będzie się denerwować, wyjdzie śmiesznie.
Chłopak będzie czekał na Zuzię, nie na nią. Mężczyźni nie chcą puszystych kobiet, jeszcze z balastem. Wróci do Zuzi.
A jeżeli jednak się jej uda, młodsza wyprowadzi się, a Zuzia wróci do matki. W każdej wersji wyjdzie na swoje.
Jagoda założyła ładną sukienkę i uczesała się, nie malowała się jednak, by chłopak zobaczył ją taką, jaka jest naprawdę.
W kawiarni rozpoznała go od razu. Siedział sam przy stoliku, wpatrzony w telefon.
Pan Damian? zapytała.
Tak, a pani to?
Jestem siostrą Zuzi, Jagoda.
Damian był zdziwiony, ale zaproponował kawę.
Tu są świetne ciastka, zamówić? zapytał.
Skąd pan wie?
Bywam tu często z klientami. Znów spojrzał w telefon, próbując dodzwonić się do Zuzi.
Jagoda mu się przyglądała. Podkrążone oczy, zarost, zmierzwione włosy.
Prawie ją korciło, żeby go ostrzyc. Sama nie wiedziała, jak się przy nim zachowywać, Damian nie zwracał na nią większej uwagi.
Przeszkadzam panu? zapytała w końcu.
Nie. A pańska siostra nie przyjdzie? odpowiedział pytaniem.
Zupełnie nie wiem. Zuzia powiedziała, iż mam się z panem spotkać. Może jednak powinnam już iść
W tym momencie podano kawę.
Wypijmy kawę, skoro już pani przyszła.
Ja nie będę. Jagoda odsunęła talerz.
Boisz się, iż przytyjesz? Wyglądasz świetnie. To ci pasuje powiedział Damian.
Ale mężczyźni lubią szczupłe dziewczyny.
Kto ci tak powiedział? Co wiesz o facetach?
Nic przyznała Jagoda. Mam syna. Ma pięć lat. Zuzia panu nie mówiła?
A powinna? zdziwił się.
Mimo iż Jagoda domyśliła się podstępu Zuzi, Damian odprowadził ją do domu.
Szli, rozmawiając. To Damian mówił, Jagoda słuchała. Pod blokiem poprosił ją o numer.
Po co? zdziwiła się.
Chcę się jeszcze kiedyś spotkać. Tyle ja o sobie opowiedziałem, a ja o tobie nie wiem nic. Zadzwonię.
Zadzwonił dopiero po tygodniu.
Wybacz, dużo pracy miałem. Wieczorem mam wolne, może się spotkamy?
Jagoda była zaskoczona. Miała syna, wszystko kręciło się wokół niego. Damian postawił ją pod ścianą, nie pytając, czy może. Dała mu szansę.
Siedzieli w kawiarni, Jagoda powoli zaczęła mówić o sobie jak się urodziła, jak rodzice się kłócili.
Opowiadając, zaczęła patrzeć na wszystko jakby oczami Damiana, wiele zrozumiała.
Gdy wyszli z kawiarni, przylgnął do nich bezpański pies. Zaszli do sklepu Damian kupił mu chleb i plasterki.
Przy kasie starsza pani przed nimi długo liczyła grosze. Damian zapłacił za nią, kupił jej czekoladę, plasterki i lody.
A lody po co? zapytała Jagoda.
Widzisz, miałem babcię. Bardzo lubiła lody, ale rzadko kupowała, szkoda jej było pieniędzy.
Ze mną też jesteś z litości? Jak z psem i z babcią? spytała.
Zwariowałaś? Jesteś niesamowita. Dobra, czysta. Zwierząt i starszych zwyczajnie mi żal. Mam pieniądze, mogę pomóc.
Pies połknął jedzenie w mgnieniu oka i poszedł.
I co tam? wieczorem zadzwoniła Zuzia.
Dobrze odparła Jagoda.
Co takiego dobrego?
Spotykam się z Damianem. Dziękuję ci, iż nas poznałaś.
Co? Spodobał ci się ten gbur?
Jest bardzo miły. Z nim jest ciekawie. Powiedział, iż mu się podobam.
Zuzia mamrotała coś pod nosem i rozłączyła się. Niedługo potem przyszła do nich.
Jagoda położyła syna spać i chciała dołączyć do matki i siostry w kuchni. Przystanęła za drzwiami i nasłuchiwała rozmowy.
Tej głupiej zawsze się udaje. Chciałam się odegrać za to, iż on mnie odrzucił, a on zakochał się w tej krowie.
Co ty wygadujesz? Przecież masz męża! dziwiła się mama.
Mąż Szuka już sobie nowej, rozwód to kwestia czasu. Co ja mam zrobić, mamo?
Może wyolbrzymiasz?
Nie, mamo. Dlaczego? Gruba, głupia, tylko czyjeś włosy czesze. choćby dziecko ma, a ja nie mogę mieć.
To we mnie miał się zakochać. To mnie powinna być wdzięczna za to, iż ich poznałam. Lepiej jakbym ją wtedy wrzuciła do studzienki kanalizacyjnej!
Jakiej studzienki? Co ty
Mamo, co ci jest?! zawołała Zuzia, a Jagoda wbiegła do kuchni.
Mama złapała się za serce, łapała powietrze, przewracała oczami. Jagoda wezwała karetkę.
Lekarze zdążyli pomóc. Udar minął bez poważnych konsekwencji.
Po dwóch miesiącach Jagoda wyszła za Damiana i wraz z synem przeprowadziła się do niego.
Mamę odwiedzała niemal codziennie. Zuzia pokłóciła się z wszystkimi i wyjechała szukać szczęścia gdzie indziej
Rodzice myślą, iż dzieci nic nie rozumieją i kłócą się przy nich. A dzieci słuchają i wyciągają wnioski.
Rywalizacja sióstr o miłość rodziców czy uwagę chłopaków bywa okrutna. A zemsta często obraca się przeciw temu, kto ją planuje.
Dzieci nigdy nie słuchają dorosłych, ale nigdy się nie mylą, kopiując ich.
Słowa, które słyszy córka czy wyrażają wsparcie i troskę, czy ranią przyjmuje jako prawdę o sobie i o tym, jak działają relacje międzyludzkie.Jagoda czasem wracała myślami do dawnego domu. Zastanawiała się, kiedy zrozumiała, iż nie nosi w sobie obcości, ale własny rodzaj siły. Że można być innym i wciąż kochać a choćby być kochanym. Po latach to ona zapraszała mamę na obiady, odwoziła ją do lekarza, słuchała cierpliwie narzekań.
Sergiusz rósł szczęśliwy, chłonął ciepło nowego domu, przy rodzicach, którzy już nigdy nie pozwolili, by ich miłość była zakładnikiem cudzych podejrzeń. Damian śmiał się: Sercem, nie kolorem włosów, rozpoznaje się rodzinę. I tylko czasem, gdy uśmiechali się wszyscy troje do lustra, bijące z nich podobieństwo nie miało już większego znaczenia.
Któregoś dnia Zuzia zadzwoniła z zagranicy, zapłakana. Przepraszam, Jagodo zawsze chciałam, by ktoś mnie kochał. Nie wiedziałam, iż sama potrafię kochać źle. Może jeszcze nie wszystko stracone?
Jagoda milczała przez moment. Potem odetchnęła głęboko i powiedziała: Zawsze się da pod warunkiem, iż nie liczymy, do kogo jesteśmy podobni, tylko kogo obejmujemy ramionami.
Bo czasem rodzina to nie lustro, ale dłonie, które pomagają wstać po upadku. I w końcu każda z sióstr znalazła coś własnego miejsce, do którego chciała wracać. Choćby we wspomnieniach, choćby w poczuciu, iż nie trzeba być do kogoś podobnym, by zasłużyć na miłość.









