W kącie starego pokoju siedział mały chłopiec o imieniu Lutek i zanosił się szlochem, łzy spływały mu po policzkach jak deszcz z sierpniowego nieba. Próbował zrozumieć, co zrobił nie tak. Dlaczego mama i tata zostawili go w sierocińcu, skoro tak bardzo ich kochał i zawsze był grzeczny?
Jego matka porzuciła go jeszcze w szpitalu położniczym w Warszawie. Potem adoptowali go Danuta i Zbigniew, małżeństwo z Krakowa, które nie mogło mieć własnych dzieci. Przyjęli chłopca pod swój dach. ale Zbigniew nigdy nie pokochał Lutka. Zawsze czuł, iż to nie jego krew, nie jego syn, choćby nie wiadomo jak się starał. Danuta natomiast otoczyła dziecko ciepłem tuliła go często, dbała o niego jak o własnego, ale matką nigdy w pełni być nie potrafiła.
Minęły lata. Lutek dorastał w rodzinie, kochając rodziców najmocniej, jak potrafił. I nagle zdarzył się cud Danuta dowiedziała się, iż jest w ciąży. Była szczęśliwa, uśmiech nie schodził jej z ust, a gdy powiedziała o wszystkim Zbigniewowi, oboje tańczyli z euforii po pokoju.
Wtedy wszystko się odmieniło. Lutek stał się niewidzialny, przeszkadzał, irytował. Zbigniew coraz częściej podnosił na niego głos i rękę. Rodzice przestali go potrzebować, byli już prawdziwą rodziną. W końcu postanowili go oddać z powrotem do domu dziecka. Napisali zrzeczenie i przez sąd pozbawiono ich praw rodzicielskich.
Po rozprawie sądowej Danuta podeszła do chłopca i, nie patrząc mu w oczy, powiedziała, iż teraz zamieszka znów w domu dziecka. Lutek płakał, wołał swoją mamę, ale Danuta odwróciła się, a jej cień na ścianie wyglądał jak dziwne drzewo z liśćmi z jutrzenki. Miał pięć lat zdradzony przez tych, którym ufał i których kochał. Zdrada uderzyła go już drugi raz: najpierw przez rodzoną matkę, potem przez przybranych rodziców.
Sędzia, która prowadziła sprawę, przyglądała się tej scenie. Była nią pani Katarzyna dama o oczach lodowatego jeziora. Gdy zobaczyła, jak chłopiec został złamany przez los, jej serce zmiękło jak wiosenny śnieg. Podjęła decyzję na wskroś niecodzienną porą i miejscem postanowiła Lutka zaadoptować. Papierkowa robota w sądzie nie trwała długo wszystko w świecie snów miało smak papierków po landrynkach. Niedługo potem chłopiec znalazł się pod jej opieką.
Nowa mama od razu zaczęła wołać go czule Luteczku. Stare rany po rodzinach kładły się cieniem, ale z czasem przygasły. Chłopiec przywiązał się do Katarzyny jak motyl do światła. Lata płynęły Lutek w szkole radził sobie świetnie, maturę zdał z wyróżnieniem, a na maturze z biologii bazgrał myśli o przyszłości pełne światła. Poszedł na studia medyczne do Wrocławia, a po dyplomie otrzymał pracę w renomowanej klinice.
Pewnego dnia, gdy świat wokół rozmywał się w świcie przypominającym rozlane mleko, do gabinetu wszedł mężczyzna, którego chłopiec poznał od razu. Był to Zbigniew, pierwszy ojciec zastępczy. Przełknął ślinę i powiedział, iż Danuta zmarła przy porodzie, a ich upragnione dziecko urodziło się martwe. Rozpacz wlała się do jego życia jak zimny deszcz w listopadzie, zaczęła się gehenna alkoholu. Dopiero nowa znajoma, Bożena, pomogła mu wrócić do życia.
Dzięki niej Zbigniew zdobył się na odwagę, by spotkać się z Lutkiem. Mimo iż młody doktor pamiętał ból i upokorzenie, które kiedyś przeżył, nie odmówił pomocy. Przypomniał sobie słowa przysięgi medyka leczyć każdego w potrzebie. Lutek nie szukał zemsty, bo widział, iż los już wystarczająco ukarał tych, którzy go skrzywdzili. Pamiętał stare ludowe powiedzenie z Suwalszczyzny, iż sierot się nie obraża, bo los zawsze splata kręte ścieżki.
I choć ten sen trwał jak mgła roztaczająca się o świcie nad Mazurami, życie Lutka potoczyło się swoją dziwną, oniryczną drogą. Nie bój się być sierotą w Polsce pod polskim niebem zawsze, w najdziwniejszych choćby opowieściach, znajdzie się ktoś z sercem otwartym jak okno o świcie.












