Mój mąż ma syna, który zagraża naszej rodzinie: jak się go pozbyć?

polregion.pl 6 godzin temu

Siedzę w kuchni naszego małego mieszkania w Krakowie, ściskając w dłoniach filiżankę już zimnej herbaty, a gniew ściska mi gardło. Razem z mężem, Jakubem, stworzyliśmy rodzinę i na pozór wszystko układa się dobrze: przytulny dom, samochód, stałe dochody. Jednak nasze szczęście pęka jak lód pod wpływem jego siedemnastoletniego syna z pierwszego małżeństwa, Kacpra, który teraz mieszka z nami. Część czasu spędza u matki, ale coraz częściej zalega u nas, zamieniając moje życie w koszmar.

Kacper jest jak drzazga wbita w serce. Traktuje mnie jak służącą, rozrzuca swoje rzeczy, zostawia brudne naczynia, a na moje prośby o pomoc reaguje tylko wzruszeniem ramion. Najgorsze jednak, iż znęca się nad moim czteroletnim synem, Szymonem. Widziałam, jak dał mu klapsa tylko dlatego, iż dziecko dotknęło jego telefonu. Moja córeczka, Zosia, śpi w naszej sypialni, bo w dwupokojowym mieszkaniu nie ma miejsca na łóżeczko. Gdyby Kacper wyprowadził się do matki, w końcu moglibyśmy urządzić pokój dla dzieci.

Ale Kacper nie zamierza wyjechać. Jego liceum jest tuż obok, a on woli mieszkać z ojcem. Całe dnie spędza przy komputerze, wrzeszcząc w mikrofon podczas gier, przez co Szymon nie może zasnąć. Jestem wykończona: gotowanie, sprzątanie, dzieci a on choćby palcem nie kiwnie, żeby pomóc. Jego obecność to jak ciemna chmura wisząca nad naszym domem, zatruwająca każdą chwilę.

Próbowałam rozmawiać z Jakubem, błagając, by namówił syna do powrotu do matki. Jego była żona, Kinga, mieszka sama w przestronnym trzypokojowym mieszkaniu. My zaś tłoczymy się we czworo w ciasnocie, gdzie każdy kąt krzyczy o braku przestrzeni. Czy to sprawiedliwe? Gdyby choć Kacper dogadywał się z moimi dziećmi, ale on je traktuje jak intruzów. Szymon zaczyna go naśladować, stając się coraz bardziej arogancki. Boję się, iż wyrośnie na takiego samego obojętnego egoistę.

Jakub odmawia działania. To mój syn, nie mogę go wyrzucić powtarza, ślepy na moje cierpienie. Kłócimy się przez Kacpra prawie każdego wieczoru. Czuję się jak zmęczony koń, ciągnący samotnie cały ciężar domu, podczas gdy mąż przymyka oczy na zachowanie syna. Mam dość jego wymówek, tej ślepej miłości do nastolatka, który niszczy naszą rodzinę.

Pewnego dnia nie wytrzymałam. Kacper znowu nakrzyczał na Szymona za rozlaną kroplę soku, więc eksplodowałam:
Dość tego! To nie hotel! jeżeli ci się nie podoba, wracaj do matki!

Tylko się zaśmiał:
To mój dom, nie ruszam się stąd.

Zadrżałam z bezsilnej wściekłości. Jakub, usłyszawszy kłótnię, stanął po stronie syna, oskarżając mnie o brak wysiłku. Schroniłam się w sypialni, tuląc zapłakaną Zosię, pozwalając łzom płynąć. Dlaczego mam znosić tego bezczelnego nastolatka, skoro jego matka żyje wygodnie, choćby o nim nie myśląc?

Rozważam rozwiązania. Może porozmawiać bezpośrednio z Kacprem? Wytłumaczyć, iż u matki będzie mu lepiej, iż może dojeżdżać autobusem do liceum? Ale boję się, iż się ze mnie wyśmieje, iż Jakub znowu nazwie mnie okrutną. Marzę, żeby Kacper zniknął z naszego życia, by moje dzieci dorastały w spokoju. Ale każde jego pogardliwe spojrzenie, każdy gwałtowny gest przypomina mi, iż tu jest jak intruz, którego nie potrafię się pozbyć.

Czasem myślę o spakowaniu walizek i wyjeździe z dziećmi do mojej matki, zostawiając Jakuba samego z jego synem. Ale kocham go i nie chcę niszczyć naszej rodziny. Jestem zmęczona tą złością, strachem o dzieci. Potrzebuję wyjścia, ale nie wiem, gdzie go szukać.

Idź do oryginalnego materiału