Trudno mi sobie wyobrazić, kto mógł zaszczepić w moim bracie przekonanie o jego artystycznych zdolnościach w czasach szkolnych, bo to jedynie doprowadziło do nieuzasadnionej pewności siebie i wybujałego poczucia własnej wartości. Gdy mój brat, Marek Nowak, zdradził rodzicom swój odkryty talent, postanowili go wesprzeć, zapisując na kurs malarstwa. Po kilku zajęciach Marek, w swej arogancji, uznał, iż nauczył się już wszystkiego i przestał przychodzić do pracowni. Rodzice liczyli, iż odpuści artystyczne ambicje nim skończy liceum, ale on uparcie brnął dalej, próbując później dostać się do Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Niestety, jego obrazy nie wzbudziły uznania komisji i nie został przyjęty, choć Marek przekonywał wszystkich, iż prawdziwy talent nie potrzebuje dyplomu kontynuował więc malowanie.
Ojciec, pan Jan Nowak, miał jednak inne spojrzenie na sprawę i zdecydował przestać go finansować. To wywołało napiętą atmosferę między nimi. Mimo iż Marek mógł mieszkać w rodzinnym domu, nie dostawał już żadnych pieniędzy na wydatki. W końcu, zrezygnowany, opuścił rodzinne mieszkanie i zatrudnił się jako kelner w jednej z krakowskich restauracji, nie porzucając przy tym marzeń o sztuce. Poznał dziewczynę, Katarzynę Kowalską, która zachwyciła się jego pasją i gwałtownie zamieszkali razem. niedługo później ktoś kupił jego obraz za kilka złotych, co jeszcze podsyciło jego przekonanie o własnym talencie. Porzucił pracę kelnera i całkowicie oddał się malowaniu.
Katarzyna, po urodzeniu dziecka, została jedynym żywicielem rodziny, co wpędziło ich w finansowe trudności. Marek wrócił na chwilę do pracy w kawiarni, ale znowu ją rzucił, dając się ponieść artystycznej pasji. Niestety, w efekcie rodzinie brakowało pieniędzy choćby na jedzenie. Nasza mama, pani Elżbieta Nowak, nie mogła patrzeć na cierpiącego wnuka i kupowała im jedzenie, by nie głodowali. Z czasem Marek i Katarzyna doczekali się trójki dzieci, a Katarzyna wciąż była na urlopie macierzyńskim. Marek w ciągu pięciu lat sprzedał kilka obrazów, ale zarobki były skromne.
Ich sytuacja finansowa zależała w dużym stopniu ode mnie i od moich rodziców wciąż ich wspieraliśmy, zapewniając podstawowe potrzeby i pomagając utrzymać rodzinę. W domu wisiały niewypowiedziane uczucia troski, niepokoju i rezygnacji, których nie dało się zignorować, choćby podczas codziennych rozmów nad kawą.












