– Mama dawała mi na tydzień stówę, czasami 120 zł. Z tego 36 zł szło na bilety, żeby dojechać do rodzinnego domu na weekend i z niego wrócić. Pieniądze kończyły mi się już we środę – opowiada Jessica o swoich studenckich czasach. – Mój najstarszy syn pracuje na dwa etaty i ma życie, o jakim nam się choćby nie śniło – dodaje. Profesor ekonomii: – Kiedyś na studiach można było dorobić, a nie zarobić. Teraz się po prostu zarabia.