O tym, iż decyzja ta nie jest prosta, świadczy choćby wpis opublikowany na grupie na Facebooku @MamyMamom. "Drogie Mamy! Czym się kierujecie/kierowałyście wybierając żłobek dla Waszych maluchów? Macie jakieś kryteria, które definitywnie muszą być spełnione? Jakie są Waszym zdaniem czerwone flagi? Mamy, które żłobek mają już za sobą, czy macie jakieś przemyślenia, rady?" - pisze jedna z kobiet.
REKLAMA
Zobacz wideo Lepszy urlop macierzyński niż żłobek za rogiem
"Liczą się opinie mam na placu zabaw"
Matki chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami. Dla większości najważniejsze są odległość od domu i opinie innych rodziców. "Brałam pod uwagę odległość, opinie mam na placu zabaw. Na dzień otwarty się nie załapaliśmy, bo późno podjęliśmy decyzję o zapisaniu syna do żłobka. Byłam z synem na adaptacji, dzięki czemu mogłam poznać panie. Miejsce okazało się rewelacyjne dla mojego syna, aż żal było go później zapisywać do przedszkola. Jedyne, na czym mi zależało, to kuchnia na miejscu i plac zabaw przy budynku (w mojej głowie spacery poza teren z takimi małymi dziećmi są nierealne)" - przyznaje jedna z mam.
Niektóre mamy nie miały w sumie wyjścia: U nas nie ma zbyt wielkiego wyboru, bo w pobliżu jest tylko jeden państwowy żłobek, a prywatne nie miały na tyle dobrych opinii, żeby brać je pod uwagę. Wybraliśmy państwowy, 450 m od domu. Dziecko jest mega zadowolone, często nie chce wracać do domu, tylko jeszcze zostać, a jest tam około 6-8 godzin.
Inne kobiety mają jasno sprecyzowane (i choćby wysokie) wymagania. "Ja planuję żłobek Montessori prowadzony wyłącznie po angielsku, z dużym wachlarzem zajęć ruchowych. Placówki dwujęzyczne nie wchodzą w grę, bo w przyszłości planujemy stały wyjazd za granicę, więc nauka polskiego w placówce nie ma sensu i tak podłapie go od wujków i cioć. Fajnie też, jeżeli żłobek miałby aplikację do podglądu na żywo (kolega tak ma i czasem zerka). Z racji wykonywanego zawodu i doświadczeń innych ludzi wolę trzymać rękę na pulsie" - radzi kolejna internautka.
"Chciałam własną kuchnię"
Swoimi doświadczeniami dzieli się także nasza czytelniczka Ania, której syn niedawno poszedł do żłobka. - Kiedy wybierałam żłobek, liczyły się dla mnie trzy rzeczy. Cena, odległość od domu i własna kuchnia. Patrzyłam też w sumie na dostęp do prywatnego placu zabaw. Wiem, iż są też żłobki w budynkach, gdzie praktycznie dzieci nie wychodzą na zewnątrz, bo nie mają choćby swojego skrawka trawy. Czytałam też opinie o personelu, ale to chyba każdy tak robi - opowiada młoda mama.
Jednak jak wynika z historii kobiet, które dzielą się z nami swoimi spostrzeżeniami, są też mamy, które takiego rozwiązania nie biorą pod uwagę. - Dla mnie żłobek to zło ostateczne. Może dlatego, iż na dole w moim bloku jest takie miejsce. Często widzę te maluszki jak płaczą, albo siedzą takie samotne na tym dywanie. Serce mi pęka na tysiąc kawałków. Moje dziecko poszło od razu do przedszkola, ale gdybym musiała wcześniej wrócić do pracy albo zaangażowałabym dziadków, albo wynajęła opiekunkę - wyznaje pani Kamila.
A jak to wyglądało u Ciebie? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
















