— Misiu, czekamy już pięć lat. Pięć. Lekarze mówią, iż dzieci mieć nie będziemy. A tu nagle…

twojacena.pl 18 godzin temu

Dzisiaj znów przeglądam stare notatki i przypominam sobie tamten poranek.

„Misiek, czekamy już pięć lat. Pięć. Lekarze mówią, iż nie będziemy mieli dzieci. A tu Misiek, patrz!” zastygłam przy furtce, nie wierząc własnym oczom.

Mąż niezgrabnie przeszedł próg, zgarbiony pod ciężarem wiadra z rybami. Poranny chłód lipca przejmował do kości, ale to, co zobaczyłam na ławce, sprawiło, iż zapomniałam o zimnie.

„Co tam?” Michał postawił wiadro i podszedł do mnie.

Na starej ławce przy płocie stał wiklinowy koszyk. W środku, owinięte w wyblakłą pieluszkę, leżało dziecko.

Jego ogromne brązowe oczy patrzyły prosto na mnie bez strachu, bez ciekawości, po prostu patrzyły.

„Boże” wyszeptał Michał. „Skąd się tu wziął?”

Ostrożnie przesunęłam palcem po jego ciemnych włosach. Malec nie drgnął, nie zapłakał tylko mrugnął.

W jego maleńkiej piąstce zaciśnięta była kartka papieru. Delikatnie rozprostowałam paluszki i przeczytałam:

„Proszę, pomóżcie mu. Ja nie mogę. Przepraszam.”

„Trzeba zadzwonić na policję” zmarszczył brwi Michał, drapiąc

Idź do oryginalnego materiału