Dziennik 18 maja
Wciąż nie mogę uwierzyć, jak bardzo moje życie przewróciło się do góry nogami przez jeden moment nieuwagi. Siedzę teraz w cervicalnym kołnierzu, próbując zebrać myśli po tym, co ostatnio się wydarzyło. Wszystko przez mojego męża, Jakuba, i jego nieznośne uzależnienie od telefonu, choćby podczas prowadzenia auta.
Mamy malutką córeczkę, Hanię, która lada dzień skończy pół roku. Dwa tygodnie temu wracaliśmy od pediatry. Hania płakała, więc obróciłam się na tyle, na ile pozwalał mi pas, by podać jej smoczek na tylne siedzenie. Jakub prowadził, przynajmniej powinien był, ale jego telefon świecił w uchwycie na kubek, a on rozbawiony scrollował filmiki i pisał coś jedną ręką.
Pamiętam tylko, iż rzuciłam: Zmienia się światło. Zaraz potem moje ciało poleciało do przodu, głowa odchyliła się dziwnie na bok, a przez kark przeszła mi gorąca, przeszywająca fala bólu. W izbie przyjęć usłyszałam: silne naderwanie mięśni szyi, ucisk na nerwy kołnierz na szyję, zakaz dźwigania, pochylania się, a choćby wstawania z łóżka bez pomocy, na tygodnie, może miesiące.
Szantaż
Zawsze byłam samodzielna, pracowałam w marketingu na pełen etat, miałam własne oszczędności. Teraz choćby nie byłam w stanie sama się wykąpać, podnieść Hani, zdjąć butów. Przez pierwsze dwa dni Jakub miał jeszcze cierpliwość, choć narzekał na pieluchy. Do czasu jego urodzin.
Zawsze wszystko organizowałam dla niego ja, więc sądziłam, iż tym razem po prostu odpuścimy. Ale Jakub wpadł do domu z hasłem: W piątek wpadają chłopaki, gramy w planszówki, powiedziałem im już. Gdy powiedziałam, iż nie dam rady być gospodynią westchnął dramatycznie, jakbym właśnie rozwaliła mu auto.
Jak nie zrobisz tego ty, to zapomnij o pieniądzach. Nie będę ci płacił za nic nierobienie rzucił twardo. To bolało. Ustaliliśmy przecież wspólnie, iż zostanę z Hanią w domu te pierwsze sześć miesięcy. To były NASZE oszczędności, a nagle stały się JEGO pieniędzmi i robił ze mnie leniwą współlokatorkę.
Impreza na koszt awaryjnego funduszu
Bałam się, iż odetnie mnie od konta, więc wzięłam to na siebie. Z oszczędności, które miałam jeszcze ze swoich lat przed ślubem, zamówiłam firmę sprzątającą oraz catering na ponad 2500 złotych. Fundusz awaryjny poszedł na imprezę dla Jakuba, bo moja kontuzja nie była wystarczająco pilna.
Gdy przyszło piątkowe popołudnie, mieszkanie lśniło. Jakub poklepał mnie w biodro, jak służącą: Widzisz, wcale nie było tak trudno. Cały wieczór hałasowali z kolegami, a ja, próbując zmienić pozycję na kanapie, niemal płakałam z bólu. Słyszałam, jak chwali się: Urlop macierzyński Cały dzień leży z dzieckiem, super życie.
Niespodziewany gość
W pewnej chwili rozległ się dzwonek. Jakub jęknął, przekonany, iż to kurier z pizzą, ale gdy otworzył drzwi zamarł. Na progu stała jego mama, Zofia. Rozejrzała się: piwo, pudełka po jedzeniu (z mojego konta!), ja w kołnierzu, monitor od Hani świecący na stoliku.
Chłodnym głosem powiedziała do Jakuba: Idziesz ze mną. Natychmiast. W pokoju zrobiło się cicho. Zofia zerknęła na kolegów i oświadczyła: Panowie, bawcie się dalej, mój syn wychodzi.
Jakub protestował, iż to przecież jego urodziny, ale Zofia nie ustępowała: To ja pomagałam wam kupić to mieszkanie. Zamiast pomóc żonie po wypadku, szantażujesz ją pieniędzmi, bo nie potrafiłaś odłożyć telefonu choćby na czerwonym świetle? Albo stajesz się mężem z prawdziwego zdarzenia, albo będziesz mieszkał sam. Dzisiejszą noc spędzisz u mnie i przemyślisz sobie, jakim chcesz być człowiekiem.
Bezpieczeństwo
Kiedy Jakub zbierał się do wyjścia, koledzy gwałtownie się zwinęli. Zofia wróciła do mieszkania, usiadła obok mnie na sofie w końcu mogłam się wypłakać. Powinnaś była zadzwonić pierwszego dnia, kochanie powiedziała tylko, po czym zabrała się za sprzątanie i nie pozwoliła mi zostać samej ani na chwilę.
Teraz Jakub mieszka u swojej mamy. Przeprasza, płacze, przyznaje, iż był okrutny i samolubny. Nie wiem, czy nasze małżeństwo to przetrwa. Wiem, iż potrzebuję czasu, terapii i partnera, który będzie widział we mnie partnerkę, a nie pracownicę.
Od kiedy karma zapukała do naszych drzwi, miała na sobie wełniany płaszcz Zofii i powiedziała: Żona zostaje, ty idziesz.A ja zostałam nie tylko w tym domu, ale i we własnym życiu. Z każdym dniem, pod czujnym okiem Zofii i z pomocą nieoczekiwanych sprzymierzeńców (Kasia z pracy zorganizowała dla mnie fizjoterapeutę online, a sąsiadka codziennie wpada z obiadem i dziecięcym śmiechem), przypominam sobie, jak wiele znaczy troska i godność. Przestałam przepraszać za to, iż potrzebuję pomocy.
Hania właśnie gaworzy do pluszowego misia, a ja, ostrożnie rozmasowując zdrętwiały kark, w końcu czuję coś na kształt spokoju. Może nie wrócę do dawnego życia już nie chcę. Może czeka mnie przeprowadzka, może samotność, ale też coś jeszcze: drugi oddech.
Telefon Jakuba dzwoni coraz rzadziej. Kiedy w końcu przyjdzie, będę gotowa, by jasno powiedzieć, czego oczekuję nie szantażu, nie obietnic, ale prawdziwego partnerstwa i szacunku.
A jeżeli nie, wiem już, iż świat się nie skończy. Kiedy upada dotychczasowy porządek, powstaje miejsce na nowy lepszy. Może czasem karma nosi płaszcz Zofii, a czasem uśmiech sąsiadki. Zawsze jednak ma tę samą siłę pozwala nam w końcu stanąć prosto, choćby jeżeli jeszcze na chwilę w kołnierzu.













