Mój ojciec zabronił mi zabrać moją córkę, obawiając się, iż jestem zbyt pobłażliwy wobec swojej wnuczki.

newskey24.com 7 godzin temu

Ojciec zabronił mi brać na ręce moją córkę, obawiając się, iż jestem zbyt łagodna wobec swojej wnuczki. Ostatnio moja córeczka zaczęła raczkować i za każdym razem, gdy opuszczałam pokój, czołgała się za mną, pragnąc, abym wzięła ją w ramiona. Ojciec poradził mi, abym nie rozpieszczała jej zanadto, sugerując, iż jeżeli zostanie na podłodze, sama nauczy się sobie radzić. Jednak nie potrafiłam się powstrzymać ciągle tuliłam córkę, a potem łapałam się na tym, iż być może przesadzam, iż zbyt bardzo ją chronię.

Przyznaję, zbyt często bywam wobec niej delikatna głaszczę, kiedy płacze, zasypuję dobrami i nie potrafię na nią podnieść głosu. Chyba nadrabiam za brak czułości i opieki, których nie zaznałam jako dziecko. Dorastałam w domu dziecka, po śmierci matki nie znałam swoich biologicznych rodziców. Obecni rodzice ciocia i wujek, rodzice mojego kuzyna przygarnęli mnie, kiedy dowiedzieli się, co się stało, ofiarowując mi nowy dom.

Na początku było trudno, bo ojciec był chłodny i zamknięty w sobie, a mama nieustannie pracowała, by utrzymać rodzinę, przez co rzadko miała czas na wyrażanie uczuć. Wiedziałam, iż mnie kochają, ale nie potrafili tego pokazać. Musiałam więc stworzyć własny świat śniłam na jawie, iż jestem ukochaną księżniczką, która panuje nad krainą miłości.

Z wiekiem zaczęłam szukać aprobaty i czułości u innych, zwłaszcza w związkach miłosnych. Chwytałam się każdego gestu, każdego spojrzenia, i tkwiłam pięć lat w relacji, która przynosiła mi tylko ból, bo bałam się, iż nie spotkam już więcej miłości. Mąż, troskliwy i wyrozumiały, zna część mojej przeszłości i zawsze mnie wspiera, ale o wszystkim nie wie. Pomimo tego, co przeszłam, nie umiem nie okazywać córce miłości. Wydaje mi się, iż ona zasługuje na każdą ilość serdeczności, jaką tylko mogę jej dać, w przeciwieństwie do tego, co dane mi było jako dziecku.

W tym śnie świat mienił się łagodnym światłem, jakby wszystko zanurzone było we mgle cukrowej waty, a dom zamieniał się czasem w jabłoniowy sad, pod którym tuliłam córkę, a echo wiatru szeptało polskie kołysanki, obiecując, iż miłość rozproszy każdy cień z dzieciństwa. W tle na stole zawsze leżało kilka złotych monet jakby cały dom płynął lekko przez czas, a ja, unosząc córkę, widziałam w jej oczach odbicie zapomnianych bajek i tych wszystkich odległych, czułych słów, których nigdy nie słyszałam.

Idź do oryginalnego materiału