Słuchaj, opowiem Ci historię z mojego życia, która ostatnio bardzo mnie zastanowiła. Mój brat, Marek, jest ode mnie starszy o sześć lat. Trzy lata temu wziął ślub z Martą i od tamtego czasu mieszkają razem w jej kawalerce w Krakowie. No wiesz, życie w dużym mieście nie jest tanie, więc adekwatnie nie mieli innego wyjścia czynsze są tam naprawdę kosmiczne.
Ja sam już od sześciu lat jestem po ślubie z Agatą, a mamy dwójkę dzieci Szymonka, sześciolatka, i Hanię, która niedawno skończyła cztery lata. Agata pochodzi z Warszawy, więc naturalnie tu się osiedliliśmy. Oboje pracujemy, więc udało nam się kupić niewielkie mieszkanie na kredyt, taką typową warszawską klitkę jeden pokój dla czteroosobowej rodziny.
Ostatnio dostałem wiadomość od rodziców, iż Marek z rodziną planują przyjechać do nas do Warszawy na cały tydzień. Rodzice zaczęli mnie naciskać, żebym ich wszystkich przyjął u siebie w mieszkaniu, bo przecież wynajem czegokolwiek w stolicy to majątek swoje, spokojnie jakieś trzy tysiące złotych za tydzień. Wiesz, z jednej strony się ucieszyłem na myśl, iż zobaczę brata po takim czasie, ale z drugiej no jak tu wcisnąć pięć osób do jednego pokoju? Nie mielibyśmy choćby gdzie się obrócić, nie mówiąc o prywatności dla dzieci czy komfortowym śnie.
Jak się spotkaliśmy na Dworcu Centralnym, było super. Poszliśmy razem na spacer po Warszawie, pokazaliśmy im Stare Miasto, zjedliśmy lody na Nowym Świecie. Wieczorem, przy kolacji, temat znowu wrócił. Rodzice próbują mnie przekonać, żebym jednak Marek z Martą i małym Bartkiem przenocował u nas, bo wynajem hotelu czy Airbnb to dla nich za drogo. Ja próbowałem dyplomatycznie zaproponować, iż mogę im znaleźć niedrogi hotel albo hostel, choćby zadzwoniłem do kilku znajomych, żeby popytać o wolne mieszkania na kilka nocy. Ale nic z tego, Marek się obraził i zaczął nalegać, iż rodzina powinna trzymać się razem i najlepiej, żebym wszystko załatwił im za darmo.
Wiesz co, zacząłem czuć, iż Marek i Marta liczą na darmowy nocleg i wyżywienie, bo przecież sezon, Warszawa droga, a u nas wszystko gratis. Tyle iż przecież mam swoją rodzinę na głowie, dzieci potrzebują przestrzeni, Agata też by się nie wyspała, a i tak żyjemy trochę jak sardynki w puszce. Najważniejsze jest dla mnie, żeby mojej rodzinie niczego nie brakowało i mieli dobre warunki. Nie jestem nikomu winien kąt ani obiad, jeżeli w domu nie mam na to miejsca. I szczerze mówiąc, uważam, iż mam prawo odmówić, choćby jeżeli komuś się to nie podoba. Każdy z nas powinien dbać przede wszystkim o swoją rodzinę i swój spokój, zwłaszcza w takich warunkach jakie mamy.













