Pamiętam, iż mój mąż, Edward, pewnego zimowego wieczoru oznajmił mi: Odpadam! i nic już nie dodał.
Dokąd? pytałam, zagłębiając się w listę zakupów, które miałam jeszcze dopisać.
Po prostu! odpowiedział, a ja poczułam, jak łamie się podstawa wszystkiego, co planowaliśmy na Nowy Rok.
W żartach zdrada wydaje się śmieszna, ale w prawdziwym życiu to zupełnie inna sprawa nieprzyjemna i przygnębiająca.
Edward odszedł przed sylwestrem, nie w miejsce, gdzie nie latają samoloty i nie jeżdżą pociągi, ale po prostu. Wyszedł dosłownie w eleganckich butach, zostawiając za sobą woń perfum, które mu podarowała moja żona, Grażyna, zwana Irką.
Przed tym Edward długo pakował walizki, tłumacząc, iż muszę go zrozumieć i wybaczyć jakby to było w telewizji. A ona i tak miała Boga po swojej stronie.
Choinka już zdobiła salon, a Grażyna, siedząc na kanapie, rozważała, co założyć na przyjęcie, co podać i jakie produkty kupić. Planujemy przyjęcie z przyjaciółmi, więc humor był podniesiony jak zawsze w przeddzień nowego roku przecież wtedy wszyscy czują się lepiej niż w samym święcie.
Pięćdziesięcioletnia Grażyna Maksymowicz kochała ten czas, tak jak reszta Polaków. Niestety śnieg zaczynał coraz rzadziej okrywać ulice, co nieco psuło świąteczną atmosferę, ale już od listopada ruszały wyprzedaże noworoczne.
Grażyna była gospodarczą panną, więc wszystkie prezenty przygotowywała z wyprzedzeniem; dzięki temu oszczędzała nie tylko pieniądze, ale i czas, siły oraz nerwy. Wszystko było już gotowe: kolczyki dla sióstr, podarunki dla dzieci, wnuków i ukochanego męża.
Edward dostał piękny wełniany sweter z reniferami od dawna marzył o takim. Kosztował go dla Grażyny w grosik, ale co nie zrobić dla ukochanej? Wszystko było zapakowane, ukryte i czekało na odpowiedni moment. Zastanawiałam się, co mu podaruje może pierścionek? Nie, lepiej pieniądze, bo Edwardowi nie brakowało smaku.
Wtedy Edward, z wyraźnym szokiem, wykrzyknął: Odpadam!
Dokąd? powtórzyłam, wciąż patrząc na listę zakupów.
Po prostu! odpowiedział, a ja poczułam, iż serce mi się kraje.
Kiedy kolejny Nowy Rok? zapytałam, nie mogąc uwierzyć.
Jaki Nowy Rok, Grażyno? mruknął i dodał, patrząc na mnie ze złością: Kiedy wtedy wreszcie się rozumiesz?
Rozdzielnie i zrozpaczonym tonem wymamrotał: Odchodzę od ciebie! Końcowo! Rozumiesz? Zakochałem się w innej i mamy z nią dziecko! Czy to już jasne?
To było jasne, aż bolało oczy. Grażyna chciała zapytać: A co ze mną?, ale to wywołałoby taki sam gniew, jaki wywołuje pytanie o sylwestra. Najwyraźniej już była u nowego męża, tam, gdzie mieli świętować razem nowy rok.
Nowa kochanka była znacznie młodsza; jak mawiają, młodsza i piękniejsza. Edward opowiadał o tym z zapałem, jakby opowiadał o wielkiej przygodzie.
Mąż chwalił się, iż jego ukochana niedługo obdarzy go synem: miał już dwie dorosłe córki z Grażyną. Wreszcie miałby spadkobiercę! A choć spadek nie był jasny, bo Grażyna zarabiała więcej, a domy należały do niej ich dwupokojowe mieszkanie było jedynie formalnie jego, a jednopokojowe wynajmował.
Grażyna nie dodawała już więcej trucizny do garnka pełnego smakołyków, bo i tak żyła w iluzjach. Nie miała czasu w to; jej szczęśliwy świat nagle runął.
Poznałem go na firmowym przyjęciu! mówił Edward z entuzjazmem.
A po co mi to? odpowiedziała zimno Grażyna.
Bo to jest powód, dlaczego cię kocham, a ty tylko przerwał, nie wiedząc, co dalej.
To dla ciebie wielkie uczucie, a dla mnie to przerwała Grażyna, widząc, iż mężczyzna nie rozumie, iż jego słowa ranią ją głęboko.
Po raz pierwszy pomyślała: Czy nie przeszacowałam jego zdolności umysłowych?.
Edward odszedł do nowego, szczęśliwego życia, a Grażyna stała się nieruchoma jak kamień na Wyspie Wielkanocnej nie płakała, nie krzyczała, nie spływała łzy.
Choć byli małżeństwem dwadzieścia osiem lat, myślałam, iż to wystarczy, by się zrelaksować, iż silna rodzina i dorosłe dzieci to wszystko, czego potrzebujemy. Niestety, coś jej brakowało.
Grażyna, w półautopilocie, wykreśliła z listy szampana, który Edward tak uwielbiał, a potem padła na kanapę pustka wypełniła jej myśli. Trzy godziny minęły jak jedna minuta; telefon zadzwonił przyjaciółka Tania:
Co przynieść od Igi?
Edward odszedł! odpowiedziała Grażyna.
Naprawdę? zapytała Tania.
A ty co, wiedziałaś? zdziwiła się Grażyna.
Wszyscy wiedzieli! po chwili milczenia odezwała się Tatiana, której Iga pracowała z Edwardem.
Wiedziałaś i milczałaś? krzyknęła Grażyna.
Tak! odparła przyjaciółka, podkreślając, iż nie ma co się spierać.
Po chwili ciszy Grażyna wyłączyła się.
Tania miała rację nie chciała już spotykać się z przyjaciółmi na nowy rok, bo byli ich dwoje, a ona sama. Nie mogła siedzieć sama w święta, więc pojechała do starszej matki, a 1 stycznia do córki, gdzie rodzina się zebrała.
Tam opowiedziała, iż ojciec odszedł do młodej. Okazało się, iż wszyscy wiedzieli zdrada nie była tajemnicą.
Nastroje spadły jeszcze bardziej; Grażyna opuściła gości i poszła pieszo do domu, kiedy padał delikatny śnieg, a miasto było pięknie przystrojone. Na ulicach było prawie pusto, wszyscy jeszcze świętowali. Szła po zaśnieżonych drogach i powoli czuła, iż serce jej lżejsze.
Niech będą szczęśliwi, jeżeli tak chcą pomyślała mądra Grażyna. Nie będę się zadręczać.
Nie była pierwsza, ani ostatnia nikt nie umiera z tego powodu, a z rogiem na karku życie staje się prostsze.
Minął rok. Dokładnie rok od 29 grudnia, kiedy odszedł mój były mąż. Ponownie udekorowano choinkę, a Grażyna znów pisała listę zakupów, planując sylwestra z Tanią, tak jak kiedyś.
Miała zamiar przedstawić przyjaciółkę Vadimowi, który właśnie oświadczył się jej!
Aż zadzwoniło do drzwi na progu stanął Edward, z plecakiem i paczką w ręku.
Twój! pomyślała Grażyna. Czy naprawdę przyniósł ciasto?
Zawołał:
A gdyby nie było mnie w domu?
Otworzyłbyś drzwi! odparł Edward.
A gdybym zamieniła zamki?
Nie zamieniłaś? Przecież jesteś dobra! zapytał, po czym dodał: Wpuścisz?
Grażyna ustąpiła nie chciała wypędzić człowieka z dzieckiem od razu, więc pozwoliła mu wejść. Przeszli do sypialni, gdzie Edward położył śpiącego niemowlaka na łóżko.
Ile mu lat? zapytała bez emocji.
Piąty miesiąc! odpowiedział.
A twoja kochanka, gdzie? Czy już się o nią wiesz? dopytała, nie spodziewając się takiego gościa.
Moja kochanka już kocha kogoś innego szepnął.
A więc wysokie uczucia! przyznała była żona. Po co tu przybyłeś?
Nie zdejmuj go! krzyknął Edward, zaczynając rozbierać dziecko.
Nie przyjmiesz mnie? zapytał, zdziwiony.
Oczywiście, iż nie! odpowiedziała Grażyna, przypominając sobie, iż przeceniła go kiedyś, mówiąc: zupełnie nieodpowiedni.
Z dzieckiem? zdziwiła się. Nie wpuszczę cię samą, a z obcym dzieckiem jeszcze bardziej!
Więc odwróć się! powiedział Edward, po czym odszedł, zostawiając papierowy chusteczkę na łóżku.
Grażyna wzięła go i pomyślała: Lepiej późno niż nigdy. Nie żałowała nikogo, choćby małego niemowlęcia.
Wystarczyło kilka dni urlopu, po których nadeszły długie święta. Edward, zmęczony, trafił do swojej 75letniej matki, której energię nie brakowało. Potem miał znaleźć nianię.
Grażyna siedziała w łazience, kiedy drzwi trzasknęły: Edward odszedł, zostawiając po sobie zmiętą chusteczkę. Pomyślała: Może płakał, biedaku? uśmiechając się. Lepiej późno niż nigdy.
Nie żałowała już nikogo, choćby małego dziecka. W Brazylii mogą mieć dzieci, w Polsce też. Edward nie odczuwał już litości rok temu po prostu przeskoczył przez wszystko i odszedł, myśląc, iż to szczęście.
Teraz Grażyna była w kuchni, szykując lasagne na świąteczny stół Vadim uwielbiał lasagne, a nie szampana, a Edward miał przeciwne gusta. Myślała tylko o Vadimie i o gotowym prezencie: tym samym wełnianym swetrze z reniferami, którego nie dostał w zeszłym roku. Mężczyźni w Polsce kochają renifery.









