Matka tuliła ją do siebie, całowała i zastanawiała się: „Do kogo ona jest podobna?” I wzdychała. Znajomi również byli zdziwieni i zadawali to samo pytanie. Czy to ktoś z przyjaciół podsunął mężowi myśl, czy teściowa coś podejrzewała, czy może Wiktor sam zwątpił w wierność żony, ale pewnego dnia wrócił z pracy ponury.

newskey24.com 5 godzin temu

Dawno temu, pamiętam, jak moja mama tuliła mnie mocno, całowała i cicho rozmyślała: Do kogoż ona jest podobna? Westchnienia rozbrzmiewały po domu. Znajomi przychodzili z wizytą, oglądali mnie uważnie i zadawali dokładnie to samo pytanie. Nie wiem, czy to ktoś znajomy podpuścił mojego tatę, czy może mama zaczęła coś podejrzewać, czy może ojciec, pan Andrzej, sam zwątpił w wierność żony ale pewnego dnia wrócił z pracy wyraźnie ponury.

Andrzeju, co my teraz zrobimy? To jeszcze za wcześnie, Hania dopiero kończy dwa lata i dopiero przestaliśmy zakładać jej pieluszki. Ja choćby nie zdążyłam odpocząć denerwowała się mama, Barbara. adekwatnie to wciąż jestem na jednym urlopie macierzyńskim, jeszcze mi się nie chce przechodzić do kolejnego. A Hania jeszcze taka malutka, cały czas prosi się na ręce. Jak ja ją będę nosić z brzuchem?

Zaraz nas będzie czworo, a tylko ty pracujesz. Może jednak poczekamy z drugim dzieckiem? spytała Barbara, sama przerażona własnymi słowami.

Basiu, nie zaprzątaj sobie tym głowy Andrzej popatrzył surowo, ale od razu złagodniał. Przepraszam, to moja wina, jakoś damy radę. Wezmę sobie dodatkową robotę.

A jeżeli to będzie dziewczynka żaden problem. Po starszej zostało mnóstwo rzeczy. choćby wózka nie trzeba kupować.

Różnica wieku niewielka, będą najlepszymi przyjaciółkami. No a jak chłopiec Andrzej zawahał się To wtedy złożę wniosek o większe mieszkanie uśmiechnął się do Barbary.

I tak postanowili. Hanię mama kochała i rozpieszczała, jak przystało na pierwszą, wymarzoną córkę. Trudno jej było odmówić sobie przyjemności przytulenia czy ucałowania dziecka, choćby kiedy brzuszek zaczął być już mocno widoczny.

Często po cichu liczyła na to, iż może tej ciąży nie informuje iż ta druga córunia po prostu za gwałtownie postanowiła pojawić się na świecie choć choćby przed sobą nie przyznawała się do takich myśli.

Ale los zdecydował inaczej. Ciąża przebiegła spokojnie i o czasie w rodzinie Kamińskich przyszła na świat kolejna dziewczynka.

Kiedy pierwszy raz przyniesiono ją mamie do karmienia, zdziwił ją jasny meszek na głowie malutkiej. I Barbara, i Andrzej mieli ciemne włosy. U Hani po narodzinach włosy były czarne, dopiero potem pojaśniały. Może u tej będzie odwrotnie, myślała najpierw jasne, później ściemnieją.

Niebieskooka i blada jak śmietanka dziewczynka wywoływała zachwyt wszystkich sąsiadek. Nad imieniem rodzice się nie głowili została Celina. Rzadko się zdarza, ale tak właśnie wybrali.

Imiona Hania i Celina obie dziewczynki miały te same inicjały, o co rodzice widocznie bardzo dbali, choć nikt prócz nich nie znał powodu.

Nikt jednak nie potrafił pojąć, jak to możliwe, iż do jednej rodziny trafiły dwie tak różne córki. Celina nie tylko różniła się od siostry zupełnie nie przypominała również rodziców.

Im starsza była dziewczynka, tym bardziej rzucała się w oczy ta różnica. Jakby ją do nich jakiś nieznany, kapryśny wiatr przyniósł.

Włosy Celiny przyciemniały z czasem na jasny popielaty blond. Spokojna i pulchna, rozglądała się na świat ogromnymi niebieskimi oczami.

Mama tuliła ją do siebie, całowała i rozmyślała, do kogoż to jej Celina jest podobna. A znajomi dopytywali o to samo.

Może któryś ze znajomych coś naopowiadał Andrzejowi, może Barbara dała mu powód do niepokoju, a może sam Andrzej zaczął wątpić bo nagle, wróciwszy z pracy, był jakby nieobecny.

Milczał długo, czym bardzo zaniepokoił żonę, aż w końcu zażądał wyjaśnień, oskarżając Barbarę o zdradę.

Przypomniał sobie, iż kiedyś był chłopak, przystojny blondyn, który adorował Barbarę. Może to z nim zdradziła Andrzeja? Może z sentymentu?

A o ile nie zdradziła, to Może dzieci podmienili w szpitalu? Takie rzeczy się zdarzają, choć rzadko.

Nikomu cię nie zdradziłam! To nasza córka, nikt jej nie podmienił! Barbara płakała, broniąc się przed jego niesprawiedliwymi podejrzeniami.

Ich małżeństwo zaczęło się codziennie rozpadać. Doszło już prawie do rozwodu. Barbara postanowiła odejść, zaczęła choćby pakować walizki. Dopiero wtedy Andrzej oprzytomniał.

Kochał przecież żonę. Gdyby odeszła, zabrałaby dzieci i zostałby sam a tego się panicznie bał. Chciał tylko poznać prawdę.

Wstydził się słyszeć nieustannie te zachwyty i zdziwione spojrzenia: A w kogo ona taka biała? Ani do mamy, ani do taty

Czuł, jakby wszyscy widzieli na jego głowie rogi jak u jelenia. Błagał Barbarę, by została, ale zapowiedział, iż zrobi test na ojcostwo. Barbara tylko znowu się rozpłakała.

Jak mam tu zostać, skoro mi nie wierzysz? Chcesz robić test? To zbadaj jeszcze Hanię, może ją też mam z kimś innym! Może lepiej się od razu rozstańmy!

Andrzej sam zebrał ślinę Celiny i włos Hani, osobiście zaniósł wszystko do laboratorium.

Męczył pracowników setkami pytań czy mogą pomylić próbki, czy wynik może być niewłaściwy, czy czasem nie będzie pomyłki? Zapewniali go, iż absolutnie nie. Trochę się uspokoił.

Dziewczynki słyszały kłótnie rodziców. choćby czteroletnia Celina wiedziała, iż kłótnie mamy i taty krążą wokół niej.

A Hania prosto powiedziała siostrze:

Nie jesteś moją siostrą. Ktoś cię nam podrzucił. Przez ciebie mama i tata się kłócą i chcą się rozstać.

Celina się rozpłakała, mama tuląc ją długo nie mogła uspokoić.

A Hania coraz częściej myślała o tym, jakby tu pozbyć się siostry. Jak jej nie będzie, mama i tata się pogodzą.

Pewnego popołudnia mama poszła na zakupy, zostawiając dziewczynki same. Tata był w pracy. Hania ubrała siostrę, zabrała ją na spacer im dalej od domu, tym lepiej.

Kiedy Barbara wróciła i nie zastała dziewczynek, wybiegła na podwórko. ale córek nigdzie nie było.

Sąsiadka z parteru widziała, jak gdzieś poszły, ale śpieszyła się, bo zaczynał się serial i nie zwróciła większej uwagi.

Zrozpaczona matka biegała po klatkach i podwórkach, niedługo do poszukiwań dołączył Andrzej. Dzień chylił się ku wieczorowi, z dziewczynkami wciąż nie było kontaktu.

W końcu zadzwonili na policję. Po godzinie odnaleziono obie siostry. Najpierw Celinę ktoś zadzwonił z informacją, iż na skwerze siedzi i płacze samotna dziewczynka.

Niedługo potem znaleziono i Hanię, zabłąkaną w cieniu drzew. Rodzice byli tak szczęśliwi, iż choćby nie karcili dzieci. Hania, oczywiście, nie wyznała, iż chciała oddalić siostrę jak najdalej od domu.

W domu znowu wybuchły kłótnie. Ojciec zarzucał matce, iż zostawiła córki bez nadzoru, ona jemu wytykała, iż w ogóle nie ma go w domu.

A co by było, gdyby wpadły pod samochód, albo gdyby je ktoś porwał?

Wreszcie ojciec odebrał wyniki testów. Okazało się, iż jest biologicznym ojcem obu dziewczynek. Żadnej zdrady nie było.

Wytłumaczono mu, iż czasem w rodzinie ujawniają się niespodziewane cechy genetyczne.

Z czasem w domu nastał znów spokój. Ale Celina wciąż czuła się na uboczu.

Siostry nie były przyjaciółkami. Hania nie ukrywała niechęci do młodszej. Gdy się kłóciły, powtarzała Celinie, iż nikt jej nie kocha, i iż wcale nie jest jej siostrą.

Mi kupują nowe sukienki, a ty chodzisz w moich starych bo nie jesteś moją prawdziwą siostrą to był niezbity argument Hani.

Celina płakała, ale nigdy nie użalała się przed mamą. Hania często wpychała Celinę w kłopoty. Sama coś zmalowała, a zwalała winę na młodszą siostrę.

A w kogo ty się taka zrobiłaś? Weź przykład z Hani, ona siedzi cicho, nie broi wzdychała mama.

Po takich słowach Celina przestała się skarżyć. Przesiadywała w swoim kąciku i zamykała oczy. Wydawało jej się, iż jeżeli siebie nie widzi, to i innych nie widzi jakby jej tutaj w ogóle nie było. Tak uciekała przed niesprawiedliwością słów i matczynych spojrzeń.

Hania pierwsza skończyła szkołę, ale nie miała zamiaru iść na studia. Po co ładnej dziewczynie nauka? Na potańcówce poznała chłopaka, gwałtownie się pobrali. Miał własne mieszkanie i pracował z ojcem w komisie samochodowym.

Mama, oczywiście, kochała Celinę, ale wciąż podświadomie stawiała starszą córkę za wzór. Przez całe dzieciństwo Celina czuła, iż jest porównywana i zawsze wypada gorzej. W głowie wciąż miała powtarzane przez Hanię słowa. Faktycznie nosiła po niej ubrania.

Popatrz, jaka Hania zaradna, jakiego chłopaka sobie znalazła! Ucz się od niej! Całymi dniami tylko siedzisz w domu, rysujesz te swoje szkice, bujasz w obłokach. Poszłabyś na spacer.

Dopiero w ostatniej klasie liceum zwrócił na nią uwagę pewien chłopak. Celina naiwnie zaufała jego uczuciom strasznie jej brakowało czyjejś miłości.

Nie od razu zorientowała się, iż jest w ciąży. Przestraszyła się i wyznała wszystko chłopakowi.

Chłopak Celinę lubił. Postanowił omówić wszystko z rodzicami. Tak wyszło na jaw ich potajemny związek.

Mama chłopca przyszła do państwa Kamińskich, błagając, żeby nie krzywdzić jej jedynaka i by Celina usunęła ciążę.

Nagle po stronie córki gwałtownie stanął Andrzej. Może chciał się zrehabilitować za dawne podejrzenia, a może po prostu zrobiło mu się żal dziecka.

Niech rodzi. Nie pozwolę jej krzywdzić, już wystarczająco przeszła. Jak wam się nie podoba, to sami sobie wychowamy wnuka.

Rodzice wysłali przyszłego ojca do dalszej szkoły w innym mieście, a Celina przeszła na nauczanie indywidualne.

W szkole starano się zamieść sprawę pod dywan, by nie trafiła do kuratorium. Tam natychmiast obarczono by odpowiedzialnością nauczycieli. choćby egzaminy zdawała w domu. Nikt nie chciał, by uczniowie widzieli rówieśniczkę w takim stanie.

Nauczycielka angielskiego współczuła Celinie, pomagała odpowiadać na pytania. Celina zdała egzamin bardzo dobrze.

Ale po co jej był ten egzamin? Zostanie z dzieckiem, na naukę nie będzie czasu.

Wkrótce nieoczekiwanie ojciec Celiny odszedł na tamten świat. Pracował ciężko, problemy się spiętrzyły serce nie wytrzymało.

Wracał z pracy, kładł się przed telewizorem i zasypiał i pewnego wieczoru zasnął na zawsze. Mama przyszła zawołać go na kolację, był jeszcze ciepły.

W mieszkaniu zabrzmiały krzyki i szloch, przyjechało pogotowie, potem karawan. Wśród tych przeżyć Celinie zaczęła się przedwczesna akcja porodowa.

Tak się złożyło, iż w dniu śmierci ojca Celina urodziła synka. Podobnego do niej samej z jasnymi włosami i niebieskimi oczami jak letnie niebo.

Na pogrzeb nie dotarła leżała jeszcze na oddziale. Na wypis do szpitala przyszła mama, posępna, przybita żałobą. W domu powiedziała w niewybrednych słowach, iż przez Celinę ojciec do grobu trafił.

Tylko z niej od zawsze są same zmartwienia. Ale wnuka pokochała.

Bo i jak nie pokochać takiego słodkiego jasnego aniołka? Tylko martwiła się, iż teraz nikt już jej córki nie zechce.

Mamo, mnie nikt niepotrzebny. Własny ojciec wątpił przez lata, a obcy przecież nie polubi mojego syna Celina była pewna.

Synek dorastał szybko, spokojny i pogodny, mądrzejszy od rówieśników. Miał pięć lat, gdy w życie Celiny wtrąciła się Hania.

W przeciwieństwie do młodszej siostry, Hania choćby nie mogła marzyć o dziecku.

Rodzice jej męża chcieli wnuka. niedługo syn zaczął szukać nowego szczęścia. Hania się gryzła, ale nie odeszła. Gdzie by poszła? Do mamy? Do biedy nie chciała wracać. Zwłaszcza iż już mieszkali tam znienawidzone Celina z synkiem. Serduszko, bo tak miał na imię chłopiec, poszedł do przedszkola, Celina ukończyła kursy fryzjerskie i pracowała.

Hania znów wpadła na pomysł, by pozbyć się siostry ale tej już nie wyciągnie za rekę na drugi koniec miasta. Postanowiła znaleźć jej męża.

Do ich mieszkania często wpadał informatyk do naprawy komputera. Młody, przystojny, wolny.

Hania sama chętnie by się z nim umówiła zrobiłaby tym na złość mężowi ale chłopak był odporny na jej urok. Odprawił ją bardzo chłodno.

Więc postanowiła zagrać nim przeciwko Celinie: Nie chcesz mnie? To masz zabiedzoną siostrę, do tego z dzieciakiem!

Napisała mu wiadomość, iż chce porozmawiać, umówiła się w kawiarni. Siostrze powiedziała, iż chce ją z kimś zapoznać w końcu nie można wiecznie być samotnym.

Była pewna, iż Celina nie spodoba się chłopakowi. Przecież on czeka na Hanię, nie na nią. Mężczyźni nie lubią pulchnych kobiet, zwłaszcza z dzieckiem. Wróci do Hani.

A jakby jednak go oczarowała to się młodsza wyprowadzi i miejsce się zwolni. W każdej opcji Hania na zysk.

Celina ubrała się elegancko, włosy ułożyła nie malowała się, chciała by widział, jaka jest naprawdę.

W kawiarni go od razu poznała. Siedział sam, zapatrzony w telefon.

Pan Paweł? spytała Celina, podchodząc do stolika.

Tak, a pani to?

Jestem siostrą Hani. Celina.

Chłopak się zdziwił, ale zaproponował kawę.

Tutaj są świetne ciasta, może zamówić?

Skąd pan wie?

Bo często tu spotykam się z klientami i znów zajrzał w telefon, próbując zadzwonić do Hani.

Celina przez chwilę mu się przyglądała podkrążone oczy, zarost na brodzie, potargane włosy.

Aż ją korciło, by go zaraz ostrzyc. Nie wiedziała, jak się zachować, a Paweł zdawał się jej nie widzieć.

Przeszkadzam panu? spytała w końcu Celina.

Nie, no coś ty. A twoja siostra nie przyjdzie? spytał.

Nic z tego nie rozumiem. Hania mówiła, iż pan będzie czekać właśnie na mnie. Może lepiej już pójdę.

Wtedy przyniesiono kawę.

Skoro już tu jesteś, wypijmy razem.

Dziękuję, nie będę Celina odsunęła talerz z ciastkiem.

Boi się pani utyć? Wygląda pani pięknie! rzucił Paweł.

Ale mężczyźni lubią szczupłe dziewczyny.

Kto pani takich rzeczy naopowiadał? Co pani wie o mężczyznach?

Nie wiem nic odpowiedziała szczerze. Mam syna, ma pięć lat. Hania panu mówiła? dodała nagle.

A powinna była?

Mimo oporów Celiny, która od razu domyśliła się, iż Hania ją wystawiła, Paweł postanowił odprowadzić ją do domu.

Szli i rozmawiali, głównie mówił Paweł, a Celina go słuchała. Pod blokiem poprosił o jej numer telefonu.

Po co? spytała, zdziwiona.

Chciałbym kontynuować znajomość. Ja tyle o sobie opowiadałem, a o pani nic nie wiem. Zadzwonię.

Odezwał się dopiero tydzień później.

Przepraszam, miałem dużo pracy. Dziś jestem wolny, spotkamy się?

Celina trochę się speszyła miała syna, a jej całe życie było podporządkowane dziecku, nie była gotowa tak po prostu iść na spotkanie. Ale postanowiła dać mu szansę.

Usiedli w kawiarni, Celina ostrożnie zaczęła opowiadać o swoim życiu o narodzinach, kłótniach rodziców. Opowiadała, a sama rozumiała coraz więcej, jakby oczyma Pawła patrzyła na własne życie.

Gdy wychodzili z kawiarni, przyplątał się do nich błąkający się kundelek. Weszli do sklepu, Paweł kupił dla psa chleb i parę plasterków szynki.

Przy kasie starsza pani długo liczyła resztę na swoje skromne zakupy. Paweł zapłacił za nią, jeszcze dołożył jej batonik, wędlinę i loda.

A po co jej lód? spytała Celina.

Wiesz, miałem babcię. Bardzo lubiła lody, ale żal jej było wydawać pieniądze na takie fanaberie.

A ze mną też jest pan z litości, jak z tym psem i staruszką? zapytała Celina.

Co ty! Bardzo mi się podobasz. Jesteś taka jasna, czysta Zwierzęta i starsi ludzie mnie po prostu wzruszają. Mam pieniądze, mogę pomagać.

Pies połknął szynkę i chleb na raz i ruszył własną drogą.

I jak poszło? zapytała wieczorem przez telefon Hania.

Dobrze odpowiedziała Celina.

Ale co takiego?

Spotykam się z Pawłem. Dzięki ci, iż nas poznałaś.

Naprawdę? Podoba ci się taki ordynus?

Jest bardzo miły. Z nim czuję się dobrze. Powiedział, iż mu się podobam.

Hania burknęła coś pod nosem i rozłączyła się. niedługo przyszła do ich domu.

Celina położyła synka spać i już miała dołączyć do mamy i siostry w kuchni, gdy usłyszała ich rozmowę.

Ta głupia zawsze miała farta. Chciałam rozegrać go, zemścić się, bo mnie odrzucił, a on zakochał się w tej owcy.

O czym ty mówisz? Masz męża oburzyła się mama.

Mąż? On już rozgląda się za inną, rozwód to kwestia czasu. Co ja teraz mam robić?

Może wyolbrzymiasz

Nie, mamusiu. No dlaczego? Głupia, gruba, wiecznie grzebie we włosach, ma choćby dziecko, a ja nie mogę urodzić. To we mnie miał się zakochać! To mnie powinna dziękować, iż ich poznałam. Lepiej, żebym ją wtedy wrzuciła do kanału!

Kanału?! Co ty zaczęła mama.

Mamo, co się dzieje? wykrzyknęła Hania nagle, a Celina wbiegła do kuchni.

Mama złapała się za serce i zaczęła łapać powietrze ustami, przewracając oczami. Celina natychmiast wezwała pogotowie.

Lekarze udzielili szybkiej pomocy. Po udarze nie było poważnych powikłań.

Dwa miesiące później Celina wyszła za Pawła i razem z synem zamieszkała u niego.

Ale mamę odwiedzała niemal codziennie. Hania pokłóciła się z całym światem i zniknęła, szukając gdzieś szczęścia

…Rodzice myślą, iż dzieci są zbyt małe, by coś zrozumieć, a kłócą się na ich oczach. Ale dzieci widzą i wyciągają wnioski.

Rywalizacja sióstr o miłość rodziców i uwagę chłopców potrafi być okrutna. A zemsta często wraca do tego, kto ją planował.

Dzieci nigdy nie słuchają dorosłych, ale nigdy się nie mylą, kopiując ich zachowania.

James Baldwin

Słowa, które słyszy córka czy wyrażają wsparcie i troskę, czy ranią przychodzą do niej jako prawdy o niej samej oraz o tym, jak naprawdę działają więzi międzyludzkie.Celina długo jeszcze pamiętała tamtą noc rozpacz, ból i zwyczajne zmęczenie. Ale odkąd zamieszkała z Pawłem, jej świat rozjaśniał się powoli, dzień po dniu. Paweł nieustannie powtarzał jej, iż jest piękna. Czekał na nią po pracy z dziecięcą radością, a jej syna traktował jak własnego. Chłopiec też zakorzenił się w tym nowym domu, pogodny, coraz śmielszy, w końcu zapytał cicho, czy może kiedyś mówić do Pawła tato.

Barbara, po chorobie, nabrała pokory. Nauczyła się doceniać Celinę za cierpliwość i siłę, której przez lata nie zauważała. Codziennie wieczorami przynosiła młodszej córce kubek herbaty z sokiem malinowym i słuchała, jak opowiadała o przedszkolnych przygodach syna. Dziękowała wtedy, iż Celina wciąż do niej wraca.

Któregoś dnia, podczas niedzielnego obiadu, Hania znowu pojawiła się w drzwiach chudsza, z cieniami pod oczami. Przekroczyła próg i zawahała się. Celina podeszła do niej pierwsza. Ścisnęła ją mocno bez słowa, a wtedy Hania zaczęła płakać jak wtedy, gdy były bardzo małe. Przeprosiła drżącym głosem, a Celina po raz pierwszy poczuła, iż naprawdę jest siostrą. Odrzucono dawną urazę, powoli i niepewnie wyciągnięto do siebie dłonie.

Dom znów tętnił gwarem. Barbara patrzyła na swoje dorosłe już córki i widziała w nich nie podział, ale siłę, która urosła z popiołów wszystkich starych kłótni. Zrozumiała, iż każde dziecko niesie ze sobą inny kolor światła i żadne nie świeci cudzym blaskiem.

Wieczorem Celina siedziała na balkonie, a obok Paweł i jej synek, zapatrzeni w zachód słońca. Czuła, jak ulga sączy się po cichu przez jej serce. Nieważne, do kogo jest podobna, ani przez czyje usta padły kiedyś raniące słowa. Była kochana tak po prostu, w całości, wraz ze wszystkimi słabościami.

Wiedziała już, iż z każdego, choćby najciemniejszego piętra rodzinnego domu, można zejść i zbudować własny, lepszy. Taki, do którego dzieci, choćby kiedy dorosną, będą chciały wracać nie po rzeczy, ale po czułość. Po to, co zostaje, gdy już wszystko inne przestaje się liczyć.

A gdy jej mały syn przytulił się mocno i szepnął: Kocham cię, mamo Celina poczuła, iż nareszcie dorosła do bycia szczęśliwą.

Idź do oryginalnego materiału